RSS
 

15.”Odwaga nie jest brakiem strachu,a raczej oceną,że coś innego jest ważniejsze niż strach…”

29 gru

Zaczął się kolejny dzień.Nowe doznania,wspomnienia oraz smutki.Nikt nie może wybrać swojego przeznaczenia,ani przed nim uciec.Tak też było ze mną.Mogłam jedynie łudzić się,że zmienię w swoim życiu coś,co i tak jest nieuniknione.Tylko po co?Czy wtedy moje życie będzie lepsze?Czy może stanie się bardziej przytłaczające?Tego nie wiedziałam.Nikt nie wiedział,chociaż wielu próbowało znaleźć odpowiedz.Chciałam zastanowić się nad sensem swojego życia.Cieszyłam się z tego co mam.Budziłam grozę wśród innych czarodziejów i to mi odpowiadało.Wiele osób uważało mnie za zdrajcę.Czy zdradziłam?Nie.Zrobiła bym to oddalając się od ojca.Nie pozwalając mu na odnalezienie mnie.Cały Zakon Feniksa wiedział kim jestem.Dlaczego nic nie powiedzieli?Bali się i to mnie właśnie podtrzymuje na duchu.Skoro jedyny zakon walczący o dobro na świecie się mnie boi,to znaczy,że ja nie musiałam bać się nikogo ani niczego.Miałam to czego chciałam.Rodziców,dom,wspaniałych przyjaciół oraz szacunek na który zasługuje.Lecz wciąż pragnęłam więcej.Chciałam w jakikolwiek sposób zapisać się na kartach historii.Chciałam,żeby kiedyś ludzie bali się o mnie wspominać.Tak jak było z moim ojcem.Wiele osób wciąż boi się wypowiedzieć jego imię.Doceniam to co dostałam od świata.Zaczęłam życie od nowa.Może jest ono niebezpieczne i pełne niespodzianek,ale nie boje się tego.Cieszyłam się każdą chwilą wiedząc,że przyczyniam się do zmienienia historii. Stałam pod prysznicem obserwując jak kropelki wody spływają po moim ciele.Zamknęłam oczy zatapiając się w fali wspomnień.Gorąca woda delikatnie spływała po mnie, pozwalając odpocząć.Stałam tak już od dwudziestu minut.Nie chciałam się ruszyć.Z pokoju dały się słyszeć krzyk koleżanki,proszącej,abym już wyszła.Westchnęłam po czym zakręciłam wodę.Złapałam pomarańczowy ręcznik wiszący niedaleko po czym zaczęłam wycierać swoje ciało.Owinęłam się nim i wyszłam z łazienki.Karmen spojrzała na mnie zabójczym wzrokiem po czym weszła do łazienki zamykając głośno drzwi.Uśmiechnęłam się ironicznie po czym postanowiłam się ubrać.Białe rurki,miętowy sweterek i szata.Godło Slyterinu widniejące na mojej piersi napawało mnie dumą.Spięłam włosy w luźnego kucyka po czym wyszłam z dormitorium.Uśmiechnęłam się widząc Malfoya i Zabbiniego siedzących na kanapach przed kominkiem.Podeszłam do nich i z uśmiechem na twarzy zapytałam

-Idziemy?-Przyjaciele spojrzeli na mnie po czym obaj zerwali się z miejsca.Pokój wspólny był pusty.Wszyscy Ślizgoni byli już na śniadaniu,część jeszcze spała.Weszliśmy do wielkiej sali czując na sobie setki spojrzeń.Wszyscy przyglądali się bacznie każdemu mojemu ruchowi jakby spodziewali się kolejnego przedstawienia.Uśmiechnęłam się na samo wspomnienie wczorajszego wydarzenia.Usiadłam obok Dracona i zabrałam się za posiłek.Mój wzrok co chwilę lądował na stole Gryfonów,którzy wciąż mnie obserwowali.Spojrzałam na Pottera,który co chwilę spoglądał na mnie myśląc,że niczego nie zauważę.O co im chodzi?Pomyślałam.Byłam w trakcie jedzenia jajecznicy kiedy dyrektor wstał z miejsca i zabrał głos.

-Przepraszam,że przeszkadzam wam w posiłku,lecz mam ważne ogłoszenie.Otóż dzisiaj w szkole pojawią się dwaj kuratorzy z Ministerstwa.Będą oni sprawdzali rozwój uczniów oraz dyscyplinę.Podczas obiadu będę zaszczycony móc im was przedstawić.Mam nadzieje,że wszyscy pokażecie się z jak najlepszej strony.-Mówiąc to zerknął na stół Ślizgonów.

-Nie wiem ile czasu będzie trwała ich wizyta dlatego też mam nadzieje,że nie przyniesiecie szkole wstydu.-Uśmiechnął się do uczniów po czym dodał -Życzę wszystkim smacznego.-Powiedziawszy to usiadł na swoje miejsce szepcząc coś do profesor MacGonagal.Spojrzałam na Malfoya który zerknął na mnie smutnym wzrokiem.Od razu wiedziałam dlaczego wszyscy tak na mnie dziwnie patrzą.Nikt z pewnością nie uwierzył w bajeczkę dyrektora i doskonale wiedział dlaczego kuratorzy pojawiają się w szkole.Nie czekając ani chwili dłużej wstałam z miejsca i wszyłam z Wielkiej Sali kierując się do lochów.Skąd oni mogą wiedzieć,że to przeze mnie kuratorzy pojawiają się dzisiaj w szkole?No tak.Prorok Codzienny.Walnęłam pięścią w drzwi od Pokoju wspólnego po czym weszłam do środka.Udałam się do swojego dormitorium.Chciałam pobyć chociaż chwilę sama.Za dwadzieścia minut zaczynają się lekcję i na moje nieszczęście z Gryfonami. Weszłam do pokoju i pierwsze co przykuło moją uwagę to Jessica siedząca na swoim łóżku.No tak, przecież miała wyjść dzisiaj rano ze skrzydła szpitalnego.Podeszłam do baru i nalałam sobie ognistej.Usiadłam na sofie po czym upiłam spory łyk bursztynowego płynu.Dziewczyna patrzyła na mnie uważnie przez chwilę.Po chwili poczułam ja siada obok mnie.

-Co się stało?-Zapytała ze smutkiem w głosie.

-Pewnie już słyszałaś.-Powiedziałam oschle nie patrząc na dziewczynę.Po chwili Jessica przytuliła mnie do siebie mówiąc.

-Wszystko będzie dobrze.Zobaczysz.-Upiłam kolejny łyk płynu po czym rzuciłam szklankę w ogień.

-Nic nie będzie już dobrze.-Odpowiedziałam wstając i podchodząc do okna.Jessica podniosła się i stanęła obok mnie.

-Dlaczego tak myślisz?Nic ci nie mogą zrobić.Dlaczego się tym tak przejmujesz?-Spojrzałam na nią groźnym wzrokiem po czym odpowiedziałam.

-Nie przejmuje się nimi.Denerwuje mnie to,że muszę się teraz pilnować.Jeden mały błąd i ministerstwo wyda na mnie wyrok.-Spojrzałam przez okno przyglądając się błonią.Poczułam rękę dziewczyny na swoim ramieniu.Spojrzałam na nią a ta z uśmiechem na twarzy powiedziała.

-Mimo tego wiem,że się nie poddasz.Będziesz walczyć.Jesteś dziedzicem Salazara.Dasz radę.Wieże w ciebie-Uśmiechała się do mnie promiennie.Lekko się uśmiechnęłam po czym powiedziałam

-Nienawidzę ograniczeń.-Westchnęłam.Jessica zaśmiała się po czym powiedziała

-Jesteś niemożliwa Hermiono.Myślałam,że martwisz sie ich przybyciem.Ja nie dała bym rady na twoim miejscu.Jesteś dzielna.-Uśmiechnęłam się ironicznie po czym odpowiedziałam.

-Taka już jestem.-Podeszłam do szafki po czym wzięłam wszystkie potrzebne książki i razem z Jessica udaliśmy się pod gabinet profesora Snaypa.Gdy przemierzałam korytarze wszyscy patrzyli na na mnie z pogardą i szeptali coś na mój temat.Nie zważałam na to.Postanowiłam sobie dalej udawać niewzruszoną osobę.Uniosłam wysoko głowę a na twarz zarzuciłam maskę pod którą ukryłam wszystkie uczucia.Usta wygięłam w ironicznym uśmiechu i nie zważałam na szepty uczniów.Szłam przed siebie z każdym krokiem przekonując samą siebie,że będzie dobrze.Musiałam się pilnować z zachowaniem i nie wpadać w bójki.Uda się.Musze tylko w siebie uwierzyć. Doszłam pod salę pod którą byli już prawie wszyscy.Gryfoni widząc mnie od razu posłali kilka złośliwych uwag w moją stronę,lecz nie przejmowałam się ich gadaniem.Podeszłam do grupki Ślizgonów i zaczęłam z nimi rozmawiać.Po chwili dołączył się do nas zdyszany Malfoy i Zabbini,którzy przejęci moim zniknięciem ze śniadanie szukali mnie przez cały czas.Nie zdążyłam im nic powiedzieć ponieważ Snape kazał nam wchodzić do klasy.Usiadłam obok Jessicy w przed ostatniej ławce i wyjęłam książkę.Nauczyciel wprowadził temat po czym kazał uwarzyć nam eliksir miłosny.Mieliśmy na to dwie godziny.Otworzyłam książkę na odpowiednim temacie po czym zabrałam się do pracy.Jessica kroiła i wrzucała do kociołka podane przeze mnie składniki,a ja zajęłam się odliczaniem ich ilości.W połowie lekcji na moim stole wylądowała mała karteczka.Wzięłam ją do ręki po czym rozejrzałam się po sali.Wszyscy zajęci byli swoim eliksirem.Rozwinęłam ją i przeczytałam .

Wiem,dlaczego tak szybko dzisiaj zniknęłaś.Wszystko dobrze?

Draco. 

Spojrzałam na chłopaka,który przyglądał mi się.Nasz wzrok skrzyżował się na chwilę.Wiedziałam,że się martwi o mnie.Nie czekając dłużej wzięłam kawałek kartki i odpisałam.

Chyba cała szkoła zna prawdziwy powód,dla którego kuratorzy będą tu przysłani.Musisz mi pomóc!

Hermiona.

Odesłałam liścik patrząc jak ląduje na ławce chłopaka.Patrzyłam jak go czyta.Kiedy skończył spojrzał na mnie z zatroskaną miną po czym wysłał mi kolejną wiadomość.

Jasne, zrobię wszystko.O co chodzi?

Draco.

Uśmiechnęłam się lekko widząc odpowiedz chłopaka.Wiedziałam,że mnie nie zawiedzie i mogę na niego liczyć.Po chwili znowu naskrobałam na małym kawałeczku papieru krótką odpowiedz.

Musisz mnie pilnować.Nie mogę w nic się wpakować.

Hermiona

Chłopak po przeczytaniu lekko uśmiechnął się.Z wesołą miną wysłał mi odpowiedz. Nie opuszcze Cie nawet na krok.Nie po wczorajszym incydencie. Draco Uśmiechnęłam sie do niego po czym lekko ruszając ustami szepnęłam w jego kierunku

-Dziękuje.-Nie usłyszał,ale wyczytał z ruchu moich warg o co chodzi.Uśmiechnął sie i odpowiedział

-Cała przyjemność po mojej stronie.-Posłałam mu szeroki uśmiech po czym zabrałam się za przygotowanie eliksiru. Lekcja minęła mi bardzo szybko.Gdy uwarzyłam eliksir oddałam próbkę nauczycielowi po czym opuściłam salę.Przed nią czekał na mnie Draco z Zabbinim i Jesscią.Uśmiechnęłam sie do nich po czym razem ruszyliśmy na zielarstwo. Kolejne lekcje dłużyły się strasznie.Zielarstwo,obrona przed czarną magią i wróżbiarstwo.Wszystkie zajęcia były strasznie nudne.Siedziałam na ostatniej lekcji przed obiadem myśląc o wszystkim co przyszło mi do głowy.Razem z Malofyem zajęliśmy stolik jak najdalej od szalonej profesorki.Co chwile patrzyłam znudzonym wzrokiem na nauczycielkę która kręciła się od stolika do stolika wróżąc wszystkim z ręki.Położyłam głowę na ławce zakrywając ją dłońmi.Draco spojrzał na mnie z rozbawianiem po czym szepnął mi do ucha.

-Postaraj się nie zasnąć,jeszcze tylko pół godziny.-Westchnęłam głośno po czym podniosłam się patrząc z udawaną złością na Malfoya.

-Ta dzięki za takie pocieszenie.-Powiedziałam.Draco uśmiechnął się do mnie po czym spojrzał na zbliżającą się nauczycielkę.Podniosłam wzrok na profesorkę,która stała przed blondynem.Draco podał jej rękę a ta swoimi palcami zaczęła kreślić linie wiodące na jego dłoni.

-Widzę doskonale.Masz przed sobą trudne wyzwanie.Będziesz szczęśliwy,ale przyjdzie ci za to szczęście zapłacić najwyższą cenę.-Spojrzałam na Malfoya który podparł ręką brodę i patrzył na mnie z prośbą pomocy.Uśmiechnęłam się widząc jego zażenowaną twarz.Kiedy nauczycielka puściła jego rękę spojrzała na mnie po czym nie czekając na jakąkolwiek reakcję wzięła moją dłoń i podobnie jak z Malfoyem zaczęła z niej wróżyć.Patrzyłam na nią uważnie śledząc każdy jej ruch.Po chwili nauczycielka zrobiła wielkie oczy i odskoczyła ode mnie upadając na podłogę.Szybko zaczęła z niej wstawać i oddaliła się ode mnie jak najdalej.Widziałam strach w jej oczach.O co jej chodzi?Po chwili gdy znalazła sie na drugim końcu sali powiedziała.

-Nigdy jeszcze nie widziałam takiej linii od czasu gdy Tom Ridle chodził do tej szkoły.To…to jest niemożliwe.-Powiedziała patrząc na mnie.

-Masz straszną przyszłość.Czeka cię wiele cierpienia-Spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.Po chwili podeszła do swojego biurka poprawiając okulary.

-Koniec lekcji.Możecie już iść.-Powiedziała spoglądając na mnie znad okularów.Wstałam po czym patrząc na uśmiechniętego Malfoya wyszłam z klasy.Po chwili dołączył do nas Zabbini z Jessicą,który bez zastanowienia skomentował zachowanie nauczycielki.

-Co ty jej zrobiłaś?Widzieliście jej minę?Haha.. myślałem,że pęknę ze śmiechu.-Powiedział śmiejąc się głośno.Uśmiechnęłam się do wszystkich po czym powiedziałam.

-Co ja jej zrobiła?Tylko podałam rękę.-Powiedziałam na co wszyscy wybuchli śmiechem.Zeszliśmy na drugie piętro po czym skierowaliśmy się w stronę wielkiej sali na obiad.Wiele osób było już w środku,lecz niektórzy jeszcze wchodzili.Usiadłam na swoim miejscu między Malfoyem a Jessicą nakładając sobie ziemniaków i trochę surówki.W sali słychać było cichy szmer wywołany rozmowami uczniów.Gdy cała sala zapełniła się uczniami dyrektor wstał i zabrał głos.

-Jak już powiedziałem podczas śniadania, dzisiaj w szkole będziemy mieli dwóch gości.A o to i oni.-Powiedział wskazując ręką na wchodzących mężczyzn.Jeden z nich był średniego wzrostu blondynem o specyficznej twarzy,która wpadała w oko.Miał krzywy nos i wielkie zielone oczy patrzące na wszystkich z nienawiścią.Drugi mężczyzna kroczący za nim był wysokim brunetem o miłej twarzy.Patrzyła na wszystkich jak zwykły człowiek.Nie wywyższał się ani nie puszył przed innymi.Obaj mężczyźni stanęli obok Dymbledora patrząc na wszystkich zebranych.

-Oto Luck Felkins jeden z najbardziej szanowanych kuratorów w ministerstwie.-Powiedział wskazując na blondyna który wykrzywił usta w lekkim uśmiechu.Wszystkie pary oczy zwrócone były w jego stronę.

-A to jest Christopher Lorens.-Powiedział wskazując na bruneta.

-Najbardziej zaufany wśród kuratorów w ministerstwie.-Chłopak rozejrzał się po sali jakby kogoś szukał.Po chwili jego wzrok znalazł się na mnie.Patrzył na mnie nie ukazując żadnych emocji.Nasze spojrzenia krzyżowały się,lecz żadne z nas nie chciało tego przerwać.Dopiero gdy dyrektor zaprosił wszystkich do posiłku mężczyzna odwrócił wzrok podchodząc do swojego stołu.Miałam nadzieję,że nikt tego nie zauważył,lecz przeliczyłam się.Jessica spojrzała na mnie po czym powiedziała.

-Chyba Cię poznał Hermiono.-Zrobiłam smętną minę po czym zajęłam się swoim posiłkiem. Przez cały czas czułam na sobie czyjeś spojrzenie.Gdy tylko unosiłam głowę widziałam jak Christoper odwraca wzrok myśląc,że nie zauważę jak ciągle się na mnie patrzy.Skończyłam obiad po czym udałam się na dwie ostatnie lekcje z Hagridem.Wszyscy czekali na gajowego przed jego chatą.Gdy po dłuższym spóźnieniu się ukazał oznajmił nam,że dzisiejszego dnia będziemy uczyć się rozpoznawać Horwykra od Nurtensa.Są to dwa rodzaje zwierząt mieszkających w zakazanym lesie,które są zagrożeniem dla ludzi.W zasadzie jeden z nich jest zagrożeniem.Nurtens jest spokojną bestią,która nie krzywdzi ludzi.Chociaż tyle udało mi się zapamiętać z dzisiejszej lekcji.Siedziałam na jednym z kamieni obok Jessicy i wesoło z nią rozmawiałam nie zważając na to,że jestem na lekcji.Co chwile śmiałyśmy się z żartów,która każda z nas po kolei opowiadała.Smok i Diabeł stali z na samym przodzie tłumu patrząc jak inni próbują oswoić zwierzę.Nikomu się to jeszcze nie udało więc chłopacy mieli niezłą zabawę.Co chwile ktoś krzyczał z przerażenia bądz oburzony wychodził z tłumu.Wtedy i ja z Jessicą nie szczędziliśmy sobie komentarzy na jego temat.Nagle poczułam czyiś wzrok na sobie.Rozejrzałam sie po znajomych,lecz wszyscy zajęci byli zwierzętami.Odwróciłam się spoglądając w stronę zamku.Pod jednym z drzew stojących niedaleko nas stał jakiś mężczyzna.Wyostrzyłam wzrok patrząc uważnie na postać.To jeden z kuratorów.Pomyślałam.Nie pomyliłam się.Pod drzewem stał brunet patrząc się w moją stronę.Uśmiechnęłam się lekko po czym odwróciła się z powrotem do Jessicy słuchając tego co ma mi do powiedzenia.Przytakiwałam jej za każdym razem gdy coś do mnie mówiła.Nie słuchałam jej.Cały czas zastanawiałam się o chłopaku który stał pod drzewem i ciągle się na mnie gapił.Po chwili znowu się odwróciłam a jego już nie było.Rozejrzałam się dokładnie mając nadzieje,że gdzieś go zobaczę,lecz nie zobaczyłam.

-Halo!Ziemia do Hermiony!-Powiedziała dziewczyna,lecz nie doczekała się mojej reakcji.Przytaknęłam jej lekko kiwając głową, dalej rozglądając się.

-Patrz Dumbledor wystawił goły zadek przez okno!-Krzyknęła.Spojrzałam na nią i wytrzeszczyłam oczy.

-Co?-Zapytałam nie kryjąc zdziwienia.Dziewczyna roześmiała się patrząc na mnie jak na wariatkę.Zrobiłam oburzoną a ta zapytała. -Czemu się tak rozglądasz?Szukasz kogoś?

-Nie.Tak tylko patrze.-Powiedziałam.

-To, co mówiłaś?-Zapytałam z szerokim uśmiechem.Dziewczyna puknęła sie lekko rękom w czoło po czym powiedziała.

-O boże!Widzisz i nie grzmisz!-Zaśmiałam się słysząc jej słowa.Do końca lekcji rozmawiałyśmy wesoło śmiejąc się przy tym.Gdy lekcja dobiegła końca wszyscy ruszyli  z powrotem do zamku.Draco stanął obok mnie po czym zapytał.

-To jak idziemy?-Spojrzałam na nich i powiedziałam

-Idzcie.Ja muszę jeszcze coś załatwić.-Chłopak spojrzał na mnie i powiedział.

-Zostanę z Tobą.-Spojrzałam na niego i odparłam

-Nie.Nie musisz.Idzcie.-Powiedziałam patrząc jak przyjaciele odchodzą.Odwróciłam się do nauczyciela który głaskał zwierzę myśląc,że jest sam.Podeszłam do niego po czym przyjrzałam się zwierzęciu.Hagrid widząc mnie odsunął się po czym zapytał.

-Czego tu chcesz?

-Hagridzie….-zaczęłam,lecz nie miałam pojęcia co powiedzieć.Gajowy spojrzał na mnie uważnie.

-Hagridzie ja chciałam zapytać czy jesteś na mnie zły?-Gajowy spojrzał mi w oczy i odpowiedział

-Zdradziłaś przyjaciół i Zakon Feniksa.A przede wszystkim zdradziłaś samą siebie.Nie powinnaś zadawać mi tego pytania.-Powiedział odrywając ode mnie wzrok.

-A ty co byś zrobił na moim miejscu?-Zapytałam po raz kolejny przybijając go do muru.

-Z pewnością postąpił bym słusznie.-Powiedział.

-Słusznie czyli jak?-Spojrzałam na niego robiąc krok w jego stronę.

-Oszukiwał byś dalej samego siebie czy chciał byś poznać prawdę?-Zapytałam.Widziałam w jego oczach strach.Spojrzałam na zwierze i pogłaskałam je po pysku.Gajowy stał z boku przyglądając mi się.

-Nie miej do mnie urazy przez to co zrobiłam Hagridzie.Nie zrobiłam w końcu nic złego.-Powiedziałam patrząc na niego.Gajowy wytrzeszczył oczy i odpowiedział z lekkim wahaniem.

-On też mi kiedyś to powiedział.Dokładnie to samo zdanie co ty teraz.-Spojrzałam na niego po raz ostatni i posłałam mu ironiczny uśmiech po czym odwróciłam się i ruszyłam w kierunku zamku.Weszłam do lochów siadając obok swoich przyjaciół na kanapie.Wszyscy spojrzeli na mnie,lecz nie zadawali żadnych pytań.Wiedzieli,że jeżeli będę chciała sama im wszystko powiem.Za to właśnie byłam im wdzięczna.Wyjęłam ze swojej torby pergamin i książkę po czym zagoniłam wszystkich do pracy domowej.Mieliśmy napisać wypracowanie dla Sneypa na temat rośliny z winorośli amazońskiej na pół rolki pergaminu.Wszyscy zabraliśmy się do pracy.Z początku wyszukiwałam informacje,które będą mi potrzebne a potem zaczęłam pisać.W odróżnieniu od Pottera i Wesleya nikt tutaj nie pytał mnie czy napisze za niego prace,lub czy mu pomogę.Po godzinie cała czwórka miała skończoną pracę więc pora było zacząć zabawę.Jak co wieczór siedzieliśmy ze szklanką ognistej w ręku wesoło sie przy tym śmiejąc.Niestety długa zabawa nie była mi dana.Przed godziną dziewiętnastą podszedł do nas Tom z czwartego roku informując nas,że Snape czeka na mnie w swoim gabinecie.Nie czekając ani chwili dłużej ruszyłam przez lochy w kierunku gabinetu nauczyciela.Zapukałam i gdy usłyszałam cichy głos nauczyciela weszłam do środka.To co tam zobaczyłam bardzo zaskoczyło mnie.Przy jednej z ławek siedział Christoper,który rozmawiał właśnie z profesorem.

-Wzywałeś mnie?-Zapytałam mając nadzieje,że powie ,że jest to pomyłka.Niestety myliłam się.Nauczyciel potwierdził moją obecność tutaj po czym gestem ręki wskazał mi krzesło obok bruneta.Stanęłam przed biurkiem nauczyciela i zakładając sobie ręce na klatce piersiowej zapytałam.

-Co on tutaj robi?-Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony po czym stał i wyciągnął w moją stronę dłoń mówiąc.

-Nie miałem okazji się przedstawić Christoper Lorens.-Powiedział miło wciąż na mnie patrząc.Spojrzałam na niego uważnie i odpowiedziałam

-Wiem jak się nazywasz.-Chłopak cofnął rękę lekko pochmurniejąc.Spojrzałam na nauczyciela domagając się wyjaśniań.

-Hermiono Christoper jest śmierciożercą podesłanym tutaj zamiast jednego z kuratorów.Ojciec na pewno mówił,że zamierza kogoś podstawić.-Spojrzałam na bruneta który lekko uśmiechnął się do mnie.Przewróciłam oczami po czym usiadłam na ławce obok chłopaka.Spojrzałam na nauczyciela i zapytałam.

-Po co mnie tu wezwałeś?

-Chciałem przedstawić Ci naszego gościa.-Powiedział patrząc na bruneta.

-Christoper będzie dbał o twoje bezpieczeństwo.Jest najlepszy jeżeli chodzi o pilnowanie kogoś.-Spojrzała na chłopaka,który patrzył swymi czekoladowymi oczami na nauczyciela.

-Za moje bezpieczeństwo odpowiedzialny jest Draco.-Powiedziałam z nutą wyższości.

-Od teraz nie tylko on.-Powiedział nauczyciel patrząc na mnie.

-Drugi kurator będzie codziennie cię obserwował.Christoper ma za zadanie dopilnować aby niczego ważnego nie zanotował i nie wysłał do ministerstwa.

-Powiedział patrząc na chłopaka.Westchnęłam cicho po czym zapytałam.

-Ile czasu potrwa zanim obaj wyniosą się stąd?-Poczułam wzrok chłopaka na sobie.Wiedziałam,że zniechęcałam go tymi słowami,lecz nie chciałam pokazać swojej słabości.

-Tego jeszcze nie wiem.Nikt nie wie.O tym zadecyduje ministerstwo.-Powiedział Snape.Kiwnęłam lekko głową patrząc się ślepo w ścianę.Po chwili przypomniałam sobie o liście który wczoraj napisałam.

-Dałeś ojcu mój list?-Zapytałam patrząc na nauczyciela.Mężczyzna wstał po czym otworzył szufladę od swojego biurka.Wyciągnął z niej dwie koperty po czym powiedział.

-Jedna dla ciebie ,druga dla Malfoya.-Odebrałam listy po czym wsadziłam je do swojej szaty.

-Dziękuje-Powiedziałam patrząc na nauczyciela.

-Ojciec pytał cię o coś?-Zapytałam.

-Tak.Wszystko mu wyjaśniłem.Z resztą wszystko na pewno napisał ci w liście.-Uśmiechnęłam się lekko po czym zapytałam.

-Moge już iść?Za pół godziny mam patrol.-Spojrzałam na zegarek wiszący nad biurkiem nauczyciela.Snape kiwnął lekko głową zezwalając mi opuścić gabinet.Wstałam i podeszłam do drzwi otwierając je.Wyszłam z pomieszczenia po czym zamykając drzwi dostrzegłam,że chłopak patrzy na mnie.Zatrzasnęłam je po czym ruszyłam w stronę lochów. ————————————————————————————————————— Tym czasie w gabinecie profesora Snaypa

-Kiedy masz zamiar powiedzieć jej prawdę?-Zapytał nauczyciel siadając na swoje miejsce.Brunet zorzył ręce spuszczając na chwilę wzrok.

-Jeszcze nie wiem Severusie.-Powiedział patrząc na nauczyciela.

-Nie możesz z tym zwlekać.Ona powinna wiedzieć kim jesteś.-Odparł profesor.

-Poczekam na odpowiednią chwilę.Teraz nie mogę.Nie jest na to gotowa.-Powiedział chłopak wstając i maszerując po sali.

-Ona ,czy ty nie jesteś gotów?-Zapytał Snape z błyskiem w oku wyjmując z biurka jakieś papiery.

-Oboje nie jesteśmy gotowi.-Powiedział opierając się o ścianę.

-Nie masz pojęcia jak długo doszukiwałem się prawdy.To nie jest takie proste.-Powiedział.

-Kiedy uznam,że nadeszła odpowiednia chwila wtedy powiem jej prawdę.A teraz proszę cię o dyskrecję.-Powiedział chłopak patrząc na nauczyciela.

-Nic jej nie powiem.Masz moje słowo-Chłopak kiwnął lekko głową dziękując po czym wyszedł z gabinetu zostawiając w nim profesora Snaypa. ————————————————————————————————————— -Masz Draco-Powiedziałam wręczając chłopakowi list.Blondyn odebrał go ode mnie po czym wsadził go do kieszeni.

-Musimy iść.Patrol wzywa-Powiedział patrząc na mnie.Ruszyliśmy pod gabinet nauczycielki.Spóźniliśmy się piętnaście minut za co profesorka odebrała nam 50 punktów.Plan działanie był taki sam jak ostatnio.Najpierw błonia,potem pierwsze dwa piętra a na koniec reszta zamku.Patrolowanie błoni minęło nam bez żadnych kłótni czy wyzwisk.Gryfoni trzymali się z dala od nas ciągnąc się daleko za nami.Pierwsze piętro zdawało się być puste.Nikogo tam nie znaleźliśmy.Ruszyliśmy schodami w góre wchodząc na drugie piętro.Szliśmy jednym z korytarzy kiedy Gryfoni zmniejszyli odległość między nami,przyspieszając kroku.Oczywiście Draco stwierdził,że boją się ciemności i nie chcą zostać sami.Przechodziliśmy obok opuszczonych klas zerkając czy nikogo nie ma w środku.Otworzyłam drzwi od jednej sali i zerknęłam do środka.Widziałam tylko ciemność i nic nie słyszałam.Wycofałam się zamykając drzwi.Odwróciłam się w stronę towarzyszy.To co zobaczyłam zaskoczyło mnie.Ron podszedł Malfoya od tyłu do po czym walnął go pięścią w żebra.Zacisnęłam rękę na różdźce po czym wyjmując ją wycelowałam w Rudego.Chłopak zasłonił się blondynem przykładając mu różdźkę do gardła.Stałam i patrzyłam wprost na niego gotowa do rzucenia w każdej chwili zaklęcia niewybaczalnego.Potter również wyciągnął różdźkę i skierował ją we mnie.Spoglądałam to na jednego to na drugiego widząc w ich oczach strach.Uśmiechnęłam się ironicznie i zapytałam.

-Czego chcecie?-Draco próbował się wyrwać,lecz Ron uderzył go w twarz przecinając blondynowi wargę.

-Zrób to jeszcze raz Wesley a pożałujesz-Powiedziałam kierując różdźką w Rona.

-Spokojnie Hermiono.Chcę tylko porozmawiać.-Powiedział opuszczając różdźkę.Stałam i patrzyłam na niego.

-O czym?-Zapytałam patrząc na niego.

-Wolał bym aby ta rozmowa była w cztery oczy.-Powiedział patrząc na mnie.Spojrzałam na Malfoya i powiedziałam.

-Pod jednym warunkiem-Powiedziałam zakładając ręce na klatce piersiowej.

-Jakim?-Zapytał Ron z wściekłością.

-Masz puścić Malfoya.-Harry spojrzał na mnie po czym dał rudemu znak,że może go puścić.Malofy poprawił swoje wymięte ubranie po czym wytarł krew która ciekła mu z wargi.Potter wszedł do jednej z klas zachęcając mnie gestem ręki żebym weszła.Usiadłam na jednej z ławek patrząc jak chłopak zamyka drzwi.Po chwili podszedł do mnie.Stał chwilę patrząc na mnie.Irytowało mnie to więc powiedziałam.

-Dobra,mów czego chcesz,nie mam całego dnia.

-Słuchaj Hermiono ja… chciałem zakopać topór wojenny.Wiem,że jest to dla ciebie może dziwne,ale nasza kłótnia nie ma dalszego sensu.Przyjaźniliśmy się przez tyle lat.Nie chcę,żebyśmy przez takie coś się od siebie oddalili.-Nie wierzyłam własnym uszon.Hary chciał się ze mną pogodzić?To nie miało sensu.Jeszcze wczoraj prawie zabiłam jego przyjaciele a dzisiaj proponuje mi zakopanie topora wojennego.Coś mi tu nie pasowało.Nie wiedziałam czemu,ale mu nie wierzyłam.Uśmiechnęłam się z pogardą po czym zapytałam.

-Co ty kombinujesz Potter?-Spojrzał na mnie po czym usiadł obok i powiedział.

-Nic nie kombinuje.Chcem,żeby wszystko było tak jak dawniej.-Powiedział patrząc mi prosto w oczy.

-Nie wierze w twoje szczere intencje.-Powiedziałam bez namysłu.

-Wiem,że może okazać się to dziwne,ale naprawdę zależy mi na twojej przyjaźni Hermiono.Nie mogę cię stracić w taki sposób.-Spojrzałam w jego oczy.Nie mogłam z nich nic wyczytać.Jego daremna próba przekupienia mnie nie wyszła mu zbyt dobrze.Nie ruszyło mnie to ani trochę.Nie chciałam niczego zmieniać.Podobało mi się to co jest teraz.Uśmiechnęłam się do niego lekko ze wspaniałym pomysłem.

-Nie oczekuj,że dzisiaj podejmę decyzje.Musze to przemyśleć.-Powiedziałam patrząc na niego.Chłopak uśmiechnął się promiennie po czym przytulił mnie do siebie.Przewróciłam oczami czując jak przyciąga mnie do siebie.Westchnęłam cicho męcząc się tą sytuacją.Kiedy się oderwał znów zrobiłam wesołą minę udając zadowoloną.

-Ja się jeszcze nie zgodziłam Potter-Powiedziałam widząc zadowoloną twarz Gryfona.On naprawdę się cieszył.Pomyślałam.

-Ciesze się,że chociaż próbujesz dać mi szanse.-Powiedział.Patrzyłam jak chłopak cały w skowronkach wstaje i otwiera drzwi.Wyszliśmy na korytarz.Przed klasą siedział Ron z Malfoyem co chwilę obrzucając się morderczymi spojrzeniami.Kiedy razem z Harrym stanęliśmy przed nimi obaj się podnieśli.Potter podszedł do Wesleya po czym powiedział

-Zgodziła się.-Rudy uśmiechnął się po czym odwrócił się w moją stronę i powiedział.

-Tak się cieszę Hermiono.-Spojrzałam na Pottera jak na debila po czym powiedziałam

-Nie zgodziłam się Potter,jeszcze nie.-Chłopak spojrzał na mnie wciąż uśmiechając się.

-Jak podejmiesz decyzję to daj nam znać-Powiedział Harry po czym dodał.

-Już po 22.Nasz dyżur skończony.-Spojrzałam na niego chcąc go wyśmiać i pogratulować spostrzeżenia,lecz z trudem powstrzymałam się.

-Musimy już wracać.Jutro porozmawiamy.-Powiedział Harry odchodząc w jeden z korytarzy z Ronem.

-Dobranoc Hermiono!-Krzyknęli obaj po czym zniknęli za zakrętem.Spojrzałam na osłupiałego Malfoya,który stał ze skrzyżowanymi rękoma na piersi.Uśmiechnęłam się do niego lekko a ten powiedział.

-Mam nadzieje,że masz dobre wytłumaczenie.

-Oczywiście,że tak.-Powiedziałam

-No więc słucham-Odpowiedział patrząc na mnie bacznie.

-Czego on od ciebie chciał?-Zapytał

-Chciał odzyskać swoją dawną przyjaciółkę.-Powiedziałam ruszając w stronę lochów.Draco poszedł w moje ślady po czym zapytał.

-I ty się zgodziłaś?Oszalałaś?Wiesz co powie twój ojciec jak się dowie?-Zaczął krzyczeć w moją stronę.Uśmiechnęłam się ironicznie i spojrzałam na niego.Malfoy złagodniał widząc uśmiech na mojej twarzy.Po chwili zapytał.

-Ty wcale nie chcesz się z nim dalej przyjaźnić prawda?

-Oczywiście,że nie.-Powiedziałam patrząc na Malfoya.

-Napisze do ojca.Jeżeli powie,że mam dać mu szansę to zrobie to.Z pewnością wyciągnę od nich jakieś informacje.-Powiedziałam.Chłopak objął mnie ramieniem po czym powiedział.

-Od razu wiedziałem,że coś kombinujesz.-Zaśmiałam się spoglądając na niego.

-Ta jasne.Gdybyś widział swoją minę jak Wesley się do mnie normalnie odezwał-Obaj zaśmialiśmy się.Dobry humor nie opuszczał nas.Gdy doszliśmy do lochów Draco puścił mnie i skierował się w korytarz nie prowadzący do Pokoju Wspólnego.Stanęłam spoglądając na niego.

-Gdzie idziesz?

-Musze iść do Sneypa,mam do niego sprawę.Zaraz wracam.-Powiedział oddalając się.Westchnęłam po czym ruszyłam korytarzem przed siebie.Wszędzie było ciemno.Każdy milimetr korytarza pokrywała czerń nie pozwalająca niczego dostrzec.Pomimo,że niczego nie słyszałam,wiedziałam,że nie jestem sama.Po chwili usłyszałam kroki.Zatrzymałam się i rozejrzałam po korytarzu.Nikogo nie dostrzegłam.Ruszyłam dalej.Czułam,że ktoś idzie za mną.Zacisnęłam pace na różdźce czekając aż osoba się zbliży.Gdy poczułam czyiś oddech na karku wyciągnęłam różdźkę i szybko odwróciłam się celując przed siebie.Zmrużyłam oczy aby lepiej widzieć kto przede mną stoi.Westchnęłam widząc,że to Christoper.

-Czego chcesz?-Zapytałam widząc go.

-Porozmawiać.-Powiedział zbliżając się na krok.

-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-Odwróciłam się i już zamierzałam odejść,lecz poczułam jak łapie mnie za nadgarstek.Odwróciłam się w jego stronę

-Słyszałem twoją rozmowę z Potterem.Myśle,że powinnaś się zgodzić-Powiedział uśmiechając się.Zmrużyłam oczy wściekła.

-Śledziłeś mnie?-Zapytałam.

-Dbam o twoje bezpieczeństwo.-Powiedział z uśmiechem.

-O czym chcesz rozmawiać?-Zapytałam z niechęcią w głosie.

-Chciałem zapytać czy mam jakieś szanse,na normalne stosunki z tobą?-Tego było już za wiele.Najpierw Potter teraz on.Czego oni wszyscy ode mnie chcieli.Nie wierzyłam Herremu i doskonale wiedziałam,że jego prośba ma jakiś haczyk.Natomiast w przypadku Christopera nie miałam pojęcia czego mogę się po nim spodziewać.

-Normalne czyli jakie?-Zapytałam znudzona.

-Takie w których będziemy normalnie ze sobą rozmawiać.Jak przyjaciele.-Powiedział z lekkim uśmiechem.Spojrzałam na niego uważnie po czym zapytałam

-Ile masz lat?-Widziałam zdziwienie na jego twarzy.Nie takiej odpowiedzi się spodziewał.Po chwili powiedział.

-Dziewiętnaście.

-Nie kojarzę cię,żebyś kiedykolwiek uczył się w Hogwarcie.-Powiedziałam z ironią w głosie.Chłopak spojrzał na mnie po czym powiedział

-Chodziłem do Dumsrangu.

-A dlaczego nie do Hogwartu?-Zapytałam

-Bo mieszkałem w Bułgarii-Powiedział patrząc na mnie.

-I tego właśnie nie rozumiem.-Spojrzał na mnie nie wiedząc o co chodzi.

-Mieszkasz w Bułgari a mój ojciec przysyła cię tutaj abyś mnie pilnował?Po co?-Zadałam retoryczne pytanie udając,że zastanawiam się nad odpowiedzią.Chłopak spuścił głowę po czym powiedział.

-Mieszkałem w Bułgari ponieważ wiązało się to z pewnym zadaniem,które miałem wykonać.-Patrzyłam na niego nie wierząc w jego słowa.Chociaż z drugiej strony nie miał powodu,żeby kłamać.Westchnęłam cicho po czym powiedziałam.

-Ale dlaczego właśnie ty?-Zapytałam

-Gdyby był to ktoś inny też zadała byś to pytanie?-Zapytał całkiem zbijając mnie z tropu.Uśmiechnęłam się do niego przyglądając mu się.Po chwili powiedziałam.

-Jak na ciebie patrze,wydaje mi się,że znam cię od lat.-Spojrzał na mnie uważnie.

-W tobie jest coś…-Przerwałam zastanawiając się nad doborem słów.

-Nie potrafię tego określić.-Powiedziałam po czym odwróciłam się i odeszłam.Weszłam do pokoju wspólnego zastanawiając sie nad zachowaniem bruneta.Właściwie,dlaczego nie miała bym dać mu szansy na normalną znajomość.Każdy na to zasługuje.Weszłam do swojego dormitorium witając się z Jessicą.Bez chwili wahania wzięłam swoje rzeczy i poszłam się kąpać. Siedziałam pod wodą pół godziny zmywając z siebie troski z całego dnia.Wyszłam z łazienki po czym usiadłam na łóżku wyjmując z kieszeni list od ojca.Otworzyłam kopertę wyciągając z niej kawałek pergaminu.Spojrzałam na pismo i od razu wiedziałam,że należy do mojego ojca.Małe,krzywe literki nachodzące na siebie to jego styl.Uśmiechnęłam się pod nosem po czym zaczęłam czytać.

Droga Hermiono!

Nawet nie wiesz jaką radość sprawiłaś mi listem który wręczył mi Snape.Ciesze się,że o mnie pamiętasz i dzielisz się ze mną swoimi przeżyciami.

Wiedziałem,że odnajdziesz się w nowym świecie i ani przez chwile w ciebię nie wątpiłem.Nieźle się uśmiałem czytając wszystkie żarty,które zrobiliście Gryfonom.Nie wiedziałem,że jesteś aż tak pomysłowa,choć jak widać jesteś nieźle zwariowana.

Zaniepokoiła mnie tylko jedna rzecz.A mianowicie twoja ostatnia potyczka z Wesleyem.Dlaczego cię uderzył?Napisałaś mi,że Draco cię pilnuje.Więc gdzie wtedy był kiedy go potrzebowałaś?Wesley powinien ponieść karę za swoje posunięcie.Słyszałem od Sneypa co mu zrobiłaś.Jestem z ciebie dumny.Z ciebie i twoich zdolności.W pewnym stopniu jestem wdzięczny Wesleyowi.Dzięki niemu posiadasz nową moc,którą musisz nauczyć się kontrolować.

Snape poinformował mnie też,że zaklęcia lecące w twoją stronę nie ranią cię,lecz odbijają.Zdziwiło mnie to.Ja opanowywałem tą umiejętność przez wiele tygodni,tobie udało się to w tydzień.Masz większe zdolności niż myślałem.Nie licz jednak,że każde zaklęcie cię nie trafi.Jeżeli stanie przed tobą czarodziej z większą mocą niż Wesley możesz być pewna,że jego czar przemknie przez twoją barierę.Bąć zatem ostrożna.

Napisałaś mi,że zablokowałaś swoje myśli przed Dumbledorem.Dobrze się spisałaś.Snape miał rację mówiąc,że opanowałaś okumulencję to perfekcji.Z początku wątpiłem w to,lecz teraz jestem już o to spokojny.

Jeżeli chodzi o wskazówki o które prosisz,możesz spodziewać się ich kiedy tylko się zobaczymy.Rozmawiałem już ze Sneypem i razem ustalimy kiedy to spotkanie nastąpi.

Dzisiaj w szkole powinni pojawić się kuratorzy.Jeden z nich jest śmierciożercą.Poprosiłem Sneypa,żeby ci go przedstawił.Jest jednym z zaufanych śmieriożerców,dlatego zleciłem mu opiekę nad tobą.Ściągnąłem go z daleka i jestem pewny że jemu najbardziej zależało na tym zadaniu niż innym.Możesz mu zaufać.Może i wydaje się dziwny,ale jestem w stu procentach pewien,że dobrze zaopiekuje się tobą.Nie myśl,że robię to dlatego,że zawiodłem sie na Malfoyu.Choć jest w tym trochę prawdy.Robię to dlatego,żeby mieć pewność,że nic ci się nie stanie.

Kiedy będziesz chciała mnie o czymś poinformować napisz list.Wręcz go Christoperowi a on dostarczy go mi.Będę widywał się z nim często więc nasz kontakt sie nie urwie.

Tom Riddle

Ps. Zniszcz list.

Kiedy skończyłam czytać podeszłam do kominka po czym wrzuciłam list w płomienie.Stałam przez chwilę patrząc jak ogień oplata się wokół pergaminu niszcząc go doszczętnie.Uśmiechnęłam się lekko przypominając sobie słowa ojca.Spojrzałam na koleżanki,które smacznie już spały.Nie czekając chwili dłużej wróciłam do łóżka zamykając oczy.Po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Mam nadzieje,że się wam spodoba ten rozdział.Chciała bym prosić o komentarze.Widzę.że kilka osób tu zagląda.Chciała bym poznać waszą opinię na temat notek,które umieszczam.Gdyby ktoś miał jakieś pytania można napisać do mnie na gg:49509990.

Pozdrawiam :)

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

14.”To przykre, kiedy po tylu latach znajomości ludzie nagle wymazują nas ze swojej pamięci.”

26 gru

Szłam jednym z korytarzy znajdujących się niedaleko lochów.Wciąż zastanawiałam się czy o niczym nie zapomniałam.Poszczególne piętra zamku rozdzieliłam między cztery osoby.Już od rana przygotowania szły pełną parą.Wszyscy Ślizgoni byli w to zamieszani i z wielką ochotą nam pomagali.Jessica wzięła dziesięć osób i poszła na dwa pierwsze piętra.Z Zabbinim wybrało się dwanaście osób na drugie i trzecie piętro.Nott był odpowiedzialny za czwarte i piąte a Malfoy za siódme piętro i wieże.Weszłam na schody i wspięłam sie na parter.Niedaleko wielkiej sali na skrzyżowaniu dwóch korytarzu czekał na mnie Nott.
-Wszystko gotowe?-Zapytałam.
-Gotowe-Odpowiedział uśmiechając się pokazując dwa przednie,wysunięte zęby.Czekaliśmy dziesięć minut na resztę osób.Z drugiego piętra przyszła Jessica,która lekko kiwnęła głową potwierdzając poprawne wykonanie zadania.Po chwili z lewego korytarza nadszedł Zabbini.Uśmiechnięty stanął obok mnie i powiedział.
-Wszystko gotowe tak jak kazałaś Hermiono.-Spojrzałam na niego i zapytałam.
-Kogoś jeszcze brakuje?
-Draco miał być na siódmym piętrze więc pewnie niedługo powinien być.-Czekaliśmy jeszcze chwilę aż po chwili pojawił się Malfoy.Podszedł do nas i powiedział.
-Sory,że tak długo,ale te schody mnie wykończyły.-Uśmiechnęłam się lekko i zapytałam.
-Zakryliście wszystko?Tak jak zaplanowaliśmy.-Wszyscy kiwnęli głowami potwierdzająco.
-A wielka sala gotowa na wielkie show?-Zapytał Nott patrząc na mnie.
-Oczywiście,że gotowa.-Uśmiechnęłam się ironicznie po czym powiedziałam.
-Do śniadania mamy dziesięć minut.Za chwilę powinien się pojawić.-Wszyscy ruszyliśmy w stronę wielkiej sali.Gdy doszliśmy na miejsce zajęliśmy swoje miejsce przy stole Ślizgonów.Sala była już prawie cała zapełniona,lecz wciąż brakowało jednej osoby na którą czekał cały Slyterin.Zabraliśmy się za śniadanie.Nałożyłam sobie jajecznicę i nalałam soku z dyni.Po kilkunastu minutach do sali wszedł Ron z Harrym i Ginni.Wszyscy zebrani uczniowie zawiesili spojrzenia na rudym uczniu,który kroczył przez salę z niebieską czapką na głowie.Ślizgoni posłali sobie szydercze uśmiechy czekając na rozwój sytuacji.Gryfoni zajęli swoje miejsca i zabrali się za posiłek.Spojrzałam na znajomych i powiedziałam
-Nott ściągnij mu czapkę z głowy na mój znak, a ty Zabbini zajmij sie główną atrakcją.-Bilans uśmiechnął się i powiedział.
-Czas zacząć przedstawienie.-Uśmiechnęłam się lekko.Spojrzałam na Gryfonów,którzy nieświadomi niczego jedli śniadanie.Obserwowałam uważnie poczynania rudego.Gdy ten zabrał się za jedzenie przeniosłam wzrok na Zabbiniego i powiedziałam.
-Teraz.-Bilans wyciągnął różdźkę i wycelował nią w sufit wypowiadając zaklęcie.Po chwili przez całą salą ukazał się plakat ze zdjęciem łysego Gryfona.Logo napisane pod fotografia mieniło się na różne kolory przyciągając wzrok.Cala sala zatopiła się w szaleństwie śmiechu.
-Teraz Nott.-Powiedziałam a po chwili czapka Wesleya wylądowała pod jego stołem.Wszyscy widząc łysego Gryfona zanieśli się głośnym śmiechem.Ślizgoni leżeli pod stołem płacząc z zadowolenia.Wszystkie domy(nawet niektóre osoby z Gryfindoru) śmiały się z Rona tworząc wielki hałas w wielkiej sali.Spojrzałam na Malfoya,który śmiał się również głośno jak pozostali.Jessica łapała się za bolący ją brzuch,a Zabbini komentował co chwilę zachowanie Wesleya powodując coraz większe fale śmiechu.
Zabawa w sali nie ustała nawet gdy wkurzony Gryfon wyszedł z wielkiej sali czerwony jak burak.W pomieszczeniu wciąż było głośno przez śmiechy oraz rozmowy uczniów.Ślizgoni zaczęli podnosić się z podłogi i kontynuowali zabawę siedząc.Wielki plakat zwisał z sufitu dając uciechę dla oczu.Gdy tylko ktoś na niego spojrzał od nowa wpadał w szaleństwo śmiechu.Skończyłam posiłek i udałam się do pokoju wspólnego razem z Jessicą.Draco i Zabbini udali się wraz ze drużyną Quidicha na dokładne omówienie wtorkowego meczu.Gdy weszłam do pokoju wspólnego wszyscy zaczęli mi gratulować genialnego pomysłu.Uśmiechałam się do wszystkich dziękując za poparcie.Usiadłam na swojej ulubionej kanapie razem z Jessicą i zaczęłyśmy gawędzić.
Po godzinie leniuchowania podeszła do mnie młodsza ślizgonka.Spojrzała na mnie i powiedziała.
-Hermiono,Ron Cię szuka.Jest strasznie zły za te plakaty,które powywieszaliśmy w całej szkole.Jest w lochach i czeka aż do niego wyjdziesz.-Uśmiechnęłam się i bez zastanowienia wstałam mówiąc do Jessicy.
-Szykuje się niezła zabawa.-Wyszłam z pokoju wspólnego.Przed drzwiami stał Wesley z paroma Gryfonami.Gdy tylko mnie zobaczył od razu rzucił w moją stronę kilka złośliwych uwag,które zbyłam któtkimi ripostami.Złożyłam ręce na klatce piersiowej i z wielkim „zainteresowaniem” słuchałam co Gryfon ma mi do powiedzenia.
-Myślisz,że zabawa moją korzyścią poprawi ci opinie w szkole?Jesteś nic nie wartą szmatą,która nęka innych myśląc,że zdobędzie sławę.Nie wiem jak zdążyłaś przez ten miesiąc się tak zmienić!Jak patrze na ciebie chce mi się rzygać!-Uśmiechałam się co chwilę słuchając zezłoszczonego Rona,który pluł się co chwilę komentując moje zachowanie.Spojrzałam na pozostałych Gryfonów,którzy z nim przyszli.Harry stał obok nic nie mówiąc,Luna żyła w innym świecie nie wiedząc o co chodzi,a Nevill patrzył na mnie z wyrzutem.Uśmiechnęłam się rozbawiona widokiem innych.Ron widocznie zdenerwowany wyjął różdźkę na co nawet nie zareagowałam.Posłałam mu ironiczny uśmiech i powiedziałam.
-Myślałam,że już to przerobiliśmy Wesley.-Spojrzał na mnie ze wściekłością i odpowiedział.
-Tym razem nie ma z tobą Malfoya i nie ma cię kto chronić.-Rozbawiły mnie jego słowa.Spojrzałam na Jessicą i zwróciłam się do rudego.
-Jest Jessica.Nie zauważyłeś?-Zapytałam.Rudy uśmiechnął się po czym odpowiedział.
-Jej się nie boje.
-A mnie się boisz Ron?-Zapytałam lekko mrużąc oczy.
-Nikogo się nie boje.-Powiedział posyłając w moją stronę zaklęcie.-Stałam nie ruszając się z miejsca i patrzyłam jak zaklęcie odbija się ode mnie i uderza w przeciwległą ścianę.
-To już zaczyna być nudne Wesley.Może wymyślisz coś innego?-Zapytałam z rozbawieniem na twarzy.Potem stało się coś czego żadne z nas nie przewidziało.Gryfon ruszył w moją stronę i walnął mnie pięścią w twarz.Oszołomiło mnie to.Poczułam jak drętwieje mi lewy policzek.Złapałam się za piekącą skórę i poczułam jak rozrywa mnie wściekłość.Moje oczy stały się całe czarne.Wyprostowałam się dumnie unosząc głowę.Nie wiedziałam co się ze mną działo.Nie kontrolowałam tego.Czułam jak złość przenika przeze mnie próbując się uwolnić.Pozwoliłam jej na to.Wyjęłam różdźkę po czym zaczęła zbliżać się do Rona.Pozostali Gryfoni przestraszyli sie i szybko wyjęli różdźki.Nie kontrolowałam swojego zachowanie.Nogi same wiodły mnie przed siebie.
-Nie podchodz-Krzyknął Nevil patrząc mi w oczy.Wiedziałam,że się boi.Przestraszył się mojego zachowania.Nie zwracałam uwagi na jego słowa.Szłam w ich stronę patrząc wprost na Wesleya.Po chwili zielona poświata leciała w moją stronę,lecz ponownie jak poprzednie zaklęcie odbiła się i ruszyła w innym kierunku.Wściekłam się jeszcze bardziej,choć nie wiedziałam czy mogłam być bardziej zła.Wycelowałam różdźką w stojących przed Ronem Gryfonów po czym wypowiedziałam formułę zaklęcia.Wszyscy poszybowali w stonę ściany upadając tuż pod nią.Ron stał przerażony patrząc na swoich przyjaciół,którzy zostawili go samego.W tej chwili liczył się tylko on i ja.Miałam ochotę sprawić mu bul większy niż on sprawił mi.Wycelowałam w niego różdżką i powiedziałam.
-Drędwota!-Oszołomiony chłopak padł na ziemię uderzając głową w podłogę.Podniósł się lekko i spojrzał na mnie.Stał nad nim i celowałam w niego różdźką.Uśmiechnęła się lekko i powiedziałam.
-Nigdy więcej nie będziesz mnie obrażał ani kpił ze mnie Wesley.
-Crutio!-Patrzyłam jak bezwładne ciało chłopaka miota się po podłodze.Ból który mu sprawiłam był nie do opisania.Rudzielec próbował coś powiedzieć,lecz widziałam,że nie potrafił.Siła zaklęcia obezwładniła go totalnie.Uśmiechałam się co chwilę patrząc na cierpiącego Rona.Pozostali Gryfoni leżeli pod ścianą próbując się podnieść,lecz dzięki zaklęciu uniemożliwiłam im to.Po chwili podeszła do mnie Jessica i powiedziała.
-Hermiono wystarczy,zabijesz go!-Spojrzałam na nią ze złością w oczach po czym przerwałam zaklęcie.Wycelowałam różdźką w jej stronę i zapytałam
-Śmiesz mi przeszkadzać?-Spojrzała na mnie zdziwiona i powiedziała.
-Nie oczywiście,że nie tylko możesz mieć przez to problemy.-Powiedziała odsuwając się ode mnie.
-Nie masz prawa mówić mi co powinnam robić a co nie!-Krzyknęłam.
-Petrificus Totalus-Widziałam jak ciało przyjaciółki leci pod okno i upada z głuchym świstem.Przeniosłam spojrzenie na leżącego Gryfona,który trzymał się za bolący go brzuch.Uśmiechnęłam się ironicznie po czym kopnęłam go w żebra łamiąc kilka z nich.Wycelowałam w nigo po raz kolejny różdźką i już miałam powiedzieć formułę dzięki której Gryfon zniknął by z tego świata,lecz na korytarzu pojawił się Zabbini.Podszedł do mnie i zapytał.
-Co tu się dzieje?-Spojrzałam na niego i odpowiedziałam.
-Nie interesuje się!-Zdziwiony spojrzał na mnie uważnie po czym zapytał.
-Hermiono co ty robisz?-Spuściłam różdźkę i odwróciłam się w jego stronę.
-Rudzielec musi zapłacić za to co zrobił.-Powiedziałam patrząc w oczy Zabbiniego.Dostrzegłam w nich strach,niewiedzę oraz zmartwienie.Coś we mnie pękło.Żądza mordu opuściła moje ciało i sparaliżowała mnie.Upadłam na ziemię łapiąc się za bolącą głowę,która zdawała się rozdzierać na tysiąc małych kawałeczków.Moje oczy wróciły do normalnego koloru.
-Hermiono co się dzieje?-Słyszałam pytanie przyjaciele,lecz nie byłam zdolna odpowiedzieć.Ból rozrywał mi głowę, Poczułam,że moc,która przed chwilą mną zawładnęła po raz kolejny chce mnie opętać.Nie mogłam na to pozwolić.Powoli wstałam przy pomocy Zabbiniego.Nie czekając chwili dłużej odepchnęłam chłopaka od siebie po czym teleportowałam się do gabinetu Sneypa.Upadłam na podłogę wciąż trzymając obolałą głowę.Profesor ruszył w moim kierunku patrząc na mnie uważnie.
-Co się dzieje?-Zapytał.
-Moja .. g.. głowa n…ie wytrzy…mam dłuuuuużej.-Powiedziałam z wielkim trudem.Snape szybko wstał i zniknął gdzieś na chwilę.Po kilku minutach wrócił trzymając w ręku buteleczkę z eliksirem,który mi wręczył.Wypiłam go bez zastanowienia.Ból po kilku minutach ustał pozostawiając po sobie jedynie złe wspomienia.Przy pomocy profesora wstałam i usiadłam przy jednej z ławek.
-Co się stało Hermiono?-Zapytał
-Nie ma pojęcia co to było.-Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.Spojrzałam ślepo w ścianę po czym opowiedziałam nauczycielowi wszystko co się stało.Kiedy skończyłam profesor ruszył się niepewnie i zapytał.
-Nie kontrolowałaś tego?Jak mogłaś rzucać zaklęcia,mówić i poruszać się bez jakiej kolwiek kontroli.-Zmrużył oczy zastanawiając sie.
-To było zbyt silne.Czułam jak to coś wchodzi we mnie i….-Przerwała słysząc pukanie do drzwi.Po chwili do środka wparował Draco i Zabbini patrząc na mnie niepewnie.Spuściłam głowę.Chłopacy podeszli do mnie a Draco powiedział
-Słyszałem co się stało Hermiono.Wszystko dobrze?
-Tak.Już dobrze-Powiedziałam
-Jessica jest w skrzydle szpitalnym-Powiedział Zabbini patrząc na mnie ze złością.
-Ma złamaną rękę i jest w szoku.-Spojrzałam na niego przepraszającym wzrokiem,lecz ten ruszył w stronę drzwi i powiedział.
-Nie powinna być teraz sama.-Wyszedł zostawiając mnie,Dracona i Sneypa.Nastała głucha cisza którą po chwili przerwał Malfoy.
-Powie mi ktoś co się stało?Dlaczego Hermiona zaatakowała ich wszystkich.-Spojrzałam na profesora który powiedział.
-My również Draco staramy się znaleźć odpowiedzi na te pytania.-Opowiedziałam Malfoyowi wszystko co się stało kilka minut temu w lochach.Snape słuchał również jeszcze raz szukając wyjaśnienia mojego dziwnego zachowania.Kiedy skończyłam Draco powiedział.
-Uderzył Cię?-Spojrzałam na niego
-Tak-Odpowiedziałam
-Zabiję gnoja-Powiedział kierując się w stonę lekko uchylonych drzwi.Zamknęłam je zaklęciem i krzyknęłam.
-Nie idz Draco.Prosze zostań.-Chłopak walnął pięścią w drzwi i odwrócił sie w moją stronę pytając.
-Dlaczego?Mam mu darować to co Ci zrobił?
-Już i tak dużo wycierpiał przez moje zachowanie.Można powiedzieć,że za dużo.Mało brakowało a bym go zabiła.-Spojrzałam na Malfoya,który podszedł do mnie i wpatrywał się we mnie przez chwilę.Usiadł obok mnie spoglądając na zamyślonego nauczyciela,który po chwili powiedział.
-Najpierw Wesley cię uderzył a potem zaczęłaś sie dziwnie zachowywać tak?-Spojrzałam na niego i powiedziałam.
-Tak.-Spojrzał na mnie i odpowiedział.
-Chyba wiem dlaczego się tak zmieniłaś.-Razem z Malfoyem rozszerzyliśmy oczy wpatrując się w nauczyciela.
-Zachowanie Rona musiało uwolnić w tobie nową moc,która jest tak silna,że zawładnęła tobą.-Patrzyłam na niego nie wierząc w jego słowa.
-Musisz nauczyć się ją kontrolować.Sama widzisz,że nawet Jessica ucierpiała przez twoje zachowanie.-Powiedział patrząc się na mnie uważnie.
-Pomożesz mi?-Zapytałam z żalem w głosie.-Posłał mi lekki uśmiech po czym powiedział.
-Chyba nie myślisz,że zostawie cię z tym samą?-Posłałam mu uśmiech.
-Z resztą i tak masz mieć ze mną dodatkowe lekcję przez miesiąc więc będziemy mieli dużo czasu.-Uśmiechnęłam się przypominając sobie za co dostałam tę karę.Podziękowałam nauczycielowi a ten dał mi kilka buteleczek z eliksirem na wszelki wypadek gdyby ból głowy powrócił.Gdy wyszliśmy z gabinetu nauczyciela była pora obiadowa.Udaliśmy się z Malfoyem prosto do wielkiej sali.Usiedliśmy na swoje miejsca obok Zabbiniego,który z wielką nienawiścią co chwile spoglądał na mnie.Wytłumaczyłam mu wszystko,żeby ten nie złościł się na mnie za atak na Jessicę.Chłopak zrozumiał moje zachowanie i przeprosił za oskarżanie mnie.Po zjedzonym obiedzie postanowiliśmy odwiedzić Jessicę w skrzydle szpitalnym.Szliśmy jak zawsze śmiejąc sie i głupiejąc.Gdy weszliśmy do środka dziewczyna była w trakcie jedzenia posiłku.Usiadłam na krześle obok jej łóżka i przeprosiłam za to,że ją zaatakowałam.Opowiedziałam jej wszystko co się ze mną stało a ta słuchała tego z wielkim niedowierzaniem.
-Nie winię Cię za to Hermiono.Wiedziałam,że coś jest nie tak.Ty byś mnie nigdy nie skrzywdziła.-Powiedziała uśmiechając się.
-Dziękuje.-Powiedziałam przytulając sie do niej.Rozmawialiśmy jeszcze chwilę aż przyszła pani Pomfrey i wygnała nas ze skrzydła szpitalnego.Przy okazji dowiedzieliśmy się,że dziewczyna będzie mogła wyjść ze szpitala jutro rano.Udaliśmy się do pokoju wspólnego i usiedliśmy na swoich ulubionych kanapach przed kominkiem .Po chwili dołączyła się do nas Karmen z Crabem i Goilem.Siedzieliśmy tak przez godiznę śmiejąc się i rozmawiając o różnych głupotach.Czas mijał nam bardzo szybko.O godzinie szesnastej drużyna Ślizgonów udała się na boisko quidicha na trening.Poszłam razem z nimi obserwując ich poczynania z trybun.Wszyscy dawali z siebie jak najwięcej starając się wypaść jak najlepiej.Uśmiechałam się co chwilę widząc żarty Zabbiniego oraz wściekłość na twarzy Malfoya.Kocham tych wariatów-Pomyślałam widząc jak się kłócą.Po dwudziestu minutach podleciał do mnie blondyn i usiadł obok mnie.
-Z nim nie da się pracować-Powiedział z żalem w głosie.
-Z wszystkiego żartuje,nic nie robi na poważnie.-Ciągnął dalej.Spojrzałam na niego i powiedziałam.
-On już taki jest i nie zmienisz tego.-Uśmiechnęłam się lekko.Spojrzał na mnie również się uśmiechając.
-Tak wiem,ale czasami doprowadza mnie to do szału.-Powiedział widząc jak jego przyjaciel próbuje stanąć na miotle będąc w powietrzu.Zaśmialiśmy się obaj widząc jego poczynania.
-Patrzyłaś na to zaklęcie które ci pokazałem?-Zapytał po chwili zmieniając temat.
Tak-Powiedziałam wyciągając małą kartkę z kieszeni.
-Z jakiej książki je wyrwałeś?-Zapytałam spoglądając na niego
-Z takiej jednej.Dała byś rade rzucić to zaklęcie?-Zapytał
-Mogę spróbować.-Powiedziałam po czym wstałam i wzięłam od niego jego miotłę.Położyłam ją przed sobą na ławce i wzięłam róźdźkę do ręki.Wycelowałam nią w śmigacza po czym szeptnęłam zaklęcie.Żółty płomień uderzył w jego miotłę oplatając ją.Minęła chwila zanim poświata zniknęła.Po chwili Draco złapał ją i powiedział.
-Sprawdzmy czy zadziałało.-Uśmiechnął sie po czym wzbił się w powietrze.Chwilę szybował w górę lecz gdy znalazł się na odpowiedniej wysokości ruszył do przodu.Jego miotła mknęła niczym płomień światła.Nie nadążałam wzrokiem za cieniem chłopaka,który szalał w powietrzu.Uśmiechnęłam się widząc skutki rzuconego zaklęcia.Wszyscy ślizgoni patrzyli na niego z wielkim zdziwieniem.Kiedy Draco się zatrzymał wszyscy podlecieli do niego pytając się o jego miotłę.Widziałam zadowoloną minę blondyna.Po chwili Malfoy pokazał na mnie palcem po czym wszyscy odwrócili się w moją stronę.Nie musiałam długo czekać aż cała drużyna Ślizgonów siedziała obok mnie prosząc o rzucenie zaklęcia.Brałam po kolei każdą miotłę i wypowiadałam formułę zaklęcia.Moje siły słabły lecz nie zważałam na to.Dwadzieścia minut minęło aż każdy Ślizgon odebrał swoją miotłę i zaczął szaleć po całym boisku.Malfoy siedział obok mnie patrząc na ostatnią osobę która podchodzi i podaje mi swojego śmigacza.Uśmiechnęłam się do Bilansa i zapytałam
-A po co mi ona?-Spojrzałam na jego miotłę którą mi właśnie podawał.
-No… ulepsz mi ją!-Powiedział jakby to było oczywiste.Spojrzałam na blondyna siedzącego obok mnie i zapytałam.
-Co o tym myślisz Draco?Damy mu jeszcze jedną szansę?-Malfoy potarł brodę palcami po czym podniósł głowę i powiedział.
-Pod warunkiem,że zacznie traktować treningi poważnie.-Zabbini spojrzał na niego niego i z uśmiechem na twarzy powiedział.
-Obiecuje,że nie będę cię więcej denerwować,już i tak zbyt dużo siwych włosów ci przeze mnie wyrosło.-Powiedział śmiejąc się.Draco walnął go pięścią w ramię po czym zwrócił się do mnie.
-Dajemy mu jeszcze jedną szansę-Resztkami sił ulepszyłam jego miotłę po czym patrzyłam jak obaj wznoszą się w powietrze i zaczynają trening.Dwie godziny obserwowałam jak każdy z nich przecina powietrze z głuchym świstem.Ślizgoni byli zadowoleni ze swoich nowych zdobyczy co wywnioskowałam z ich twarzy.Długi czas Malfoy kazał im powtarzać taktykę której ich nauczył.Kiedy w końcu zdecydował,że lepiej jej opanować nie mogą postanowił zakończyć trening po czym wszyscy udali się do namiotu aby się przebrać.Czekałam przez dziesięć minut aż się przebiorą po czym weszłam do środka.Draco chciał opracować dokładny plan dzięki któremu będą mogli wygrać wtorkowy mecz z Puchonami.Wszyscy słuchali uważnie tego co ma do powiedzenia.Nikt się nie odzywał bojąc się mu przerwać.Kiedy po chwili padło moje imię spojrzałam na niego.
-W tym roku mamy wielkie szczęście i musimy je wykorzystać.Hermiona jest naszą tajną bronią i wszyscy musicie potwierdzić,że gdyby nie jej pomoc inne domy miały by przewage nad nami.-Wszyscy kiwnęli potwierdzająco głowami patrząc na mnie.
-Mam pewien pomysł na który musicie się wszyscy zgodzić,aby wcielić go w życie.-Wszyscy spojrzeli na niego uważnie.
-Gryfoni od wielu lat wygrywają z nami.W tym ostatnim roku musi się to zmienić.Wszyscy dobrze wiemy,że uczciwie z nimi nie wygramy.Dlatego też wkręciłem w to Hermionę,która z trybun będzie nas wspierać i eliminować innych graczy.-Wszyscy spojrzeli po sobie z niepewnymi minami.Nastała cisza którą po chwili przerwał Nott.
-A jeżeli ktoś się dowie,że oszukujemy?Możemy wylecieć z zawodów.-Reszta osób spojrzała po sobie.
-Jesteśmy ze Slyterinu.Ślizgoni nie mogą być uczciwymi osobami.Mają we krwi chęć zwycięstwa oraz przebiegłość.W tym roku musimy udowodnić,że jesteśmy godni aby reprezentować dom Salazara Slyterina.Jeżeli chcecie to wygrać to zgodzicie się.I tak nie mamy nic do stracenia.To tylko jeden mecz.Mecz który będzie decydować o tym która drużyna pojedzie do Dumsrangu.Więc jak?Zgadzacie się?-Spojrzałam na pozostałych,którzy z pewnościa w głosie krzyknęli
-Tak !-Uśmiechnęłam się do pozostałych.Po chwili głos zabrał ponownie Draco.
-Doceniam to,że we mnie wierzycie.Uwierzcie,że Hermiona da radę.Jest ona częścią zespołu.I ja wierze w jej zdolności.-Wszyscy uśmiechnęli sie szeroko patrząc na mnie.
-Możecie juz iść-Powiedział po czym wszyscy wyszli z namiotu i udali się w stronę zamku.Chłopak odłożył swoją miotłę na miejsce po czym razem ruszyliśmy na kolacje.Zabbini czekał na nas przed namiotem.Oczywiście nie obeszło się bez zbędnych komentarzy diabła na temat wypowiedzi Malfoya.Na szczęście Draco nie przejmował się jego gadaniem i w spokoju mogliśmy dojść na kolacje.Usiedliśmy obok siebie jak zawsze i zabraliśmy się za posiłek wesoło gawędząc.Cały Sliterin był dzisiaj w dobrym humorze.Nie brakowało oczywiście komentarzy w stronę oburzonych Gryfonów.W jadalni pojawił się także Wesley co bardzo mnie zdziwiło.Na głowie miał czapkę i nie wyglądał najlepiej.Twarz miał posiniaczoną oraz złamane palce od ręki.Uśmiechnęłam sie widząc go w takim stanie.Ani troche nie było mi go żal.Pomimo złych wspomień byłam zadowolona ze swoich zdolności które zaprezentowałam dzisiaj rano Gryfonom.
W jadalni byliśmy dosyć długo.Pomimo tego,że zjedliśmy posiłek siedzielismy i rozmawialiśmy z innymi Ślizgonami. Siedziałam daleko od Notta,lecz rozmawiałam z nim i wesoło się śmiałam.Zauważyłam,że nawet Matt pomimo naszej wczorajszej kłótni miał dobry humor.Od incydentu w Hoghosem nie odzywał się do nas.Czy było mi przykro z tego powodu?Ani trochę.Nie zależało mi na przyjaźni Matta.Był inny niż Draco,Zabbini czy Jessica.Był pewny siebie co bardzo mnie irytowało.Mimo wszystko cieszyłam się,że mam jeszcze Malfoya.Wiedziałam,że mogę mu o wszystkim powiedzieć i liczyć na jego dyskrecje.Nie przyjaźniłam się z nim tylko dlatego,że mniał mnie chronić.Lubiłam go.A nawet bardzo.Nie chiała bym go stracić w jakikolwiek sposób.Był niezastąpionym przyjacielem i wspierał mnie zawsze kiedy tego oczekiwałam.Był jednym słowem wspaniały.Zabbini.Zwariowany,lecz kochany,Był niezwykły.Potrafił wyleczyć z każdej depresji i udowodnić,że nie ma się czym przejmować.Życie traktował jak zabawę.Zawsze był pozytywnie nastawiony i uśmiechnięty.Polubiłam go od razu.Ciesze się,że mam przy sobie taką osobę.Jessica.Zawsze dobrze mi doradzi oraz pomoże kiedy będę jej potrzebować.Kochałam ją jak siostrę.Chociaż czy mogłam powiedzieć czy ją kochałam?Tak naprawdę nie wiedziałam co czuję do niej i pozostałej dwójki znajomych.Wydaje mi się,że ich lubie.Dlaczego tego nie wiem?Odpowiedz jest prosta.Nie potrafie odróżnić tych zmysłów.Staram się nauczyć tego na nowo,lecz jest to trudne.Jak na razie znam jedno.Wiem co to złość,gniew i zemsta.Dzisiejsze wydarzenia nauczyły mnie jak rozróżniać to uczucie.Teraz wszystko wydaje się być prostsze.Gdy nie czuje gniewu wiem,że jestem zadowolona.(Bo mogło by być inaczej?)Gdyby nie kłótnia z Ronem nadal nie wiedziała bym jak odczuwa się złość.Teraz już wiem i jestem mu w pewnym sensie wdzięczna, choć nie wiem czy powinnam tak myśleć.
Po długiej wizycie w wielkiej sali postanowiliśmy udać sie do pokoju wspólnego.Usiedliśmy przed kominkiem,lecz nie w trójkę.Tym razem przyłączyło się do nas więcej osób przez co rozmowa była weselsza.Zawsze myślałam,że Ślizgoni są bezduszni i nieczuli,lecz kiedy stałam się jedną z nich zrozumiałam,że się myliłam.Tworzymy jedną wielką rodzinę za którą każdy by walczył.Panuje tu miła atmosfera(jak na ślizgonów przystało) nawet lepsza od tej w Gryfindorze.Gdy wybiła godzina dwudziesta razem z Draconem przegnaliśmy się ze wszystkimi po czym poszliśmy na odpracowanie swojego szlabanu u Filcha.Z dobrymi chumorami stawiliśmy się w niewielkim gabinecie woźnego,który przypominał składzik na miotły.Wszędzie stały stare wiadra,mopy i inne środki czyszczące.Filch zaprowadził nas do starej sali i kazał ją posprzątać.Kilka razy skomentował nasze zachowanie i oznajmił ,że dzięki miesięcznemu szlabanowi szkoła będzie lśniła czystością.Malfoy posłał kilka wrednych komentarzy w jego stronę przez co zaczęli się sprzeczać.Stałam tylko i słuchałam ich przekomarzań.Po długim pojedynku wygranym przez Malfoya woźny dożucił nam jeszcze dwie sale do sprzątnięcia, zabrał nam różdźki i oznajmił że wróci za pół godziny sprawdzić jak nam idzie.Założyłam ręce na klatce piersiowej i spojrzałam na chłopaka spod łba gdy Filch wyszedł z klasy.
-No co?-Zapytał.
-Nie mogłeś się powstrzymać?Przez ciebie mamy teraz trzy klasy do sprzątnięcia.-Powiedziałam oskarżycielsko.Uśmiechnął się do mnie po czym wyjął spod szaty różdzkę.Otworzyłam szerzej oczy i uśmiechnęłam się waląc go w ramię.
-Nie mogłeś szybciej powiedzieć,że masz zapasową?-Uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko po czym powiedział.
-Ma się ten talent.-Spojrzałam na niego i zaczęłam się śmiać.Chłopak za pomocą kilku zaklęć doprowadzić klasę do porządku.Usiedliśmy na parapet i czekaliśmy pół godziny na woźnego,który miał sprawdzić efekty naszej pracy.Czas zleciał nam bardzo szybko na rozmowie oraz zabawie.Wzięliśmy wiadra z wodą które otrzymaliśmy od Filcha i zaczęliśmy się nią oblewać.Czas spędzony z Draconem zawsze był udany.Z każdym razem dobrze się bawiliśmy.Lubiłam spędzać z nim czas i wiedziałam,że on także to lubił.Kiedy drzwi otworzyły się o dziesięć minut za szybko niż powinny byliśmy bardzo zdziwieni.Do klasy wpadł Snape i ze złością wymalowaną na twarzy powiedział.
-Chodźcie ze mną.-Stałam patrząc to na niego to na Dracona.Nie sprzeciwiliśmy się pomimo tego,że mieliśmy szlaban.Ruszyliśmy za nauczycielem do jego gabinetu.Kiedy znaleźliśmy się w środku nauczyciel kazał nam usiąść po czym wręczył nam pióro i pergamin.Spojrzałam na Dracona,który wzruszył ramionami w geście niewiedzy.
-Po co nam to?-Zapytałam
-Dzisiaj w nocy opuszczam zamek i pomyślałem,że zechcecie napisać listy do swoich rodziców.Jest to zapewne ostatnia szansa aby się z nimi skontaktować.-Powiedział patrząc na nas.Uśmiechnęłam sie do niego po czym zapytałam
-Spotykasz się dzisiaj z moim ojcem?
-Tak.Mamy zebranie i muszę na nim być.-Odpowiedział
-Jakie zebranie?-Zapytał Malfoy bawiąc się piórem.
-Chodzi o zadanie Śmierciożerców które mieli wypełnij tej nocy.-Spojrzał na mnie i zapytał.
-Zapomniałaś prawda?-Faktycznie.Cały incydent z Wesleyem spowodował,że zapomniałam o swoich zmartwieniach.
-Udało im się?-Zapytałam z ciekawością.
-Tak.Dwie osoby zginęły,ale udało im się wyczyścić pamięć Patrica.-Odetchnęłam w duchu rozluźniając się.
-Kto zginął?-Zapytał Malfoy odkładając pióro.
-Nie wiem,ale na radzie wszystkiego się dowiem.-Powiedział po czym ruszył w stronę drzwi.
-Gdzie idziesz?-Zapytałam.
-Musze poinformować dyrektora ,że zwolniłem was z dzisiejszego szlabanu.Filch z pewnością kiedy zobaczy,że was nie ma wpadnie w panikę.-Powiedział po czym wyszedł zostawiając mnie i Malfoya.Uśmiechnęłam się do niego promiennie po czym zabrałam się za pisanie listu.

Drogi Ojcze!


Niedawno się widzieliśmy ,a ja już nabroiłam.Przez te trzy dni dużo się wydarzyło.Sama nie wiem od czego zacząć.Ślizgoni przyjęli mnie do siebie z wielką sympatią za co jestem im wdzięczna.Minęło dopiero kilka dni a ja już zaliczyłam dwa szlabany.Właśnie powinnam czyścić Hogwardzkie podłogi,ale na szczęście Snape zwolnił mnie z dzisiejszego obowiązku.Stary drops czepia się mnie o wszystko.Każdą bójkę oraz kłótnie traktuje jak wielką wojnę za którą musze ponieść karę.Wiem,że obiecałam się w nic nie mieszać,ale to nie jest takie proste.Gryfoni traktują mnie jak zdrajcę i wciąż wciągają mnie w jakieś bójki.Dzisiaj mało co nie zabiłam Wesleya.Stało się ze mną coś dziwnego.Sama nie wiem jak to opisać.Najlepiej jak Snape ci wszystko opowie.Pewnie poniosę za to konsekwencje,ale jak na razie Dumbledor nie przyleciał po mnie aby wymierzyć mi kolejną karę..


Draco nie odstępuje mnie nawet na krok.Ciągle mnie pilnuje i troszczy się o mnie.Dobrze,że to właśnie jego wybrałeś.Ostatnio mieliśmy małą kłutnię z Mattem.W zasadzie nie ja tylko Malfoy.Ale kłucili się o mnie.A prawde mówiąc o to,że obaj chcą być moimi partnerami.Na szczęście Draco dał mu do zrozumienia co o nim myśli i od tego czasu się do nas nie odzywa.


Zostałam prefektem naczelnym razem z Malfoyem.Wczoraj na patrolu (który niestety pełniliśmy z Gryfonami) także doszło do małej sprzeczki.Na szczęście skończyło się na tym,że Wesley stracił włosy i teraz chodzi po szkole całkiem łysy.Oczywiście rzucił we mnie kilka zaklęć,lecz wszystkie sie ode mnie odbiły.Czy to nie wspaniałe?.Nie musiałam się nawet bronić.Dzisiaj powywieszaliśmy jego plakaty po całej szkole,ale na szczęście nikt się nie czepiał.


Wczoraj byłam na dywaniku u dyrektora.Próbował zerknąć do moich myśli,ale obroniłam się.Gdybyś mógł zobaczyć jego biedną i pochmórną minę.Myślałam,że padnę ze śmiechu!Stwierdził,że jestem bardzo potężna i przyniosę zgube światu.Haha.. jego teksty zbawiennie działają na moje uszy.


Słyszałam,że zadanie Śmieriożerców się powiodło.Nawet nie wiesz jak bardzo się martwiłam,że coś może sie nie udać.Snape powiadomił mnie o wszystkim.Jest dla mnie bardzo dobry.Zawsze mi pomaga.Wiem,że moge na niego liczyć.


Za dwa tygodnie wyjerzdzamy do Dumsrangu na turniej Trójmagiczny.Mam nadzieje,że Stary Mops pozwoli mi wziąć udział w zawodach.Rozumiem,że zadanie które mam wykonać jest nadal aktualne.Jeżeli masz jakieś wskazówki dotyczące misji napisz mi o nich.Lepiej się przygotuje i będe miała pewność,że cię nie zawiodę.
Słyszałam o kuratorach,którzy mają pojawić się w szkole.Mam się ich obawiać?Mówiłeś,że panujesz nad sytuacją i masz jakiś pomysł.Mam nadzieje,że podzielisz się nim ze mną.W zasadzie nie wiem kiedy mam się ich spodziewać.Może ty wiesz kiedyich przyślą?


Przez dłuższy czas nie będe mogła do ciebie pisać.Sam wiesz dlaczego.Postaraj się znaleźć jakiś sposób,rzebysmy zobaczyli się jeszcze przed turniejem w Dumsrangu.Ucałuj ode mnie mamę i powiedz,że za nią tęsknię.Kocham was.


Hermiona.


Spojrzałam na napisany list i przeczytałam go jeszcze raz.Kiedy skończyłam zawinęłam go i wsadziłam do koperty po czym oddałam nauczycielowi,który wrócił kilka minut temu.Draco skończył już dawno pisząc zaledwie kilka zdań.Podziękowałam Snaypowi po czym wraz z Malfoyem wyszliśmy z jego gabinetu.Szliśmy korytarzem z początku nie odzywając się do siebie.
-Lubie Snaypa.Nigdy za nim nie przepadałam,ale teraz wiem,że mogę na niego liczyć.-Draco uśmiechnął się.
-Tak ja też się cieszę,że mam takiego chrzestnego.-Spojrzałam na niego
-Snape jest twoim chrzestnym ojcem?-Spojrzał na mnie z uśmiechem na twarzy.
-Tak.Nie wiedziałaś?-Zapytał
-Nie.Nie wiedziałam.Czy to znaczy,że my….-urwałam .
-Nie.Nie jesteśmy rodziną,jeżeli o to ci chodzi-Uśmiechnął się, po czym objął mnie ramieniem i razem ruszyliśmy do lochów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

13. „Układamy tysiące scenariuszy a życie i tak nie toczy się według żadnego z nich.”

16 gru

Wierzę,że wszystko dzieje się z jakiegoś powodu.Ludzie zmieniają się po to,abyś mógł nauczyć się ich sobie odpuszczać,sprawy przyjmują zły obrót po to byś mógł docenić je kiedy wszystko jest dobrze,wierzysz w kłamstwa po to,by w końcu nauczyć się ufać tylko sobie,a czasami dobre rzeczy rozpadają się tylko po to,aby jeszcze lepsze mogły powstać…
Dzisiejszego poranka obudził mnie gwałtowny bul głowy.Alkohol skumulowany w moim ciele wciąż nie pozwalał o sobie zapomnieć.Siedziałam na łóżku trzymając głowę opartą o swoją rękę.Rozejrzałam się i zauważyłam,że dziewczyny wciąż smacznie śpią.Wstałam powoli.Poczułam zawrót głowy który gotów był zwalić mnie z nóg.Złapałam się szybko biurka po czym wolnym krokiem zmierzałam w stronę szafki w celu znalezienia w niej eliksiru na kaca.Wyjęłam małą buteleczkę z niebieskim płynem po czym opróżniłam ją jednym łykiem.Gdy moje nogi przestały się pode mną uginać a moja głowa była zdolna do trzeźwego myślenia ruszyłam w stronę łazienki.Wzięłam długi rozluźniający prysznic przypominając sobie wczorajszy wieczór.Tańce,Malfoy,Pojedynek w pokoju wspólnym.Wszystko widziałam jak przez mgłę.Duża ilość alkoholu namieszała mi w głowie powodując zawroty oraz brak pamięci.Gdy wyszłam z łazienki Jessica i Karmen już nie spały.Oby dwie siedziały na łóżku cicho stękając przy każdym ruchu.Stanęłam przed nimi po czym powiedziałam:
-Witam wszystkich,mam nadzieje,że dobrze wam się spało!-Oby dwie skrzywiły się i zakryły uszy.Zaśmiałam się cicho.Po chwili Jessica wstała i lekko chwiejąc się ruszyła w stronę szafki z eliksirem.Wypiła jeden a drugi podała zaskoczonej koleżance,która wczorajszego wieczoru totalnie zatopiła się w szaleństwie alkoholu.Nie czekając na swoje współlokatorki wyszłam z pokoju.Bałagan,który zobaczyłam zwalił mnie z nóg.W pokoju wspólnym było kilka osób śpiących na podłodze.Wygląda na to,że cały Slyteryn z siódmego roku odsypiają wczorajszą zabawę.Pomyślałam.Nie tracąc czasu ruszyłam do Wielkiej Sali na śniadanie.Przy stole Ślizgonów były dwie osoby,które zjawiły się na posiłku.Usiadłam obok Zabiniego,który nieprzytomnym wzrokiem błądził po stole po czym zapytałam:
-Jak tam u Ciebie?-Zszokowany spojrzał na mnie po czym lekko uśmiechając się powiedział.
-Nie jest źle.Na szczęście nie wypiłem wczoraj aż tak dużo.-Powiedział z zadowoleniem w głosie.Posłałam mu lekki uśmiech po czym zapytałam.
-A Malfoy?Żyje jeszcze?-Zabini ponownie spojrzał na mnie po czym z szerokim uśmiechem na ustach powiedział.
-Tak żyje,ale nie wiem czy przeżyje.-Oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Aż tak z nim źle?-Zapytałam.
-Szczerze mówiąc to nigdy nie widziałem go w takim stanie.-Odpowiedział ze śmiechem.
-Nie macie eliksiru na kaca?-Spytałam po chwili.
-Matt potłukł wczoraj wszystkie butelki,które przygotowaliśmy.-Zachichotałam cicho.
-A co Matt robił u was w pokoju?-Zapytałam.
-Pomylił pokoje.Uwierz nie łatwo było mu udowodnić,że to nie jego dormitorium.-Uśmiechnęłam się do Diabła po czym zajęłam się posiłkiem.Siedziałam w wielkiej sali 20 minut.Napełniłam żołądek po czym postanowiłam wrócić do dormitorium.Idąc korytarzem wciąż próbowałam przypomnieć sobie niektóre fragmenty imprezy,które wciąż uciekały z mojej głowy.Nagle poczułam na swym ramieniu czyjąś rękę.Odwróciłam się i zauważyłam profesora Sneypa stojącego tuż przede mną.Pociągnął mnie za szatę w stronę swojego gabinetu.Gdy znaleźliśmy się w środku zamknął drzwi oraz wszystkie okna.Po chwili zapytałam:
-Po co mnie tu przyprowadziłeś?-Spojrzał na mnie po czym powiedział.
-W najbliższych dniach szkole pojawi się dwóch kuratorów z ministerstwa,którzy mają Cię pilnować.Hermiono od teraz musisz na siebie uważać i nie ściągać na siebie ich uwagi.Będą Cię śledzili na każdym kroku i pilnowali abyś niczego nie spiskowała.-Patrzyłam na niego uważnie słuchając wszystkiego co ma mi do powiedzenia.
-Nie wiedziałam,że tak szybko ich przyślą-Powiedziałam
-Nikt nie wiedział.Jest to podobno pomysł Dumbledora,który stara się uniknąć potyczek jakie wczoraj miały miejsce.Krótko mówiąc boi się,że znów skrzywdzisz jakiegoś ucznia.Chłopak którego wczoraj zaatakowałaś trafił do Świętego Munga,jest podobno w stanie krytycznym,nikt nie wie co z nim będzie.-Uśmiechnęłam się lekko.
-Jest jeszcze jakiś powód dla którego przysyłają ich tutaj?-Snape rozejrzał się po pomieszczeniu jakby upewniał się czy nikogo oprócz nich nie ma w gabinecie.
-Oby dwaj są osobami,które mają duży wpływ na radę Azkabanu.Jeżeli przyłapią Cię na spiskowaniu z ciemną stroną,lub jeżeli zauważą mroczny znak na twoim przedramieniu możesz być pewna,że zwołają radę szybciej niż się spodziewasz.Przekonają wszystkich,że jesteś niebezpieczna a wtedy będziesz musiała uciekać przez wyrokiem Azkabanu.-Powiedział z powagą w głosie patrząc mi prosto w oczy.
-Więc co powinnam teraz zrobić?-Zapytałam.
-Z pewnością nie powinnaś być sama.Postaraj się,żeby Draco był stale przy tobie.Nie wdawaj się w kłótnie z innymi uczniami i nie pojedynkuj się z nimi.Nie możesz też przez jakiś czas kontaktować się z ojcem ani pisać listów do niego,Wszystkie sowy z Hogwartu będą przechwytywane i dogłębnie sprawdzane.Musisz być ostrożna i zachowywać się rozważnie.-Powiedział.
-Nie mogę kontaktować się z tatą?A jeżeli napisałabym list i dała go tobie.Nie mógłbyś ty go przekazać?-Spytałam z żalem w głosie.
-Ja również Hermiono przy każdym opuszczeniu zamku będę sprawdzany.Nikomu nie ufają.Nawet nauczycielom.Bardzo chciałbym Ci pomóc ale w tym przypadku jestem w takiej samej sytuacji jak ty.-Spuściłam głowę rozmyślając nad słowami Severusa.
-Postaram się abyś spotkała się z ojcem którejś nocy.On z pewnością będzie chciał się z Tobą widzieć.-Powiedział pewnym siebie głosem.
-To dzisiaj prawda?Dzisiaj śmierciożercy udają się po Patrica?-Zapytałam przyglądając się uważnie nauczycielowi.
-Tak dzisiaj wieczorem.-Odpowiedział.
-Jak dowiemy się czy śmierciożercy wykonali zadanie skoro żadne z nas nie może opuścić szkoły?-Zapytałam.
-Pamiętaj Hermiono,że Prorok Codzienny jest na bieżąco ze świeżymi zdarzeniami i na pewno napiszą coś na ten temat.-Spojrzałam na niego i po chwili zastanowienia powiedziałam.
-Tak masz rację.Napewno coś napiszą.-Patrzeliśmy na siebie przez chwilę a ten powiedział.
-Słyszałem,że Ślizgoni mieli dzisiaj niezłą zabawę.
-Tak to prawda.-Odpowiedziałam.Nauczyciel podszedł do biurka po czym wyjął z niego kilka fiolek po czym wręczył mi je mówiąc.
-Dzisiaj jest wypad do Hoghosem myślę,że bez tego Malfoy nie stanie na nogi.-Uśmiechnęłam się lekko do niego po czym zapytałam.
-Skąd wiedziałeś,że potrzebuje eliksiru?-Snape posłał mi delikatny uśmiech i powiedział.
-Zawsze przychodzi po nie do mnie.-Uśmiechnęłam się.
-Dziękuje,przekaże mu to.-Wzięłam fiolki i wsadziłam do kieszeni po czym powiedziałam.
-Mam nadzieje,że mogę iść do Hoghosem??-Zapytałam.
-Myślę,że nie będzie w tym nic złego jeżeli będziesz na siebie uważać.-Odpowiedział.
-Idz już.Malfoy pewnie długo nie przeżyje bez tej fiolki.-Powiedział wskazując podbródkiem na moją kieszeń w której znajdował się eliksir.Uśmiechnęłam się lekko po czym ruszyłam w stronę Pokoju wspólnego Ślizgonów.Stanęłam przed drzwiami Malfoya.Lekko zapukałam.Po usłyszeniu jego głos weszłam do środka.W pokoju panował wielki bałagan.Draco siedział na swoim łóżku przeklinając coś pod nosem.Usiadłam obok niego po czym zapytałam:
-Jak się czujesz?-Zamknął oczy łapiąc się boleśnie za głowę.
-Ciszej,głowa mi pęka.-Powiedział z żalem w głosie.
-Nie wypiłeś jeszcze eliksiru?-Zapytałam.
-Matt wszystkie potłukł.-Powiedział krótko.Westchnęłam cicho po czym wyjęłam z kieszeni jedną fiolkę i wręczyłam mu ją.Draco otworzył szerzej oczy po czym bez zastanowienia wypił całą zawartość buteleczki.Spojrzał na mnie i rzekł:
-Hermiono jesteś wspaniała.Dziękuje.-Przytulił mnie po czym szybko wstał chcąc sprawdzić czy eliksir już zaczął działać.Gdy jego nogi przestały się chwiać ubrał się po czym poszliśmy na śniadanie.Nalałam sobie soku z dyni i siedząc obok Dracona jedzącego posiłek opowiadałam mu o wszystkim czego dzisiaj rano dowiedziałam się od Severusa.Spoglądał na mnie co chwile z zainteresowaniem słuchając tego co miałam mu do powiedzenia.Gdy skończył posiłek postanowiliśmy znaleźć wszystkich pozostałych .Jessica wraz z Bilansem i Mattem siedzieli w pokoju wspólnym,gdy tylko nas zobaczyli od razu popędzili w naszą stronę.Była sobota rano.Wszyscy bez zastanowienia zgodzili się na wypad do Hoghosem aby choć na chwilę opuścić mury szkolne.Wyszliśmy na błonia i skierowaliśmy się w stronę miasta.Droga była długa więc miałam dużo czasu na opowiedzenie pozostałym najnowszych informacji.Po wysłuchanej opowieści wszyscy z zaskoczeniem spoglądali na mnie.Padło wiele pytań na które nawet ja nie znałam odpowiedzi.Gdy dotarliśmy do Hoghosem postanowiliśmy udać się do lokalu Madam Lorence na kremowe piwo,gdzie zawsze panowała miła atmosfera.Usiediśmy przy jednym z wolnych stolików znajdujących się pod oknem.Po chwili podeszła do nas kelnerka u której złożyliśmy nasze zamówienie,które po chwili pojawiło się przed nami.Wszyscy upili duży łyk po czym zaczęli gawędzić o najnowszych informacjach o których się dowiedzieli.Siedziałam cicho nie odzywając się.Wlepiłam swój wzrok w okno obserwując ludzi przechodzących przez główną ulicę Hoghosem.Zauważyłam wiele znanych mi ludzi.Martwiłam się dzisiejszą misją,którą mają wypełnić śmierciożercy.Bałam się o sekret mojego ojca,który ujawniając się mógłby skazać mnie na niebezpieczeństwo.Czułam na sobie czyjeś spojrzenie.Spojrzałam na swoich przyjaciół,którzy dyskutowali o dzisiejszych niusach.Upiłam łyk kremowego piwa delektując się jego smakiem.
-Znacie tego całego Brayana,który ma być odpowiedzialny za tę sprawę?-Zapytałam
-Kiedyś ojciec mi o nim opowiadał.Podobno jest najlepszy.Nigdy jeszcze nie zawiódł Czarnego Pana,przez co stał się przewodniczącym bractwa ciemności.-Powiedział Zabbini.
-Dlaczego nie zapytasz ojca?Na pewno powie Ci kim on jest.-Spojrzałam na Matta i zrobiłam minę w stylu „serio?dzięki za genialny pomysł!” 
-Jak mam się zapytać skoro nie mogę się z nim kontaktować,przez najbliższy czas?-Zapytałam prawie krzycząc.
-O ile wiem kuratorów nie ma jeszcze w szkole.Możesz skorzystać z okazji i wysłać list.-Spojrzałam na niego jak na debila.Na całe szczęście odezwał się Draco stając po mojej stronie.
-Nie możemy ryzykować,listy mogą być przechwycone.To zbyt niebezpieczne.Podali byśmy Brayana jak na tacy Knotowi ,a wtedy jego też zaczęliby szukać.-Matt zmrużył oczy przyglądając się Malfoyowi.
-To,że Snape powiedział,że kuratorzy mają pojawić się w najbliższych dniach nie znaczy,że na pewno się pojawią.-Draco uśmiechnął się ironicznie po czym zapytał.
-O co ci chodzi?Chcesz nas wszystkich wydać ministerstwu?Nie zapominaj,że Snape jak na razie jest najlepiej o wszystkim poinformowany i nie możemy tego lekceważyć.-Matt spuścił lekko głowę i powiedział.
-A od kiedy ty się Snaypa słuchasz?Z tego co wiem od ojca kuratorzy mają być za tydzień a nie dzisiaj .-Powiedział.
-Widocznie twój ojciec jest źle poinformowany.Zresztą już nie pierwszy raz.-Powiedział z ironią Draco.Matt wstał i z wściekłością wymalowaną na twarzy krzyknął.
-Nie obrażaj mojego ojca!To,że raz wyszedł na głupca nie oznacza,że naprawdę taki jest !Zresztą twój ojciec miał w tym jakiś udział!-Krzyknął.
-Szkoda tylko,że inni twierdzą inaczej!Nie wykonał prostego zadania bo stchórzył!Pogudz się z tym! Masz ojca tchórza!-Matt rzucił się na Malfoya i chwilę później obaj wylądowali pod stolikiem obkładając się pięściami.Razem z Zabbinim i Jessicą rozdzieliliśmy ich po dłuższej chwili.Ja trzymałam Matta,który z podbitym okiem mierzył z wściekłością Malfoya, a Zabbini i Jessica starali się uspokoić Malfoya,który strasznie się szarpał.Kiedy obaj się uspokoili głos zabrał Zabini.
-Nie kłóćcie się przez sprawy waszych ojców! -Matt spojrzał na Smoka po czym powiedział.
-Nienawidzę Cię.Nienawidzę ! Ciebie i twojego chorego ojca ! Jesteście nic nie wartymi śmieciami,które trzeba sprzątnąć.Przez was moja rodzina była pośmiewiskiem przez te wszystkie miesiące,ale obiecuje,że już niedługo to się zmieni.-Spojrzałam na niego uwarznie.Matt uśmiechnął się ironicznie do wszystkich.Po chwili Jessica zapytała.
-Co zamierzasz zrobić?-Draco uważnie spoglądał na Matta czekając na odpowiedz.
-Najpierw zabiorę wam to czym zaczęliście się szczycić.Jesteście najbliżej Czarnego Pana tylko dlatego ,że ty pracujesz z Hermioną!Ale już niedługo to się zmieni!-Krzyknął robiąc kolejne zamieszanie w kawiarni.Po chwili Draco powiedział.
-Odwal się od niej i od mojej rodziny!Od zawsze chciałeś być jak najbliżej Czarnego Pana tylko,że mój ojciec pokrzyżował wam plany!-Krzyknął próbując się uwolnić z uścisku Zabbiniego,który z trudem dawał radę go utrzymać.
-I właśnie dlatego za to zapłacisz.Już niedługo Hermiona będzie pracować ze mną a nie z Tobą !-Krzyknął spoglądając ze wściekłością na Malfoya.
-Nie Matt nie będę z Tobą pracować! Nie będę twoją partnerką nawet jeżeli zostaniesz ostatnim śmierciożercom na świecie!-Krzyknęłam.
-A teraz wynoś się stąd i nie pokazuj mi się więcej na oczy !-Powiedziałam na tyle głośno aby wszyscy dobrze usłyszeli.Matt zmrużył oczy po czym powiedział.
-Jeszcze zobaczymy kto będzie górą.-Po czym odwróciwszy się wyszedł z kawiarni zostawiając nas i oszołomionych ludzi w środku.Usiedliśmy na swoje miejsce i dopiliśmy kremowe piwo.Spojrzałam na Dracona i dopiero teraz zauważyłam,że ma spuchniętą wargę z której sączy się krew.Przysunęłam się bliżej niego i zapytałam.
-Boli?-Z początku nie wiedział o co chodzi,lecz gdy wskazałam mu na jego wargę powiedział.
-Nic mi nie jest.-Po czym dokończył swoje piwo kremowe.Gdy odstawił szklankę przyłożyłam różdżkę do jego spuchniętej wargi i cicho szepnęłam zaklęcie.Gdy otworzyłam oczy Draco wyglądał już normalnie.Uśmiechnął się do mnie lekko po czym powiedział.
-Dziękuje.-Posłałam mu lekki uśmiech po czym zaproponowałam udanie się do chaty drwala gdzie można było kupić najlepsze cukierki w całej wiosce.Zapłaciłam za piwa które kupiliśmy i wyszłam wraz z przyjaciółmi na główną ulicę.Nikt nie wspominał o bójce,która miała miejsce w kawiarni.Szłam obok Dracona i w ciszy słuchałam kolejnych dowcipów Zabbiniego.Gdy doszliśmy do chaty drwala weszliśmy do miłego pomieszczenia w którym panował półmrok.Podeszliśmy do sprzedawcy i poprosiliśmy o różne cukierki na które akurat mieliśmy ochotę.Kupiłam kilka czekoladowych żab,fasolki wszystkich smaków,czekoladowe migdały oraz miętowe rodzynki.Gdy wszyscy zrobili już zakupy postanowiliśmy wrócić do zamku.Przeszliśmy większość drogi a ja właśnie zabierałam się za jedzenie fasolek .Spojrzałam na Dracona,który szedł obok mnie nad czymś się zastanawiając.
-Chcesz jedną?-Zapytałam pokazując fasolki.
-Nie dzięki.-Powiedział lekko uśmiechając się.
-On nie lubi fasolek wszystkich smaków-Powiedział rozbawionym głosem Zabbini.
-Dlaczego?-Zapytała Jessica spoglądając na idącego obok niej chłopaka.
-Jak był mały zjadł fasolkę o smaku wymiocin i od tego czasu jest na diecie fasolkowej.-Wszyscy wybuchliśmy śmiechem.Nawet Draco zaczął się śmiać.Ucieszyło mnie to gdyż od czasu wyjścia z kawiarni nie odezwał się ani słowem.Gdy doszliśmy do zamku postanowiliśmy udać się na obiad.Usiadłam obok Malfoya i nałożyłam sobie sałatkę i kawałek kurczaka.Po chwili w sali pojawił się Matt wraz z kolegami ,który zmierzał w naszą stronę.Minęli nas i usiedli na drugim końcu stołu.Zmierzyliśmy ich wzrokiem odprowadzając aż do końca sali.Po zjedzonym posiłku udałam się do biblioteki aby nadrobić wczorajsze lekcje.Draco nie miał ochoty na naukę i poszedł do siebie razem z Zabbinim.Wybrałam odpowiednie książki i usiadłam przy jednym ze stolików po czym zatopiłam się w lekturze.
Czytanie totalnie odcięło mnie od rzeczywistego świata.Przestałam myśleć o awanturze w kawiarni oraz innych problemach.Totalnie straciłam rachubę czasu.W bibliotece nie było nikogo oprócz mnie.Była cisza,która kojąco działała na moje uszy.Jednak nie mogłam się nią cieszyć wiecznie.Po kilku godzinach przesiedzianych w samotności usłyszałam kroki zbliżające się w moja stronę.Podniosłam głowę i zauważyłam,że Draco zmierza w moją stronę.Uśmiechnęłam się do niego na co on odpowiedział tym samym.Usiadł naprzeciwko mnie i westchnął.Przyglądałam mu się z ciekawością.Po chwili zapytałam.
-Jak tam samopoczucie?-Uśmiechnął się sam do siebie po czym odpowiedział.
-Nie jest źle.Ale mogło być lepiej.-Spojrzał na mnie i zapytał.
-Nie nudzi cię ta książka? Siedzisz już tutaj od 4 godzin.-Spojrzałam na zegarek i z niedowierzaniem powiedziałam.
-4 godziny?Trochę się zasiedziałam.-Uśmiechnął się i powiedział
-U ciebie to normalne.-Zrobiłam urażoną minę a ten zaczął się śmiać.
-Może poszli byśmy na błonia?Do kolacji mamy jeszcze godzinę.-Zaproponował.Kiwnęłam głową po czym wstałam i poszłam odłożyć książkę.Wyszliśmy z biblioteki i skierowaliśmy się w stronę wyjścia ze szkoły.Wciąż byłam ciekawa o co chodziło Mattowi gdy zaczął kłócić się z Malfoyem o swojego tatę.Spojrzałam na niego i zapytałam.
-Odpowiesz mi na jedno pytanie?-Spojrzał na mnie.
-Zależy jakie.-Odpowiedział.
-O co chodziło dzisiaj Mattowi?W jaki sposób twój ojciec pokrzyżował plany jego rodzinie?-Draco spojrzał przed siebie.Uśmiechnął się pod nosem po czym powiedział.
-To długa historia.Zanim cię znaleziono twój ojciec chciał wybrać rodzinę,która będzie odpowiedzialna za twoje bezpieczeństwo.Ojciec Matta wymyślił,że gdy jego syn będzie pracował z tobą on będzie najbardziej szanowanym śmierciożercą i ludzie zapomną o tym jak go wyśmiewano.Mój ojciec z nim pracował.Obaj chcieli być bliżej czarnego pana i dlatego rywalizowali między sobą.Mój ojciec znalazł po długich latach trop,dzięki któremu mógł cię namierzyć.Ojciec Matta był strasznie zły i chciał zabić moją rodzinę.Jednak nie zrobił tego gdyż ojciec podsunął mu błędną poszlakę.Ojciec Matta zaślepiony chęcią sławy przyprowadził twojemu ojcu dziewczynę,która miała być tobą.Czarny Pan od razu wiedział,że to nie jest ta osoba i kazał mu zabić dziewczynę.Jednak on stchórzył.Odstawił ją do rodziny nie wymazując jej pamięci.Parę dni później ministerstwo dowiedziało się gdzie jest twój ojciec i wysłali tam całe ministerstwo aby go schwytano.Na szczęście Snape zdążył ostrzec wszystkich i uciekliśmy.-Słuchałam tego z wielką uwagą nie chcąc pominąć żadnego szczegółu.Draco spojrzał na mnie i rzekł.
-Gdy się żegnałem z ojcem na peronie powiedział mi,że mam na ciebie uważać i mimo wszystko nie dać się zastraszyć Mattowi.Dla naszej rodziny jest to wielkie wyróżnienie,że możemy być odpowiedzialni za ciebie.-Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Ciesze się,że to właśnie ciebie wybrał mój ojciec.
-Ja też się cieszę.-Powiedział
-Ale nie rozumiem jednego.Dlaczego tak wam zależało na tym,aby ze mną pracować?-Zapytałam
-Twój ojciec musi mieć kogoś kto przejmie po nim moc i odziedziczy posadę.Ojciec Matta sądzi,że to właśnie jego rodzinę wybierze.,chociaż dla wszystkich jest oczywiste,że to ty będziesz dziedzicem.-Powiedział po czym otworzył wielki drzwi i puścił mnie przodem.Wyszliśmy na zewnątrz gdzie było bardzo ciepło.Skierowaliśmy się w stronę boiska do Quidicha.Zatrzymałam się i stanęłam przed Malfoyem i zapytałam.
-Powiedz mi tylko szczerze.Czy oprócz rodzinie Matta przeszkadza komuś to,że mnie wybierze ojciec?-Spojrzał na mnie i powiedział.
-Jest kilka osób,ale żadna z nich nie należy ani do bractwa,czy rady.Więc nie masz się czy martwić.Zresztą wiele osób twierdzi,że tobie należy się ta moc ponieważ jesteś jego córką.-Poszliśmy dalej.
-Ale o jakie dziedzictwo im chodzi?Co ja mam przejąć po ojcu?-Zapytałam.
-To chyba oczywiste.Chodzi tu o moc Salazara,którą ojciec chce przekazać tobie.-Zrobiłam wielkie oczy i spojrzałam na niego pytając.
-Więc przez tą moc śmierciożercy rywalizują między sobą?
-Tak.-Odpowiedział.Doszliśmy do boiska Quidicha.Weszliśmy na środek gdzie leżały dwie miotły.Uśmiechnęłam się do Malfoya i powiedziałam.
-Już wszystko masz zaplanowane?
-Szczerze mówiąc to miałem nadzieje,że dasz się namówić na krótką zabawę.-Uśmiechnął się.
-Tak tylko,że ja nie potrafę latać.-Powiedziałam.Draco spojrzał na mnie uważnie i zapytał.
-Żartujesz czy mówisz serio?-Zrobiłam groźną minę i powiedziałam.
-Będziesz się teraz ze mnie śmiał?-Uśmiechnął się i powiedział.
-Zamiast śmiać się,wole nauczyć cię latać.-Wyciągnął rękę w moją stronę a ja delikatnie ją chwyciłam.Usiadłam na miotle razem ze Smokiem i mocno wtuliłam się w jego tors.Draco zaśmiał się i powiedział.
-Trzymaj się mocno !- Poczułam,że tracę grunt pod nogami.Powoli wznosiliśmy się w górę.Po chwili krążyliśmy już nad zakazanym lasem.Widok z tej wysokości był niezwykły.Wszystko wydawało się być takie małe.Draco podleciał bliżej zamku.Wieża obok której lecieliśmy była na wyciągnięcie ręki.Zaśmiałam się głośno a Malfoy przyspieszył robiąc kółko wokół zamku.Moim oczom ukazała się wieża astronomiczna do której podlecieliśmy. Po chwili znów stałam na ziemi.Zaczęłam się śmiać i puściłam Malfoya,który odwrócił się do mnie i zapytał.
-I jak było?-Uśmiechnęłam się szeroko i powiedziałam.
-To jest wspaniałe!Lećmy jeszcze raz!Proszę!-Draco uśmiechnął się po czym powiedział.
-Dobrze ,ale na więcej razy nie licz dzisiaj.-Znów wystartowaliśmy.Oblecieliśmy zamek dookoła.Wiele osób z dołu przyglądało nam się z ciekawością.Zauważyłam Jessice i Zabbiniego spacerujących po błoniach oraz wiele innych znanym mi osób.Wnieśliśmy się jeszcze wyżej i tym razem widziałam dach zamku.Zawiśliśmy w powietrzu a Draco odwrócił się do mnie i powiedział.
-Trzymaj się mocno i nie puszczaj.
-Nie mam zamiaru!-Krzyknęłam i poczułam jak z wielką prędkością pędzimy w dół.Wiatr rozwiewał mi włosy i kuł w oczy.Odległość od ziemi zmniejszała się a my wciąrz nie hamowaliśmy.Przestraszyłam się i mocniej wtuliłam w blondyna.Zamknęłam oczy.Strach przeszył mnie na wylot.Zaczęłam odliczać czas do zderzenia z ziemią. 3..2..1.. wtuliłam się w Malfoya najmocniej jak mogłam.Już dawno powinniśmy zderzyć się z ziemią.Otworzyłam oczy i zobaczyłam,że wciąz lecimy,lecz tym razem poziomo.Odległość od ziemi wynosiła jakiś metr.Rozluźniłam uścisk i odetchnęłam z ulgą.Po chwili zatrzymaliśmy się.Szybko zeszłam z miotły i spojrzałam ze złością na Malfoya.
-Chciałeś mnie zabić?-Chłopak uśmiechnął się i powiedział.
-Zabić to nie,ale chciałem sprawdzić jak radzisz sobie ze strachem.-Wytknął mi język a ja walnęłam go w ramie śmiejąc się przy tym.
-Wariat !-Powiedziałam i ruszyłam w stronę zamku.Draco za pomocą magii odesłał miotłę i chwilę później szedł obok mnie co chwilę się uśmiechając.
-Z czego się śmiejesz?-Zapytałam po chwili.
-Mało co mnie nie udusiłaś jak lecieliśmy w dół.-Powiedział śmiejąc się.
-Przestraszyłam się.Dziwisz cię to?-Spojrzał na mnie.
-Nie, nie dziwi.-I ponownie się roześmiał.Zrobiłam obrażoną minę a ten podszedł do mnie i objął mnie ramieniem.
-Nie bąć zła.Przecież wiesz,że bym cię nie zabił.-Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Dzięki za poprawienie mi humoru.-Draco roześmiał się i spojrzał przed siebie.Szliśmy w stronę zamku, a blondyn wciąż obejmywał mnie ramieniem co wcale mi nie przeszkadzało.Wiedziałam,że jesteśmy tylko przyjaciółmi i byłam pewna,że Draco także o tym wie.Gdy doszliśmy do drzwi spotkaliśmy Zabbiniego i Jessicę z którymi postanowiliśmy udać się na kolację.Podczas posiłku wszyscy mieliśmy dobre humory.Zabbini żartował jak zwykle z Gryfonów rzucając co chwile jakimiś żartami.Przy stole Ślizgonów było bardzo głośno.Wszyscy uczniowie patrzyli na nas jak na wariatów,lecz my dobrze się bawiliśmy.Po kolacji udaliśmy się do pokoju wspólnego i rozsiedliśmy się na kanapach przed kominkiem.
Przez dwie godziny nieźle się bawiliśmy.Wszyscy mieli dobre humory pomimo porannych potyczek.W pokoju wspólnym było wiele osób.Z głośników grała głośna muzyka,która rozluźniała wszystkich.Gdy wybiła godzina 20 razem z Malfoyem poszliśmy przed gabinet dyrektora przypominając sobie o dzisiejszym dyrzuże,który mieliśmy wypełnić z Gryfonami.Gdy doszliśmy na miejsce było sześć minut po czasie.Wesley i Potter już na nas czekali razem z profesor MacGonagall.
-Czy Ślizgoni nie mają zegarków?-Zapytała nauczycielka.
-Odejmuje Slyterinowi 20 punktów za wasze spóźnienie.A teraz zapraszam za mną.-Spojrzałam na Malfoya,który z uśmiechem na twarzy kroczył za nauczycielką.Gdy znaleźliśmy się na parterze profesorka zatrzymała się i powiedziała.
-Przez pierwsze pół godziny macie patrolować błonia,następne pół godziny parter i pierwsze dwa piętra a przez ostatnia godzinę od trzeciego do siódmego piętra.Jakieś pytania?-Spojrzała na nas po czym odpowiedziała.
-Świetnie,zatem życzę miłego patrolu.-Powiedziała po czym odwróciła się i odeszła.Draco podszedł do mnie i podając mi swoje ramie powiedział.
-Słurze rękom Hermiono.-Uśmiechnęłam się lekko i odpowiedziałam poważnym tonem.
-Dziękuje panu,panie Malfoy-Draco uśmiechnął się po czym ruszyliśmy na błonia.
Patrolowanie błoni minęło szybko.Przez całą drogę szłam pod rękę z blondynem rozmawiając o wszystkim co przyszło nam do głowy.Gryfoni szli za nami co chwile szepcząc coś do siebie.Dobry humor nas nie opuszczał pomimo późnej godziny oraz towarzystwa.Gdy doszliśmy do boiska Quidicha Draco zatrzymał się i powiedział cicho.
-Powkużamy ich trochę?-Uśmiechnęłam się do niego po czym zwróciłam się do pozostałej dwójki.
-Ciekawe Potter jak w tym roku pójdzie wam mecz.Załorze się,że nie będziecie mieli tyle szczęścia co w zeszłym roku.
-A skąd ty możesz to wiedzieć?Nawet się na tym nie znasz.-Mruknął rudzielec w moją stronę.
-Może i się nie zna,ale na obronie zrobiła by większe show niż ty Wesley.-Powiedział Draco po czym uśmiechnął się ironicznie.
-Zobaczymy kto tym razem pierwszy złapie znicz bo o ile się nie mylę to jeszcze ani razu ze mną nie wygrałeś.-Powiedział Harry podchodząc bliżej nas.
-I w tym roku to się zmieni Potter.Pamiętaj,że ja mogę wszystko.-Odpowiedziałam zgryźliwie.
-Zasad nie zmienisz a więc nie masz co liczyć,że Slyterin wygra.-Powiedział Ron podchodząc bliżej.
-Kto tu mówi o złamaniu zasad.Wystarczy tylko,że trochę je nagnę siedząc na widowni.-Powiedziałam uśmiechając się.
-Lepiej mocno się trzymajcie.-Powiedziałam i ruszyliśmy z powrotem.Draco szedł trzymając mnie pod rękę i co chwile się uśmiechał.Po chwili zapytał.
-Chcesz ich zwalić z mioteł podczas meczu?
-To będzie niespodzianka,ale musicie wygrać w tym roku.-Powiedziałam patrząc na niego.
-Slyterin nie ma zbyt dużych szans więc trzeba szczęściu pomóc.-Spojrzał na mnie.
-Zrobisz coś dla mnie?-Spojrzałam na niego i zapytałam.
-Co?
-Rok temu próbowałem rzucić na swoją miotłę zaklęcie,ale nie miałem tyle mocy aby to zrobić.Tobie może się udać.-Powiedział cicho aby pozostała dwójka nie usłyszała.
-Co to za zaklęcie?-Zapytałam
-Zwiększa moc miotle.Dzięki temu mógłbym szybciej latać i poruszać się z większą łatwością.-Spojrzałam przed siebie i zapytałam
-Kiedy zaczynają się eliminacje?
- We wtorek mamy mecz z Puchonami.-Powiedział radośnie.
-Tak szybko?Dopiero co zaczął się rok szkolny.-Powiedziałam
-Tak,ale w tym roku gramy z każdym po dwa razy dla lepszej rozrywki.-Uśmiechnął się do mnie.
-Zatem jutro będziemy musieli zająć się miotłami całego zespołu.-Powiedziałam z radością.Draco uśmiechnął się i powiedział.
-Dzięki tobie wygramy wszystkie mecze.
-Nie .To dzięki tobie możemy wygrać.To ty jesteś szukającym więc ty przynosisz drużynie najwięcej punktów.Ja mogę ci jedynie pomóc.-Uśmiechnęłam się a ten spojrzał na mnie i powiedział.
-Będziesz w tym roku naszą ostateczną bronią.-Weszliśmy do środka i ruszyliśmy przed siebie.Najpierw obeszliśmy cały parter zachaczając o wielką salę.Nikogo tam nie zobaczyliśmy więc ruszyliśmy na pierwsze piętro.Weszliśmy na korytarz na którym rzadko byłam.Znajdowały się tu gablotki z pucharami oraz inne nagrody przyznawane za specjalne osiągnięcia.Spojrzałam na pierwszy puchar.Dla Petrivala najlepszego szukającego.Draco przeczytał ten sam napis i powiedział.
-W tym roku będzie stał tu mój puchar.
-Chyba śnisz fretko-Powiedział Ron podchodząc do nas.
-Szybciej mi włosy wypadną niż ty zdobędziesz najlepszego szukającego.-Powiedział ze złością w oczach.Draco już chciał coś powiedzieć,lecz uciszyłam go gestem ręki po czym wyciągnęłam różdżkę i powiedziałam.
-Spełnię twoje życzenie skoro tak bardzo ci na tym zależy Wesley.-Zaśmiałam się po czym powiedziałam.
-Evanesco-Z różdźką wycelowaną w zdezorientowanego Rona patrzyłam jak jego włosy znikają.Po chwili Gryfon był całkiem łysy.Razem z Draconem zaczęłam się śmiać.Ron złapał się za głowę i zaczął krzyczeć.Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.Widok łysego Wesleya zwalił mnie z nóg.Draco stał obok mnie oparty o ścianę i również jak ja nie mógł powstrzymać się od śmiechu.
-Odczaruj to ! Oddaj mi włosy!-Zaczął krzyczeć Ron co doprowadziło mnie do jeszcze większej dawki śmiechu.
-Do twarzy ci bez włosów Wesley.-Powiedział Malfoy nie przestając się śmiać.
-To nie jest zabawne Hermiono.Odczaruj to.-Powiedział Harry,który do tej pory stał cicho.
-Nie.Tak mi się bardziej rudy podoba.-Powiedziałam udając zamyśloną.-Po chwili Wesley wyjął różdżkę i wycelował ją we mnie.Draco bez chwili zawachania zrobił to samo celując w Wesleya.
-Nic mi nie zrobisz Ron i dobrze o tym wiesz.Więc lepiej odłóż różdżkę bo jeszcze się pokaleczysz.-Powiedziałam z uśmiechem na twarzy.Po chwili w moją stronę poleciało zaklęcie wypowiedziane przez Wesleya.Stałam bez ruchu mając nadzieje,że moja intuicja mnie nie zawiedzie.Lecz nie myliłam się.Czar odbił się ode mnie i uderzył zdziwionego Gryfona.Złożyłam ręce i zapytałam leżącego Rona.
-Tylko na tyle cię stać?Miałam nadzieje na lepszą zabawę.-Uśmiechnęłam się ironicznie spoglądając na rudzielca,który z przestraszoną miną spoglądał na mnie.
-Ale jak to możliwe?-Zapytał
-Mówiłam,że nic mi nie zrobisz.Musiał byś mieć większą moc niż ja żeby mnie zranić,lecz w szkole raczej nic takiego mi nie zagraża.-Posłałam mu pełne pogardy spojrzenie po czym ruszyłam dalej.Malfoy schował różdźkę po czym poszedł za mną.Gdy tylko weszliśmy w kolejny korytarz oby dwoje wybuchliśmy śmiechem przypominając sobie łysego Gryfona.
Przez następną godzinę żadne z nas nie traciło zapału do śmiechu.Razem z Malfoyem postanowiliśmy zrobić drobne plakaty z podobizną łysego Wesleya i powywieszać je jutro w szkole.Zostało nam ostatnie dwadzieścia minut patrolowania.Strasznie bolały mnie nogi i nie chciało mi się już chodzić po ciemnych korytarzach szkolnych.Usiedliśmy pod jedną ścianą i czekaliśmy do końca patrolu.Czas szybko nam mijał na rozmowach oraz żartach.Gdy wybiła godzina 22:00 udaliśmy się do do lochów.W pokoju wspólnym było jeszcze wiele osób.Usiedliśmy przed kominkiem obok przyjaciół,którzy przez te dwie godziny nie ruszyli się z miejsca.Opowiedzieliśmy im wszystko co działo się podczas patrolu.Nie minęło dużo czasu aż wszyscy Ślizgoni dowiedzieli się o łysym Wesleyu.Gdy powiedzieliśmy Zabbiniemu o chęci zrobienia plakatów ten zaraz zabrał się do pracy.Wziął kartkę na której wyczarował twarz łysego Wesleya a nad nią napisał „Po co mu dwie dupy?”Gdy to zobaczyłam zaczęłam się śmiać podobnie jak Draco i Jessica.Wzięłam gotowy plakat do reki po czym stanęłam na stole i zapytałam wszystkich obecnych.
-Jak wam się podoba?-Wszyscy spojrzeli na mnie.Po chwili w pokoju wspólnym dały słyszeć się głośne śmiechy.Ślizgoni tarzali się po podłodze nie mogąc przestać się śmiać.
-Ciesze się,że się spodobało.-Powiedziałam po czym również zaczęłam się śmiać.Usiadłam na swoje miejsce po czym zajęłam się robieniem odbitek plakatu razem z Jessicą,Diabłem i Smokiem.Po godzinie mieliśmy już setki plakatów więc skończyliśmy ich produkcję.Chwilę jeszcze siedzieliśmy rozmawiając,lecz po godzinie 24:00 postanowiliśmy udać się do swoich pokoi.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

12.”Nadszedł czas,aby uporządkować swoje życie,wyrzucić niepotrzebnych ludzi i iść do przodu.”

14 sie

Kiedyś,ktoś powiedział mi, iż najlepsze intencje mogą spowodować największe szkody. To brzmi paradoksalnie, lecz dobre serce i zamiary mogą zdradziecko dopro­wadzić do zguby. Czasami to, co się wydaje właściwe, jest w istocie złe i może wyrządzić krzywdę. Jedyna ochrona to wiedza, mądrość, przezorność i zro­zumienie magii. Ale i to nie zawsze wystarcza.
Małe dzieci lubią słodycze, więc dawanie dziecku cukierków wygląda na życzli­wość. Jednak wiedza, mądrość i przezorność mówią nam, iż taka „życzliwość” może doprowadzić do choroby, jeśli damy dziecku nadmiar słodyczy kosztem zdrowego pożywienia..
Ktoś zranił się w nogi, a ty będziesz mu przynosił pożywienie, kiedy będzie leczył rany. Ale po jakimś czasie ta osoba nadal nie będzie chciała wstawać, bo to początkowo sprawia ból. A ty w dalszym ciągu, z dobrego serca, będziesz przynosił jedzenie. Z czasem nogi tego kogoś osłabną jeszcze bardziej i stawanie będzie coraz boleśniejsze. Ty z dobrego ser­ca nadal będziesz dostarczał pożywienie. No i na koniec, przez twoje dobre ser­ce, taka osoba zostanie przykuta do łóżka i już nigdy nie będzie mogła chodzić. Twoje dobre zamiary wyrządzą szkodę.
Głęboko wierzyć,mądrze wątpić i dążyć do celu
Głęboko wierzyć , że jest magia, której należy się obawiać. Ale myślę, że z nią jest tak jak z ludźmi: jednych lepiej omijać z daleka, innych dobrze jest poznać.
Mądrze wątpić w to,że realność nie ma znaczenia. Percepcja jest wszystkim. Liczy się to, co myślisz. Uznasz, że coś jest wrogiem i zniszczysz to, choćby i wrogie nie było. Magia in­terpretuje twój punkt widzenia. Nie pozwoli ci zabić tego, kto według ciebie jest niewinny, lecz zniszczy każdego, kogo uznasz za wroga. Decyduje to, w co wierzysz.
Dążyć do celu,wiedząc,że osoba, która stoi u rozwidlenia dróg i nie potrafi wybrać żadnej z nich, nie osiągnie niczego.
Pierwszy dzień nauki.Dzisiaj zaczynam wszystko od nowa.Nowi znajomi,nowe zwyczaje,zmiana domu oraz opiekuna.Wszystko to bardzo mnie fascynowało.Cieszę się każdą nową chwilą,jakby była czymś nadzwyczajnym.Siedziałam właśnie w wielkiej sali na śniadaniu.Dookoła panował szmer wywołany przez innych uczniów szkoły.Siedziałam obok Jessicy i Bilansa.Naprzeciwko mnie znajdował się Malfoy który już od dłuższego czasu siedział w ciszy głęboko nad czymś myśląc.Co chwilę dołączałam się do rozmowy Zabiniego i Jessicy ,którzy dyskutowali o lekcji eliksirów która niedługo miała się zacząć.Spojrzałam na Malfoya,który z niechęcią dłubał w swojej owsiance.Po chwili zapytałam.
-Draco,stało się coś?-Jessica z Zabinim spojrzeli na młodego Malfoya z ciekawością.Draco uśmiechnął się do mnie po czym powiedział.
-Nie.Jestem tylko trochę zmęczony.-Spojrzałam mu w oczy.Dostrzegłam jego aurę.Widziałam,że mówi prawdę.Uśmiechnęłam się do niego po czym zajęłam się swoim posiłkiem.Po 20 minutach przez okno wleciały sowy z dzisiejszą pocztą oraz gazetami.Jedna z nich zatoczyła kółko nade mną po czym wylądowała przez moimi rękami.W łapach trzymała proroka codziennego,którego puściła i ponownie wzbiła się w powietrze.Chwyciłam gazetę po czym rozwijając ją przeczytałam nagłówek: „Schwytany śmierciożerca czeka na wyrok.”Przyjrzałam się dokładnie fotografii mężczyzny.Był to jeden z doradców mego ojca,którego poznałam na balu.Wysoki mężczyzna z siwą brodą,który pomagał w znalezieniu mnie.Przerzuciłam kartkę na następną stronę po czym zaczęłam czytać. 
Ministerstwo magii złapało groźnego śmierciożercę Patrica Forella ,który zamierzał dostać się do Ministerstwa,lecz nie wiemy jeszcze co było powodem jego zachowania.
-Śmierciożerca pod wpływem eliksiru wielosokowego oszukał ministrów podając się za dyrektora praw czarodziejów próbując dostać się do naszych działów zakazanych,którymi są kule czarodziejów.Oskarżony nie chciał nam powiedzieć czego szukał.Domyślam się jednak,że ma to związek z Hermioną Riddle.Po wielogodzinnych zeznaniach udało nam się ustalić,że wypełniał on ważne zadanie powierzone przez Tego-którego-imienia-nie-można-wymawiać.
-A czy zostało już wszczęte jakieś postępowanie przeciwko Hermionie?
-Tak zostało,niestety nie mogę powiedzieć do jakich przekonań dotarliśmy.Mogę jedynie zapewnić,że ministerstwo dogłębnie zajmuje się tą sprawą i już nie długo podejmiemy pierwsze kroki.
-A czy ustalono już dokładną datę przesłuchania świadka?Jakiego wyroku możemy się spodziewać?
-Ministerstwo ustaliło datę na 4 września.Chcemy jak najszybciej dowiedzieć się co też zamierza czarna strona.Spodziewam się,że po przestawieniu zarzutów,które w dużym stopniu obciążają tego mężczyznę możliwe będzie skazanie go na śmierć.Lecz jak wiadomo zdecyduje o tym rada.-Zapewnia nas Kornelius Knot prezes ministerstwa Magii.
Jak wiadomo oskarżony wypełniał zadanie,które mu powierzono.Cała rada zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się co też ważnego miał on do zrobienia.Zapewniono nas,że wyrok zapadnie dopiero gdy rada uzyska wszystkie potrzebne jej informacje.Kornelius Knot wystąpił już z wnioskiem o użycie okumulencji w celu wydobycia wszystkich szczegółów,które w zeznaniach mogą zostać pominięte.
Podniosłam głowę znad gazety.Spojrzałam na Malfoya,który po przeczytaniu artykułu ze spokojem odłożył ją po czym ponownie zaczął dłubać widelcem w owsiance.Spojrzałam na stół nauczycieli.Profesora Sneypa nie było już na śniadaniu.Lekcje zaczynały się za 10 minut.Szybko zerwałam się z miejsca i ruszyłam w stronę klasy w której zaraz miały odbyć się lekcję.Wychodząc z sali usłyszałam głosy swoich przyjaciół którzy mnie nawoływali.Nie odwracając się ruszyłam przed siebie.Musiałam jak najszybciej porozmawiać z Severusem o Patricu.Miał on ważne zadanie do wykonania o którym nikt nie może się dowiedzieć.Ministerstwo ma zamiar użyć przeciwko niemu okumulencji.Gdy ktoś dowie się co planuje mój ojciec będe w wielkim niebezpieczeństwie.Czytałam o mocy,którą można posiąść.Mogą to osiągnąć tylko najpotężniejsi czarodzieje.Jeżeli ministerstwo dowie się o tym,że czarny pan ma zamiar przekazać tą moc mnie będe w wielkim niebezpieczeństwie.Ministerstwo uzna,że jestem zagrożeniem i wyda na mnie wyrok.Nie miałam zamiaru narażać się w ten sposób.Przyspieszyłam kroku.Wciąż myślałam o tym samym.Gdy znalazłam się przed salą zajęć bez pukania weszłam do środka.Severus siedział za biurkiem przygotowywując się do lekcji.Gdy mnie zobaczył spojrzał na mnie zaskoczony po czym powiedział.
-Co cię do mnie sprowadza?O ile wiem uczniowie powinni czekać przed salą a nie wchodzić do niej bez pukania.-Ustałam naprzeciw niego po drugiej stronie biurka po czym powiedziałam
-Przepraszam,ale to ważne.Musze z Tobą porozmawiać.-Spojrzał na mnie zaskoczony po czym zapytał.
-O czym?
-Czytałeś dzisiejszą gazetę?-Podparł rękoma głowę i odpowiedział.
-Tak czytałem.-Spojrzałam na niego.
-I co o tym sądzisz?-Po chwili namysłu powiedział
-Nie mam pojęcia co o tym myśleć.Zapewne wiesz o zadaniu które miał wykonać?!-Po chwili odpowiedziałam
-Tak wiem i to mnie niepokoi.Nikt nie może się dowiedzieć dlaczego Patric chciał wkraść się do Ministerstwa.-Ruszyłam się niepewnie po czym profesor odpowiedział.
-Rano spotkałem się z twoim ojcem.-Spojrzałam na niego i z zaciekawieniem zapytałam.
-I co powiedział?
-Ma zamiar wkraść się do Azkabanu i uwolnić Patrica,a jeżeli nie będzie to możliwe to postanowił zostawić go tam z wyczyszczoną pamięcią.-Usiadłam na krześle i zapytałam.
-Kiedy ma zamiar się tam udać?-Spojrzałam na Sneypa a ten powiedział.
-Najprawdopodobniej jutro w nocy.Kazał mi także przekazać Ci,że niezależnie od tego jak potoczy się ta sprawa masz na siebie uważać.-Spuścilam głowę.Po chwili zapytałam.
-Mogę iść z nimi?-Bez chwili namysłu odpowiedział.
-Nie.Twój ojciec kazał mi Cię pilnować.Nie możesz brać udziału w tej misji.-Podniosłam głowę i zapytałam
-Kto jest odpowiedzialny za tą sprawę?
-Nie znasz go. To Brayan przewodniczący Bractwa czystokrwistych.Jest on najbardziej zaufanym sługą twojego ojca.-Spojrzałam na profesora po czym zapytałam.
-Dlaczego nie było go na moim balu urodzinowym?-Snape spojrzał na mnie po czym powiedział.
-Miał ważną misję,którą zakończył powodzeniem.Dzisiaj twój ojciec kazał mu wracać bo ma dla niego ważniejsze zadanie.-Spojrzałam przed siebie po czym usłyszałam sygnał informujący nas o rozpoczęciu się lekcji.Profesor wstał po czym wpuścił uczniów do sali.Wszyscy widząc mnie już w środku bardzo zdziwili się tym faktem,lecz nie słuchałam co mówią.Zajęłam miejsce obok Dracona po czym zaczęła się lekcja.
Przez pierwsze minuty uważnie słuchałam słów,które wypowiadał profesor Snape.Po wprowadzeniu tematu wyłączyłam się z lekcji.Cały czas myślałam o Patricu oraz o zadaniu,które miał wypełnić.Zatem nie udało się mu.Przez niego byłam narażona.Pomimo tego,że mój ojciec mu ufał teraz byłam pewna,że nawet najpotężniejsi czarodzieje popełniają błędy.Po chwili ktoś szturchnął mnie w ramię.Spojrzałam w prawą stronę.Obok mnie siedział Draco,który od dłuższego czasu próbował skontaktować się ze mną.
-Co się stało Hermiono?Dlaczego wybiegłaś tak szybko ze śniadania?-Patrzył na mnie z troską w oczach.Po chwili odpowiedziałam.
-Później Ci powiem.-Kiwnął lekko głową po czym znów zapytał.
-Czy ma to związek z tym artykułem w dzisiejszej gazecie?-Spojrzałam ponownie na niego po czym lekko kiwnęłam głową.
-Teraz bierzcie się do roboty.Macie 2 godziny na uważenie eliksiru.-Usłyszałam głos profesora Snaypa po czym spojrzałam na tablicę.Dzisiaj przerabialiśmy eliksir ,który zmieniał głos osobie która go wypiła.Mieliśmy pracować w parach.Razem z Draconem wzięliśmy się do roboty.Uwarznie śledziłam tekst wzrokiem po czym realizowałam jego zalecenia.Co chwile dorzucałam do kociołka składniki opisane w książce.Starałam skupić się na eliksirze,lecz Draco cały czas mi się przyglądał .Gdy tylko nasze spojrzenia się skrzyżowały on uciekał wzrokiem,abym nie zauważyła,że wciąż się na mnie patrzy.Gdy lekcja się skończyła oddałam próbkę eliksiru profesorowi Sneypowi.Już miałam zamiar odchodzić,lecz nauczyciel zatrzymał mnie.Podeszłam do niego a ten wyciągnął do mnie rękę.Uścisnęłam ją nie wiedząc o co chodzi.Po chwili w swojej dłoni poczułam małą kartkę.Szybko wyszłam z sali po czym rozwinęłam ją.Nie ryzykuj!Małymi literami profesor wydziergał napis,który miał uświadomić mi,że nie mam robić głupstw.Miałam dość lekcji.Czym prędzej ruszyłam w stronę drzwi wyjściowych.Gdy znalazłam się przed zamkiem ruszyłam w stronę błoni.Usiadłam pod jednym z drzew i zaczęłam rozmyślać.Chciałam pomóc memu ojcu i razem z innymi śmierciożercami wkraść się do Azkabanu.A jeżeli niepotrzebnie się martwie?Mój ojciec z pewnością nie pozwoli aby groziło mi niebezpieczeństwo.Sama już nie wiedziałam co robić.Po chwili usłyszałam kroki.Odwróciłam się i zobaczyłam idącego w moją stronę Dracona.Lekcje zaczęły się dwie minuty temu i zastanawiało mnie co on tutaj robi.Usiadł obok mnie.Oboje siedzieliśmy w ciszy patrząc w stronę jeziora.Siedzieliśmy przez długi czas nie odzywając się do siebie.Mijały minuty a może i godziny.Po dłuższym czasie postanowiłam przerwać tę ciszę.Nie spoglądając na niego zapytałam.
-Po co tu przyszedłeś?-Malfoy bez chwili wahania odpowiedział.
-Chciałem dotrzymać Ci towarzystwa.-Spojrzałam na niego po czym zapytałam.
-Chciałeś dotrzymać mi towarzystwa czy dowiedzieć się co mnie dzisiaj tak zdenerwowało?-Spojrzał na mnie lekko zdziwiony i odpowiedział.
-W zasadzie to oby dwa argumenty są trafne.-Uśmiechnęłam się lekko po czym znów spojrzałam przed siebie.Przez chwilę ponownie zapanowała cisza,lecz tym razem przerwał ją Draco pytając.
-To powiesz mi co sie stało?Dlaczego tak bardzo przejęłaś się aresztowaniem tego śmieriożercy?-Nie chciałam na niego patrzyć.Wciąż spoglądając na jezioro powiedziałam.
-W zasadzie nie powinnam tego nikomu mówić.Ojciec by mnie zabił gdyby się dowiedział,że cokolwiek Ci powiedziałam.
-To dlaczego chcesz to zrobić?-Spojrzałam na niego.Patrzyliśmy na siebie przez chwilę.Nasze oczy wpatrzone w siebie nie miały zamiaru się wycofywać.Dzieliło nas pare centymetrów.Gdybym się tylko do niego przysunęła.Nie! Po chwili wyrzuciłam z siebie te myśli.Co mi odbiło?Ja i Draco?To śmieszne!
-Sama nie wiem dlaczego to robie.Może dlatego,że Ci ufam i potrzebuje aby ktoś mnie zrozumiał.-Odsunęłam się od niego po czym ponownie spojrzałam przed siebie.Malfoy zrobił to samo.Po chwili dodałam.
-Nie chciałabym się na tobie zawieść Draco.-Spojrzałam na niego po czym dodałam.
-Zależy mi na tobie.Jesteś moim przyjacielem i nie chciałabym Cię stracić.-Odróciłam wzrok od oczu Malfoya a ten powiedział.
-Nie stracisz mnie.Obiecałem twemu ojcu,że będe się Tobą opiekował.A przede wszystkim ty także nie jesteś dla mnie obojętna i twoja przyjaźń wiele dla mnie znaczy Hermiono.Nie martw się.Tak szybko się mnie nie pozbędziesz.-Spojrzałam na niego po czym roześmialiśmy się oboje.Patrzyłam na niego po czym zaczęłam opowiadać.
-Śmierciożerce którego aresztowali poznałam na moim balu urodzinowym.Wtedy też dowiedziałam się o misji,którą ma wypełnić.Jego zadaniem było wkraść się do Ministerstwa i wykraść moją kulę czarodziejską.Ojciec mu ufał jednak on zawiódł.-Spuściłam głowę .Po chwili odezwał się Malfoy.
-Nadal nie rozumiem czym się tak bardzo przejęłaś?!-Spojrzałam na niego po czym powiedziałam.
-Knot ma zamiar użyć przeciwko niemu okumulencję.Błędem mojego taty było to,że powiedział Patricowi do czego ta kula będzie mu potrzebna.Mój ojciec miał zamiar posiąść nową moc,którą chciał przekazać mnie.Jednak moc o której mówię mogą zdobyć tylko najpotężniejsi czarodzieje.Gdyby ministerstwo dowiedziało się,że mam możliwości posiąść taką władzę z pewnością stałabym się ich kolejną ofiarą.Dlatego też nikt nie może wiedzieć o tym co zamierza mój ojciec.Dlatego proszę Cię abyś utrzymał to w tajemnicy.-Draco przyglądał mi się po chwili po czym zapytał.
-Co to za moc?-Patrzyłam na niego po czym wlepiłam wzrok ślepo w horyzont po czym odpowiedziałam.
-To moc Salazara Slyterina.Jeżeli bym ją zdobyła nikt nie mógłby się ze mną mierzyć.Była bym najpotężniejszą czarodziejką ,która kiedykolwiek stąpała po ziemi.Dlatego nikt nie może się o tym dowiedzieć.Żaden żyjący czarodziej nie zna sposobu przejmowania mocy od nieżyjących już czarodzieji oprócz mego ojca.Niedawno poznał sposób i teraz chce go wypróbować.-Zamknęłam na chwilę oczy a Draco powiedział.
-Przecież już jesteś najpotężniejsza.Co prawda są osoby,które mogą Ci zagrozić,lecz i tak jesteś niepokonana.Musisz jedynie nauczyć się kontrolować moc,którą przejęłaś od swojego ojca.-Spojrzałam na niego po czym powiedziałam.
-Tak muszę,ale nie wiem od czego zacząć.Ona jest tak potężna,że z każdym dniem czuje jakby zżerała mnie od środka i domagała się ujawnienia.-Położył mi rękę na ramieniu po czym powiedział.
-Od czego ma się przyjaciół?!Przecież wiesz,że z chęcią Ci pomogę.A jeżeli będziesz chciała to możesz zwrócić się z tą prośbą do Sneypa.On z pewnością Ci pomoże.-Patrzyłam na niego z niedowierzaniem .Spuściłam wzrok i zapytałam.
-Jak myślisz,dobrze zrobiłam zgadzając się na propozycje ojca?-Spojrzał przed siebie po czym odpowiedział.
-Dobrze wiem,że nie miałaś wyboru.Nie widze przeszkody,która mogłaby Cie nie dopuścić do przejęcia nowej mocy.Ale najpierw musisz opanować moc swego ojca.Jeżeli jest ona tak uciążliwa pomyśl sobie jak ciężko będzie Ci opanować moc Salazara.-Patrzył na mnie ze smutkiem w oczach a ja odpowiedziałam.
-Tak masz rację.Musze nauczyć się ją kontrolować.-Ponownie spojrzałam w jego oczy.Uśmiechnęłam się do niego po czym przysunęłam bliżej i wtuliłam się w jego ramię.Draco objął mnie ręką a drugą lekko głaskał po włosach.Przytulił mnie mocno do siebie po czym powiedział.
-Dzisiaj pójdziemy do Sneypa i poprosimy o dodatkowe lekcje.-Spojrzałam na niego z niedowierzaniem po czym zapytałam.
-Poprosimy?-Spojrzał na mnie i odpowiedział.
-Nie myśl,że zostawie Cię z tym samą.-Uśmiechnęłam się do niego po czym położyłam mu głowę na ramieniu i wlepiłam wzrok w jezioro.Draco spojrzał na mnie.Wciąż obejmywał mnie ramieniem.Między nami ponownie zapanowała cisza,która bardzo kojąco działała na moje uszy.Ktoś kiedyś powiedział mi,że jeśli potrafisz spędzić z kimś pół godziny w zupełnym milczeniu i nie czuć przy tym wcale skrępowania, ty i osoba ta możecie zostać przyjaciółmi. Jeśli zaś mil­czenie będzie wam ciążyło, jesteście sobie obcy i nie warto nawet starać się o zadzierzgnięcie przyjaźni.Teraz byłam pewna tego,że Draco jest odpowiednią osobą.Pomimo tego,że znów biłam się z myślami na temat przyszłości,nie pewnej ,byłam przekonana,że zawsze będe mogła liczyć na Dracona.
Gdy zegar wybił godzinę czternastą razem z Malfoyem postanowiliśmy udać się do wielkiej sali gdzie właśnie zaczynała się pora obiadowa.Zajeliśmy swoje miejsca po czym zaczęliśmy posiłek.Po chwili dołączyli do nas Zabinni,Matt i Jessica,którzy z ciekawością dopytywali się co było powodem naszego dzisiejszego zniknięcia z lekcji.Oczywiście nie mogliśmy powiedzieć im prawdy dlatego też Malfoy wymyślił,że próbowaliśmy wymyślić jakiś żarcik dla Gryfonów.Nie musieliśmy długo czekać aż wszyscy uwierzyli w nasze kłamstwo po czym również zajęli się obiadem.Siedząc w ciszy co chwile kierowałam widelec do moich ust.Jeszcze jedna lekcja.Starożytne Runy,które zaczynają się za 30 minut.Mieliśmy więc jeszcze trochę czasu.Jessica dyskutowała z Zabinnim z wielką zaciętością.Patrząc na nich byłam pewna jednego.Ta dwójka pasowała do siebie.Dobrze się dogadywali i każdą wolną chwilę spędzali razem.Uśmiechnęłam się pod nosem wciąż nie spuszczając oczu z przyjaciół.Patrzyłam na nich przez chwilę po czym ponownie postanowiłam zająć się sobą i swoimi problemami.
Po posiłku udaliśmy się w stronę sali.Wszyscy ruszyliśmy przez długi korytarz.Malfoy kazał mi przestać myśleć o Patrcu i zachowywać się jak urodzona arystokratka.Szłam obok Dracona dumnie wyprostowana.Za nami szedł Matt,Jessica,Zabbini, Crab i Goil.Wyglądaliśmy jak wielka banda,która szła walczyć o życie.Wszyscy schodzili nam z drogi.Młodsi patrzyli na nas ze strachem a my z ironicznym uśmiechem na twarzy kroczyliśmy dalej.Gdy doszliśmy przed sale zatrzymaliśmy się pod ścianą i z kpiną obserwowaliśmy puchonów stojących niedaleko.Po chwili ku nam szedł jeden z kujonów który należał do Hufflepuffu.Gdy przechodził obok nas Draco podstawił mu haka a ten runął na zimną podłogę rozrzucając wszystkie książki po całym korytarzu.Wszyscy Ślizgoni wybuchli śmiechem.George szybko wstał i zebrał swoje rzeczy.Gdy zebrał ostatnią książkę stanął naprzeciwko Malfoya i powiedział.
-Myślisz,że bycie arystokratą upoważnia Cię do takiego zachowania?-Draco pękający ze śmiechu odpowiedział.
-Myślę,że czystokrwiści nie powinni przejmować się takimi wyrzutkami jak ty.-Ślizgoni ponownie zaczęli się śmiać.Stałam oparta pod ścianą i nie wtrącałam się w tę kłutnię.Zabinni,Jessica,Matt,Goil i Crab towarzyszyli Draconowi wspierając go oraz jego słowa.Obok Georga stanęły cztery osoby,którzy uczestniczyli w tej zabawie,którą w obecnej chwili wygrywali Ślizgoni.
-Sądzisz,że jestem gorszy od ciebie tylko dlatego,że nie mam czystej krwi?-Draco spojrzał na niego z rozbawieniem i odpowiedział.
-Myślę,że jesteś głupi bo wciąż dyskutujesz ze mną.-Wszyscy spojrzeli na Puchona,który rzucił swe książki pod ścianę i powiedział.
-Skoro jesteś taki odważny to może zmierzysz się ze mną.-Malfoy stanął dumnie wyprostowany po czym rzekł.
-Nie chciałbym zrobić Ci krzywdy w pierwszym dniu nauki.-Zabini klepnął go po ramieniu popierając jego słowa z rozbawieniem.
-Jeżeli się boisz to powiedz a odpuszczę.Nie martw się, nikt nie dowie się o tym,że jesteś taki mocny tylko w gembię.-Malfoy zdenerwował się i podał torbę Mattowi,który stał po jego lewej stronie.Wszyscy odsuneli się na bezpieczną odległość robiąc kółko wokół Malfoya i Georga.Nie chciałam mieszać się w tę bójkę,lecz powiedziałam.
-Draco nie marnuj czasu!-Krzyknęłam.Malfoy nie odwracając się w moją stronę powiedział.
-Szykuje się niezła zabawa a dla mnie jest to najlepszy sposób na spędzenie wolnego czasu.-Wyciągnął rużdżkę i wycelował ją w stronę Puchona,który zrobił dokladnie to samo.Przez chwilę mierzyli się spojrzeniem.Napięcie wisiało w powietrzu i czekało na rozwój sytuacji.Jako pierwszy zaatakował Draco.George z zaciekłością bronił sie przed każdym zaklęciem rzuconym w jego stronę nie dając żadnemu z nich trafić się.Malfoy z wściekłością krzyczał zaklęcią,które pędziły w stronę puchona.Co chwile kolorowe iskry przelatywały przez korytarz rozjaśniając pomieszczenie.Walka toczyła się zacięcie.Żaden nie chciał odpuścić.Draco tracił cierpliwość a to oznaczało tylko jedno.Młody Malfoy dobrze znał czarną magię,którą potrafił się bardzo dobrze posługiwać.Po chwili George trafił Dracon zaklęciem a ten wylądował na końcu korytarza.Wszyscy Puchoni zaczęli klaskać i wiwatować.Zdenerwowani Ślizgoni patrzyli na rozwój sytuacji wierząc,że Draco wygra walkę.Młody Malfoy wstał i ze złością na twarzy podszedł bliżej po czym celując różdzką w puchona krzyknął.
-Crucio!-George padł na ziemie i zaczął zwijać się z bulu.Draco stał z uśmiechem na twarzy patrząc na cierpienie przeciwnika.Wszyscy puchoni ze strachem patrzyli na Ślizgona,który użył jednego z zaklęć niewybaczalnych.Ślizgoni zaczęli wiwatować i gratulować sprytu oraz pomysłowości Malfoyowi.Przepchałam się przez tłum i stanęłam niedaleko Malfoya przypatrując sie jego poczynaniom.Po chwili zauważyłam,że jeden z puchonów wyjmuje różdżkę i kieruje ją w stronę Dracona.Nie mogłam dopuścić aby ktoś go skrzywdził.Szybko zrobiłam to samo i wycelowując w jego krzyknęłam.
-Drędwota!-Moc,która się wydobyła zaskoczyła nie tylko mnie.Moje oczy stały się całe czarne.Niebieska iskra wydobyła się mojej różdżki i ugodziła chłopaka w pierś,który pod wpływem zaklęcia przeleciał przez cały korytarz i zatrzymał się dopiero przy jego końcu uderzając o ścianę.Z okien wyleciały szyby raniąc wszystkich stojących pod ścianą.Wszyscy stracili równowagę i zachwiali się lekko przez co Draco przerwał zaklęcie.Opuściłam rękę,lecz wciąż patrzyłam na puchona w którego rzuciłam czar.Leżał nieprzytomny pod ścianą.Obok niego pojawiła się czerwona plama,która wydobywała się z głowy.Puchoni ze strachem podbiegli do kolegi i próbowali go obudzić,lecz na marne.Chłopak stracił przytomność i potrzebna była jak najszybsza interwencja pielęgniarki.Ślizgoni patrzyli na mnie ze zdziwieniem.Po chwili ktoś stanął obok mnie.Poczułam na swoim ramieniu czyiś dotyk.Spojrzałam w prawo i dostrzegłam Zabiniego,który przypatrywał mi się.Po chwili moje oczy wróciły do dawnego odcienia.Rozejrzałam się dookoła po czym spojrzałam na Malfoya,który podszedł do mnie i zapytał.
-Wszystko dobrze?-Stałam rozkojarzona przez chwilę.
-Tak.Dobrze.-Odpowiedziałam.Po chwili pojawiła się Bathsheda Babbling nauczycielka starożytnych run.Rozejrzała się po korytarzu po czym podbiegła do leżącego na końcu korytarza puchona,który nie dawał żadnych oznak życia.
-Co mu się stało?-Zapytała.
-To ona pani profesor.-Powiedział jeden z uczniów Hufflepuffu pokazując na mnie palcem.
-Zaatakowała go!-Profesorka spojrzała na mnie po czym nic nie mówiąc złapała go za ramię i teleportowała się do skrzydła szpitalnego.Wszyscy spojrzeli na mnie.Czułam na sobie spojrzenia wszystkich osób.Jakby nigdy nic podeszłam pod ścianę po czym wzięłam torbę i zarzuciłam ją sobie na ramię.Po chwili ponownie pojawiła się nauczycielka,która kazała mi iść z nią do dyrektora.Posłałam Draconowi lekki uśmiech po czym ruszyłam za profesorką.Szliśmy długimi korytarzami aż w końcu doszliśmy do posągu feniksa.Nauczycielka czym prędzej wyczarowała schody po czym pospiesznie ruszyła przodem.Ruszyłam w jej ślady.Gdy znaleźliśmy się przed drzwiami kobieta mocno zapukała po czym szarpnęła za klamkę i weszła do środka.W gabinecie panował mrok.Lampy rozświetlające pomieszczenie nie dawały sobie rady z mrokiem który tu panował.Dyrektor siedział za swoim biurkiem patrząc na nas.Nauczycielka kazała mi usiąść po czym zaczęła opowiadać o tym co się stało.Dyrektor nie spuszczał ze mnie wzroku.Siedziałam cicho słuchając słów nauczycielki,która oskarżyła mnie o napaść na dwóch uczniów.Gdy skończyła opowiadać powiedziała.
-Trzeba ją surowo ukarać.Zaklęcia,których użyła są niedopuszczalne w szkole!-Spojrzałam na nią lekko mrużąc oczy.Po chwili odezwał się dyrektor.
-Tak z pewnością ją ukaram.Możesz już odejść Bathshed.Powiadom profesora Sneypa aby przyszedł do mnie jak najszybciej.-Nauczycielka posłała mi ostatnie spojrzenie po czym wyszła z gabinetu.Patrzyłam na profesora,który mrużąc lekko oczy przyglądał mi się.Po chwili powiedział.
-Nigdy nie spodziewałem się,że dopuścisz się czegoś takiego.Cały zakon był przekonany,że nie możesz zmienić się na gorsze,lecz mylili się.Nie jesteś już tą samą osobą co kiedyś.Czarna moc pochłonęła Cię.Wiem jakiego zaklęcia użyłaś.Jednak nie mogę uwierzyć w to,że tak potężną magię w sobie skrywasz.Nie umiesz jej opanować i jest to dla ciebie niebezpieczne.-Przekręciłam oczami mówiąc.
-Chcesz mi teraz prawić długie morały?Sory ale nie mam całego dnia.A poza tym nie mieszaj się w moje sprawy.-Spojrzał na mnie spod okularów mówiąc
-Twoje sprawy?Myśle,że atak ucznia w szkole jest także sprawą dyrektora.-Uśmiechnęłam się ironicznie po czym powiedziałam.
-Dobrze wiesz o co mi chodzi.-Spojrzał na mnie uważnie po czym rzekł.
-Dlaczego zaatakowałaś Kinleya?-Patrzyłam mu prosto w oczy zastanawiając sie co powiedzieć.Nie chciałam wydać Malfoya.Dlatego też postanowiłam go bronić.
-Nie musze zwierzać się innym dlaczego zrobiłam tak a nie inaczej.A z pewnoscią już nie tobie.-Spuścił wzrok po czym zapanowała cisza.Po chwili poczułam lekki bul głowy.Wiedziałam co to oznacza.Dyrektor próbował wkraść się do moich myśli.Skupiłam się i wypędziłam go z mojej głowy.Po chwili powiedziałam.
-Myślisz,że nie potrafię bronić własnych myśli?Jestem najpotężniejszą czarodziejką na świecie i nie pozwolę aby osoba taka jak ty pozwalała sobie na kradzież moich prywatnych wspomień i przeżyć.-Dyrektor otworzył oczy po czym zrobił przestraszoną minę.Siedziałam z rękoma skrzyżowanymi na klatce piersiowej i uważnie przyglądałam się dyrektorowi.Po chwili powiedział.
-To nie możliwe.Jeszcze nikt nie zablokował przede mną swojego umysłu.-Siedział przestraszony z biurkiem przyglądając mi się uważnie.Uśmiechnęłam się ironicznie i powiedziałam.
-Jak widzisz czasy się zmieniają,ludzie zresztą też.-Patrzyłam na niego.Panowała pomiędzy nami cisza.Po chwili dało się słyszeć ciche pukanie do drzwi.Do gabinetu wszedł Snape i stanął obok mnie pytając.
-Chciał mnie pan widzieć?-Dyrektor podniósł na niego wzrok i cicho powiedział.
-Tak chciałem.-Ponownie spojrzał na mnie i rzekł.
-Możesz już iść.Razem z twoim wychowawcą zastanowimy się nad karą odpowiednią dla ciebie.-Wstałam i ruszyłam w stronę drzwi.Severus odprowadził mnie wzrokiem.Wyszłam z gabinetu i skierowałam się w stronę pokoju wspólnego ślizgonów.Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.Pomyślałam
—————————————————————————————————————
-Ona jest silna.Bardzo silna.Nigdy jeszcze nie zdarzyło się,żeby ktoś zablokował przede mną swój umysł.Nie możemy zwlekać Severusie.Trzeba poinformować ministerstwo o jej mocach.Musimy działać.Wszyscy jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie.
-A co ministerstwo może zdziałać w tej sprawie?-Zapytał ze spokojem nauczyciel.
-Przyślą do szkoły jednego z ministrów,który będzie miał ją na oku.Trzeba będzie dać mu posadę nauczyciela obrony przed czarną magią.Mam nadzieje,że nie masz mi tego za złe?
-A kiedy go przyślą?-Dyrektor spojrzał na Sneypa po czym odpowiedział.
-Najpóźniej w przyszłym tygodniu.Nie możemy długo czekać.-Dyrektor wstał i podszedł do okna, z którego rozchodził się widok na błonia.Chwilę stał w ciszy,lecz po jakimś czasie rzekł.
-Nadeszły ciężkie czasy Severusie.Mam nadzieje,że uda nam się wyjśc z nich cało.-Profesor Snape ruszył się lekko na krześle po czym zapytał.
-A co z karą dla Hermiony?-Dyrektor spuścił wzrok po czym powiedział.
-Masz dopilnować aby nie podporządkowała sobie nowej mocy.Jeżeli ministerstwo uzna ją za wroga i zobaczy w jakim jest roztrzasku z pewnością zacznie działać.Przez ten czas będziesz dawał jej dodatkowe lekcje.Masz zrobić wszystko aby nie potrafiła kontrolować swoich zdolności.-Spojrzał na profesora po czym dopowiedział.
-Gdyby jej się to udało,byli byśmy w wielkim niebezpieczeństwie.-Severus spojrzał z niedowierzeniem na dyrektora po czym powiedział.
-Mam ją zniszczyć?Szkoła powinna uczyć a nie rujnować!-Krzyknąć profesor wstając z krzesła.
-Wiem Severusie,ale nie mamy innego wyboru.Przyszły czasy,że trzeba wybierać.Albo my,albo ona.
—————————————————————————————————————
Lekcje dobiegły końca.Wszyscy wrócili do swoich domów.Siedziałam na kanapie czytając kolorowe czasopismo.Po chwili dołączył się do mnie Malfoy i Jessica,który z zainteresowaniem pytali czego chciał ode mnie dyrektor.Po chwili dosiadł się do nas także Zabini,który z niecierpliwością czekał na moje zeznania.Opowiedziałam im o wszystkim co wydarzyło się zaledwie kilka minut temu.Draco z niedowierzaniem patrzył na mnie gdy dowiedział się,że dyrektor próbował wkraść się do mojej głowy.
-Zablokowałaś go?-Spytała Jessica.
-Nie wiem jak,ale to zrobiłam.-Wszyscy spojrzeli na mnie z zaskoczeniem.Draco,który do tej pory siedział cicho zapytał.
-A stary pytał Cię,kto wywołał te całe zamieszanie.-Spojrzałam na niego.Kiwnęłam głową potakując.Draco spoglądając na mnie zapytał.
-Powiedziałaś mu,że to ja?-Spuściłam wzrok po czym ponownie go uniosłam i powiedziałam.
-Nie powiedziałam.Nie chciałam,żebyś miał dodatkowe problemy.-Malfoy spojrzał na mnie ze złością w oczach po czym powiedział.
-Teraz ty będziesz mieć problemy przeze mnie.-Patrzył na mnie ze złością w oczach.Nie wiedziałam o co mu chodzi.Obroniłam go przed dodatkową karą,lecz jemu to się nie spodobało.
-O co Ci chodzi?Chciałeś załapać się na dodatkowe szorowanie podłóg?-Zapytałam z kpiną w głosie.Draco spojrzał na mnie po czym odpowiedział.
-Twój ojciec powiedział wyraźnie, nie masz się rzucać w oczy.A plotka o bójce jakoś nie ochroni cię przed tym.-Pokręciłam głową z niedowierzaniem po czym odpowiedziałam.
-Draco nic się nie stanie.Zaufaj mi.-Patrzył na mnie przez chwilę po czym powiedział.
-Dobrze.Ale pamiętaj,że mam Cię pinować i jeżeli coś Ci się stanie to ja za to oberwe.-Uśmiechnęłam się lekko do niego po czym powiedziałam.
-Ufasz mi?-Spojrzał na mnie uważnie po czym powiedział.
-Ufam.-Po chwili odpowiedziałam.
-Więc uwierz w to,że ja również nie chcę aby tobie stało się coś złego.Jeżeli ściągając na siebie coś złego,ściągne je także na ciebie to nie zrobie tego.Musisz mi zaufać.Nie możesz całymi dniami mnie pilnować.-Patrzył na mnie przez chwilę.Po chwili odpowiedział.
-Ufam Ci i mam nadzieje,że dotrzymasz słowa.-Uśmiechnęłam się do niego lekko po czym wróciłam do rozmowy z Jessicą,która przysłuchiwała się naszej rozmowie.
Długo rozmawialiśmy jeszcze o popołudniowych zdarzeniach,które poruszyły całą szkołą.Gdy wybiła godzina kolacji postanowiliśmy udać się do wielkiej sali.Po zdjedzeniu ponownie udaliśmy się do pokoju wspólnego.Sadając na dwóch sofach znajdujących się przed kominkiem zaczęliśmy rozmawiać.Nasz śmiech rozchodził sie po całym pomieszczeniu.Długo siedzieliśmy nie zwracjąc uwagi na otaczjący nas świat.Gdy dochodziła godzina 20 postanowiliśmy z Draconem udać się do gabinetu dyrektora gdzie miało odbyć się zebranie prefektów.Ruszyliśmy pustymi korytarzami.Szliśmy rozmawiając wesoło o imprezie,która zaraz miała zacząć się w pokoju wspólnym ślizgonów.Jak najszybciej zamierzaliśmy wysłuchać nudnego monologu dyrekota i wrócić do swojego domu.Do gabinetu dyrektora dotarliśmy cztery minuty po czasie.Zapukałam pewnie po czym usłyszałam ciche prosze.Draco otworzył przede mną drzwi i puścił mnie przodem.Wchodząc do środka zauwarzyłam,że tylko dwa miejsca zostały wolne.Razem z Malfoyem zajęlismy miejsca obok siebie po czym zaczęliśmy słuchać słów dyrektora.
-Kiedy jesteśmy już wszyscy chciałbym poinformować was o zasadach,które obowiązują wszystkich prefektów.Jednym i najważniejszym z nich jest punktualność-Mówiąc to spojrzał na mnie i Dracona znad okularów.
-Głównym zajęciem prefekta jest dopilnowanie porządku w szkole.Możecie przydzielać i odejmować punkty uczniom,którzy łamią zasady.Codziennie w godzinach od 20 do 23 będziecie patrolować korytarze.Podzieliłem was na dwie grupy.Codziennie jedna z grup będzie patrolowała szkołę i pilnowała porządku na korytarzach.Pierwsza grupa to Gryfindor ze Slyterinem a druga Ravenclawe i Hufflepuff.Jutro dyżur ma grupa pierwsza.Pojutrze grupa druga.-Spojrzałam na Dracona,który z zadowoleniem patrzył na Gryfonów,którzy z oburzeniem zerkali na dyrektora.Wspólne dyżury z Gryfindorem?Może być niezła zabawa.Pomyślałam.
-Prefekci mają swoją osobistą łazienkę na trzecim piętrze z której mogą korzystać o dowolnej porze.Przygotujcie sie także,że w tym roku będziecie reprezentować szkołę na wszystkich uroczystościach,które się odbędą.A teraz przejdzmy do zasad jakie was obowiązują-Wszyscy rozejrzeli się po sobie.Siedziałam z Malfoyem nie zachwycając się słowami,które wypowiada dyrektor.Po chwili Draco zbliżył się do mnie i cicho powiedział.
-Stary drops przesadza z tymi zastrzeżeniami.Chyba nie myśli,że będziemy ich przestrzegać?-Uśmiechnęłam się do niego po czym odpowiedziałam.
-Jestem ciekawa ile osób go słucha.-Rozejrzałam się po sali.Wszyscy z ciekawością przysłuchiwali się nowym prawom oraz obowiązkom,które ich obowiazują.Spojrzałam na Harego,który szeptał co chwilę coś do Rona.Uśmiechnęłam się mimo woli po czym szeptnęłam do Dracona.
-Nie uważasz,że szykuje się niezła zabawa na dyżurach?Slyterin i Gryfindor.To będą niezapomniane chwile.-Draco uśmiechnął się do mnie i powiedział
-Istotnie.-Posłał mi oczko po czym spojrzał na dyrektora,który kończąc monolog zapytał.
-Czy są jakieś pytania?-Ron podniósł rękę a po chwili powiedział.
-Jakie korytarze mamy dokładnie patrolować?-Stary profesor spojrzał na niego uwarznie po czym powiedział.
-Widzę,że nie słuchał pan uważnie panie Welsey.Prefekci muszą patrolować cały zamek,błonia oraz boisko od Quidicha.Macie na to trzy godziny.Mam nadzieje,że wystarczy wam aby przepędzić nieproszone osoby.
-Mam nadzieje Wesley,że nie boisz się ciemności.-Rzucił Malfoy w stronę Rona,który spoglądając na niego odpowiedział.
-Lepiej martw się o siebie fretko.-Draco uśmiechnął się drwiąco po czym powiedział.
-Szkoda Wesley,że jesteś taki mocny tylko w gębie.-Ron wstał i już miał zamiar podejść do Malfoya,lecz w porę zareagował dyrektor upominając obydwóch.Po chwili dyrektor pozwolił wszystkim rozejść się.Wstałam z miejsca i skierowałam się w stronę drzwi,już miałam zamiar wychodzić,lecz dyrektor kazał mi i Malfoyowi zostać.Usiadłam na krześle,które przed chwilą zajmowałam.Spojrzałam na Albusa,który po chwili powiedział.
-Profesor McGonagall poinformowała mnie o sytuacji,która wydarzyła się w pociągu i prosiła mnie aby was ukarać.Razem z waszym wychowawcą doszlismy do wniosku,że najlepszą karą dla was będą codzienne czyszczenia klas.W każdym dniu, gdy nie będziecie mieć dyżurów proszę abyście stawiali się u woźnego Filcha,który wyznaczy wam zadania do wykonania.-Dyrektor patrzył to na mnie i na Dracona co chwile przerzucając wzrok.Siedziałam dumnie wyprostowana słuchając dyrektora,który z zaciętością informował nas o pracach jakie będziemy wykonywać bez użycia różdżek.
-Dodatkowo panna Riddle za ostatnią bójkę dostanie dodatkową karę.Będziesz trzy razy w tygodniu stawiać się u profesora Snaypa na dodatkowych lekcjach.Zaczniesz od przyszłego tygodnia.-Spojrzałam na Malfoya,który z uśmiechem na twarzy spojrzał na mnie.Po chwili zapytałam
-Czego dokładnie mają dotyczyć dodatkowe lekcje?-Dyrektor spojrzał na mnie po czym powiedział.
-To już ustalisz sobie z profesorem Snaypem.-Powiedział z lekkim niepokojem.Przez chwile mierzyliśmy się wzrokiem.Po chwili odezwał się Draco.
-A przez ile czasu mamy sprzątać klasy?-Dyrektor spojrzał na Malfoya po czym powiedział
-Przez miesiąc.-Spojrzałam na chłopaka który z niedowierzaniem zapytał.
-Miesiąc?-Dyrektor spojrzał na niego znad okularów po czym powiedział.
-Chyba nie ma pan,panie Malfoy problemów ze słuchem?-Zapytał z rozbawieniem nauczyciel.Draco zrobił obrażoną minę po czym ponownie odezwał się dyrektor.
-Możecie już iść.Życzę miłej nocy.-Wstaliśmy i ruszyliśmy w stronę drzwi.Wyszliśmy z gabinetu po czym skierowaliśmy się w stronę lochów. Przez chwilę szliśmy w ciszy kalkulując informacje z gabinetu dyrektora.Po chwili zaczęliśmy gawędzić o wspólnych patrolach z Gryfindorem oraz o karze,która nam przypadła.Po pięciu minutach znaleźliśmy się w lochach.Do naszych uszu zaczęły dochodzić dźwięki muzyki oraz niezłej zabawy.Przeszliśmy przez ścianę wcześniej podając hasło.Ton muzyki wzmocnił się i rozbrzmiewał głośniej.Weszliśmy do pokoju wspólnego Ślizgonów gdzie właśnie odbywała się niezła impreza.Staliśmy w wejściu przyglądając się tańczącym parą.Po chwili weszliśmy do środka.Draco złapał mnie za rękę po czym ruszył w kierunku baru.Szłam za nim nie sprzeciwiając się.Po moim ręku rozniósł się delikatny dreszczyk wywołany jego dłonią.Doszliśmy do barku po czym usiedliśmy przy nim.Draco zamówił nam po kieliszku ognistej,którą po chwili dostaliśmy.Stuknęliśmy się kieliszkami a Draco powiedział.
-Obyśmy tylko przetrwali ten rok.-Spojrzałam na niego ze zdziwieniem i zapytałam.
-A dlaczego mieli byśmy nie przetrwać?-Zapytałam.
-No wiesz,jeżeli już na początku roku załapaliśmy się na szlaban to boje się pomyśleć co będzie dalej.-Obydwoje wybuchliśmy śmiechem po czym wypiliśmy zawartość kieliszka.Odstawiłam go na blat spoglądając na Dracona,który wstał i wyciągając do mnie rękę rzekł
-Zatańczysz?-Posłałam mu lekki uśmiech po czym delikatnie złapałam jego dłoń.Razem ruszyliśmy na parkiet.Wirowaliśmy w rytm muzyki nieźle się przy tym bawiąc.Przetańczyliśmy razem wiele piosenek.Żadne z nas nie wiedziało dokładnie ile.Gdy puścili wolną melodie przytuliłam się do Malfoya i razem kręciliśmy się wokół siebie.Czas mijał nam szybko.Wielu Ślizgonów pod wpływem alkoholu pojedynkowała się rzucając zaklęciami.
Ten wieczór był dla mnie wyjątkowy.Spędziłam go z Malfoyem przez co nasze relacje się poprawiły.Żadne z nas nie wiedziało,że od tej imprezy wiele się zmieni.Coś między nami się przełamało.Czy była to miłość?Tego nie wiedziałam.Miałam jednak nadzieje,że kiedyś będzie dane mi się o tym przekonać.

 

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

11. „Powinniśmy cieszyć się chwilą póki trwa,a nie martwić się, że kiedyś przeminie..”

23 lip

Pociąg pędził najszybciej jak mógł.Złote iskry wydobywały się spod szyn rozjaśniając noc.W pociągu panował niesamowity szmer.Wiele osób biegało po korytarzu krzycząc przy tym głośno.W wielu przedziałach dało się słyszeć muzykę,która podkreślała humory uczniów.Siódmoklasiści,którzy jechali do Hogwartu po raz ostatni, chcieli jak najlepiej zapamiętać ten dzień i wspominać go przez długie lata z uśmiechem na twarzy.Jechaliśmy już wiele godzin.Za oknem zrobiło się ciemno a słońca nie było widać już od dłuższego czasu.Wagon Ślizgonów był najgłośniejszym miejscem w całym pociągu.Grała tam głośna muzyka,słychać było śmiechy oraz odgłosy niezłej zabawy.Przedział Maloya był wiecznie przez kogoś odwiedzany.Co chwile ktoś wchodził bądz też wychodził z szerokim uśmiechem na twarzy.
Byliśmy podzieleni na dwie grupy.Ja byłam z Jessicą i Karmen, dziewczyną ze Slyterinu którą niedawno poznałam.Naprzeciwko nas stanął Draco,Zabinni i Matt.Już od dłuższego czasu rywalizowaliśmy pomiędzy sobą chcąc jak najszybciej wyłonić zwycięską grupę.Konkurencja polegała na tym aby wykonać zadanie które narzuciła nam druga grupa.Przez dwie godziny robiliśmy strasznie dziwne rzeczy.Stawaliśmy na głowie,okradaliśmy Gryfonów,walczyliśmy ze sobą,obrzucaliśmy się niemiłymi tekstami,piliśmy napój z liści,pojedynkowaliśmy się,jedliśmy jak najwięcej czekoladowych żab,ścigaliśmy się,chowaliśmy sobie rzeczy oraz uciekaliśmy przed sobą.Rywalizacja była bardzo zacięta.Rzadna z grup nie chciała odpuścić.Nagrodą była skrzynka ognistej whisky,którą musiała kupić przegrana drużyna.Po dwugodzinnej zabawie nadszedł czas na finał.Musiałyśmy wymyśleć zadanie,które zrobi drużyna Malfoya.Po długich ustaleniach Jessica wpadła na wspaniały pomysł.
-Ok gotowe.-Powiedziałam patrząc na zniecierpliwionych chłopaków którzy siedzieli naprzeciwko nas.
-Nareszcie.-Skomentował Matt.
-Który z was chce podjąć się zadania?-Spojrzałam na nich mrużąc lekko oczy.Chłopacy rozejrzeli się po sobie po czym wstał Zabbini mówiąc.
-Ja-Uśmiechnęłam się ironicznie po czym powiedziałam.
-Dobrze.Zatem twoim zadaniem jest iść do przedziału Gryfonów i umówić się z Luną Lovegood na randkę.-Zabini wytrzeszczył oczy z niedowierzaniem i spojrzał na kolegów.Ci tylko parsknęli głośnym śmiechem szczerze współczując koledze.Po chwili odezwał się Matt.
-Czy to jest fair?-Spojrzał na mnie a ja odpowiedziałam.
-Oczywiście.Jedyna zasada jest taka,że nie ma żadnych zasad.-Uśmiechnęłam się do niego po czym zwróciłam się do Zabiniego.
-To jak poddajesz się czy przyjmiesz wyzwanie?-Spojrzał na mnie po czym powiedział.
-Przyjmuje zadanie.-Wszyscy ruszyliśmy do wagonu Gryfonów aby znaleźć blondynkę.Gdy znaleźliśmy się przed jej przedziałem Malfoy otworzył drzwi a Zabini wszedł do środka.Dziewczyna siedziała sama.Była lekko zdziwiona naszą wizytą lecz nic nie mówiła.Miała czerwone policzki co świadczyło o tym,że ma gorączkę i jest chora.Zabinni podszedł do niej i siadając obok powiedział.
-Cześć jestem Zabini.Zapewne mnie nie znasz…-Dziewczyna patrzyła na niego lekko przestraszonym wzrokiem.Po chwili Matt krzyknął.
-No dawaj.-Bilans spojrzał na niego chłodnym wzrokiem po czym odwróciwszy się w stronę bondynki zapytał.
-Chciałbym wiedzieć,czy zechciałabyś udać się ze mną na….-Nie dane mu było skończyć ponieważ Luna puściła na niego pawia.Zabini odskoczył od niej szybko i spojrzał na swój strój.Całe spodnie i koszule oblegała zielona maź,która wydobyła się z żołądka dziewczyny.Wszyscy wybuchli głośnym śmiechem.Malfoy tarzał się po podłodze nie mogąc się powstrzymać.Zabinni stał wciąż patrząc na swoje ubranie.Po chwili mijając nas w wejściu udał się w stronę swojego przedziału.Wszyscy jak najszybciej wróciliśmy za nim.Udaliśmy się do swojego wagonu.Uśmiech nie schodził z naszych twarz.Usiadłam obok Malfoya i roześmiałam się jak nigdy.Do oczu napływały mi łzy i z zaciętością wyrywały się z nich.Po chwili popłakałam się. Zaczął boleć mnie brzuch,lecz nie przestawałam się śmiać.Wszyscy żartowali z sytuacji która niedawno miała miejsce.Draco rzucał co chwile jakimiś żartami przez co trudniej było mi się opanować.Po długich 20 minutach dołączył do nas Zabini.Przebrał się w swoją szatę szkolną i usiadł obok mnie.Wszyscy widząc go naładowali się kolejną porcją żartów i śmiechu.Gdy emocje opadły,choć nie trwało to chwilę pociąg zaczął zwalniać.Postanowiliśmy przebrać się w swoje szaty podobnie jak Bilans.Malfoy wyjrzał przez okno i w oddali zauważył zakazany las.Zamknął okno po czym zaczął ściągać swoją walizkę.Postanowiłam zrobić to samo.Gdy lekko uniosłam ją w powietrze otworzyłam drzwi od przedziału i wyszłam na korytarz.Powoli zaczął robić się na nim tłok.Jak najszybciej chciałam opuścić pociąg.Obok mnie stanął Matt a z drugiej strony Jessica.Moja walizka wisiała w powietrzu tuż nad moją głową.Po chwili zatrzymaliśmy się.Drzwi pociągu rozsunęły się i natarła na mnie ciemność.Złapałam się za uchwyt po czym pospiesznie postawiłam nogę poza pociągiem.Zrobiłam parę kroków i kładąc walizkę przed sobą rozejrzałam się dookoła.Zakazany las,który rozciągał się ze wszystkich stron,jezioro z łódkami przez które zaraz przepłyną pierwszoroczni oraz powozy,które po raz ostatni zawiozą mnie do szkoły.Stałam przez chwilę wpatrując się w ciemność która mnie otaczała.To już ostatni rok,lecz tym razem wszystko się zmieni.Pomyślałam.Obróciłam się w stronę swych przyjaciół.Draco podszedł do mnie czekając na innych którzy dopiero wychodzili z pociągu.Po chwili dało się słyszeć wysoki ton męskiego głosu.
-Pierwszoroczni proszę do mnie!Do mnie pierwszoroczni!-Nie musiałam długo zastanawiać się kto nawołuje nowych uczniów.Był to Hagrid mój przyjaciel na którego zawsze mogłam liczyć.Lecz czy będzie tak i teraz?Nie wiedziałam.Z pewnością odwróci się ode mnie jak większość czarodziejów,lecz nie przeszkadzało mi to.Głęboko wierzyć,mądrze wątpić i zawsze dążyć do celu.Słowa mojego ojca,którymi kierowałam się w życiu.Bardzo dużo one dla mnie znaczyły.
Po chwili obok mnie pojawiła się Jessica,Matt i Bilans posłałam im ciepły uśmiech po czym wszyscy ruszyliśmy w stronę powozów.Draco wybrał jak co roku jeden z największych do którego mogło wejść 10 osób.Zapakowaliśmy swoje bagaże i już mieliśmy wsiadać gdy dobiegł nas czyiś krzyk.Wszyscy stanęliśmy przed pojazdem i z zainteresowaniem patrzyliśmy na biegnącego ku nam Wesleya i Pottera który odradzał mu zadzierania z nami.Po chwili Ron znalazł się na tyle blisko nas,że dokładnie słyszeliśmy o co mu chodziło.
-Ty żmijo!Chciałeś zabawić się korzyścią młodszych osób?Nie myśl,że ujdzie Ci to na sucho!-Wesley stanął przed Malfoyem i zaczął krzyczeć mu prosto w twarz.Draco stał dumnie wyprostowany i ze spokojem w głosie powiedział.
-Po pierwsze nie wiem o co Ci chodzi Wesley a po drugie , nie wydzieraj się na mnie!-Ron patrzył na niego z wściekłością mierząc go wzrokiem.Po chwili powiedział.
-Chodzi o te twoje głupie łajnobomby,które wrzucałeś do przedziałów !-Draco uśmiechnął się do niego i powiedział.
-Nadal nie wiem co to ma wspólnego z tobą?Jeżeli żałujesz,że nie wrzuciliśmy jednej do twojego przedziału to bardzo mi przykro ale będziesz musiał poczekać do następnego razu.-Wszyscy roześmialiśmy się a rudzielec zrobił się czerwony na twarzy.Już chciał sięgać po różdżkę,lecz Harry powstrzymał go i pociągnął za sobą.Gdy odchodzili Malfoy zapytał się nas czy wiemy o co mu chodziło.Bardzo mnie to interesowało.Gdy Wesley odchodził nie mogłam się powstrzymać.Użyłam okumulencji i zerknęłam do jego umysłu.Myśli Rona były bardzo łatwe do przechwycenia.Nie musiałam długo szukać aż w końcu znalazłam to co chciałam wiedzieć.Otworzyłam oczy i z uśmiechem na twarzy spojrzałam na Malfoya który przyglądał mi się z zainteresowaniem.
-Zrobiłaś to prawda?-Spytał mnie cicho.Kiwnęłam głową po czym odpowiedziałam
-Tak się składa,że w przedziale do którego wrzuciłeś jedną z bomb siedział kuzyn Wesleya.-Draco spojrzał na mnie z niedowierzaniem po czym zapytał jakby niedosłyszał.
-Kuzyn Wesleya?
-Tak, pierwszoroczny który od tego roku zaczyna naukę.-Uśmiechnęłam się ironicznie do Malfoya a ten powiedział.
-No to szykuje się niezła zabawa.-Posłał mi uśmiech a ja odpowiedziałam.
-Na to wygląda.-Patrzyliśmy na siebie przez chwilę.
-Długo macie zamiar jeszcze tu stać?Jestem już głodny!-Zaczął narzekać Zabini.Razem z Malfoyem ruszyliśmy w stronę powozu i wsiedliśmy do niego.Podróż zajęła nam 20 minut.Przez całą drogę rozmawialiśmy o Ronie i jego kuzynie.Draco wymyślił już niezłe żarty,które miał zamiar wypróbować na nowych uczniach.Wszyscy z entuzjazmem słuchali go oraz popierali jego pomysły.Gdy powóz zatrzymał się wysiadłam jako ostatnia.Zabrałam swój bagaż po czym skierowałam kroki w stronę wielkich dębowych drzwi.Za nami pojawiały się kolejne powozy z których wysiadały różne osoby.Pierwszoroczni właśnie byli na środku jeziora i w powolnym tempie zmierzali w naszą stronę.Mieliśmy więc jeszcze trochę czasu aby zająć swoje miejsca i poczekać na ceremonię przydziału.Razem z przyjaciółmi weszłam do zamku.Znaleźliśmy się na wielkim korytarzu.Na wprost znajdowały się drzwi do jadalni.Boczne schody prowadziły na wyższe piętra.Ciemność pomieszczenia rozjaśniały pochodnie umieszczone na bocznych ścianach.Znajdowały się tam również liczne portrety,które z entuzjazmem witały przybyłych uczniów.Stanęłam pod jedną ze ścian w celu zostawienia tam swojej walizki.Obok mnie znajdował się obraz na którym znajdował się starszy mężczyzna,który miło przywitał się ze mną.Gdy usłyszałam głos odwróciłam się w jego stronę.Gdy ten mnie zobaczył przestraszył się i uciekł z portretu zostawiając na nim jedynie krzesło,stolik i mały,srebrny kubek.Draco widząc zachowanie mężczyzny zaśmiał się i poklepał mnie po ramieniu dodając mi otuchy.Odłożyliśmy swoje walizki pod portretem starca.Teraz zostało nam jedynie poczekać aż wszyscy uczniowie dotrą do szkoły.Po chwili podszedł do nas Snape.Przywitał się po czym powiedział.
-Złożyłem podanie z prośbą o przeniesienie Cię do innego domu.Mam nadzieje,że tego właśnie oczekujesz?-Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
-Oczywiście wujku.Dziękuje.-Powiedziałam a ten z uśmiechem odpowiedział.
-Widzę,że nikt Ci nie powiedział.-Patrzył na mnie a ja zapytałam.
-O czym?-Spojrzałam na niego.
-Nikt w szkole nie może dowiedzieć się,że jesteśmy rodziną.-Posłał mi lekki uśmiech po czym odszedł.Spojrzałam na Malofya a ten tylko wzruszył ramionami w geście niewiedzy.
Czekaliśmy niecałe 10 minut,po czym dostaliśmy pozwolenie na wejście do wielkiej sali.Ruszyłam za tłumem w kierunku wielkich drzwi.Za mną szedł Zabinni a przede mną Draco i Jessica którzy zawzięcie o czymś rozmawiali.W drzwiach dało się słyszeć piosenkę tiary przydziału,która jak co roku obwieszczała nas swym darem muzycznym.

Tysiąc lub więcej lat temu,
Tuż po tym, jak uszył mnie krawiec,
Żyło raz czworo czarodziejów,
Niezrównanych w magii i sławie.
Śmiały Gryffindor z wrzosowisk
Piękna Ravenclaw z górskich hal,
Przebiegły Sltyherin z trzęsawisk,
Słodka Hufflepuff z dolin dna.
Jedno wielkie dzielili marzenie,
Jedną nadzieję śmiały plan:
Wychować nowe pokolenie,
Czarodziejów potężny klan.
Takie są początki Hogwartu,
Tak powstał każdy dom,
Bo każdy z magów upartych
Zapragnął mieć własny tron.
Każdy inną wartość ceni,
Każdy inną z cnót obrał za swą,
Każdy inną zdolność chętnie krzewi,
I chce jej zbudować trwały dom.
Gryffindor prawość wysławia,
Odwagę ceni i uczciwość,
Ravenclaw do sprytu namawia,
Za pierwszą z cnót uznaje bystrość.
Hufflepuff ma w pogardzie leni
I nagradza tylko pracowitych.
A przebiegły jak wąż Slytherin
Wspiera żądnych władzy i ambitnych.
Póki żyją, mogą łatwo wybierać
Faworytów, nadzieje, talenty,
Lecz co poczną, gdy przyjdzie umierać,
Jak przełamać śmierci krąg zaklęty?
Jak każdą z cnót nadal krzewić?
Jak dla każdej zachować tron?
Jak nowych uczniów podzielić,
By każdy odnalazł własny dom?
To Gryffindor wpada na sposób:
Zdejmuje swą tiarę – czyli mnie,
A każda z tych czterech osób
Cząstkę marzeń swych we mnie tchnie.
Więc teraz ja was wybieram,
Ja serca i mózgi przesiewam,
Każdemu dom przydzielam
I talentów rozwój zapewniam.
Więc śmiało, młodzieży, bez, trwogi,
Na uszy mnie wciągaj i czekaj,
Ja domu wyznaczę wam progi,
A nigdy z wyborem nie zwlekam.
Nie mylę się też i nie waham.
Bo nikt nigdy mnie nie oszukał,
Gdzie kto ma przydział, powiem,
Niech każde z was mnie wysłucha

Po wejściu do wielkiej sali przez chwilę się wahałam.Jeszce nalerze do domu Godryka więc może powinnam usiąść przy jego stole?Stałam w przejściu myśląc o tym co powinnam teraz zrobić.Po chwili zwątpienie mnie opuściło.Wyprostowałam się dumnie i z myślą: arystokrata nie powinien siedzieć przy stole swych wrogów podeszłam do stołu Slyterinu i zajęłam honorowe miejsce obok Malfoya.Wiele par oczu patrzyło na mnie.Słyszałam szmery oraz plotki,które w błyskawicznym tempie rozchodziły się po sali.Wesley i Potter zajęli miejsca przy swoim stole i co chwile zerkali na mnie.Bawiło mnie to.Cała szkoła mówiła na mój temat.Czułam się jak sławna gwiazda,którą wszyscy chcą zobaczyć,poznać lub dotknąć.
Po długim czasie oczekiwania na zajęcie miejsc przez wszystkich uczniów oraz przybycie tych nowych do sali wszedł Albus Dumbledore.Miał wysoko uniesioną twarz na której gościł uśmiech.Wszedł na swój podest przy którym zwykle przemawiał.Poprosił wszystkich o uwagę po czym zaczął przemówienie.
-Witam wszystkich.Mam nadzieje,że po długim okresie odpoczynku jesteście gotowi na kolejny rok ciężkiej pracy.Jak co roku na początku chciałbym przedstawić wam grono pedagogiczne.W zasadzie zmienił się tylko jedna nauczyciel.Przez najbliższe tygodnie Obrony przed czarną magią jak i eliksirów będzie uczyć was profesor Severus Snape,który już od dłuższego czasu ubiegał się o tą posadę.-Przy stole Ślizgonód dały słyszeć się oklaski oraz wiwaty na cześć nauczyciela.Wiele osób z innych domów miało niezadowoloną minę i co chwile przeklinało coś pod nosem.
-Teraz nadeszła pora na przydzielenie nowych uczniów do odpowiednich dla nich domów.Przywitajmy profesor McGonagall oraz pierwszoklasistów którzy zaczynają naukę w szkole.Proszę o Brawa.-Drzwi się otworzyły i do sali weszła profesorka za którą kroczyli mali czarodzieje.Przeszli ze speszonymi minami przez całą salę po czym ustawili się w szeregu przed gronem nauczycielskim.Profesorka stanęła przed nimi po czym powiedziałam
-Za chwilę zostaniecie przydzieleni do swoich domów.Jednak zanim to nastąpi chciałabym przedstawić wam bliżej cztery domy do których możecie trafić.-Powiedziawszy to wyprostowała się dumnie po czym zaczęła mówić.
-W Hogwarcie istnieją cztery domy:Godryka Gryffindora, Helgi Hufflepuff, Roweny Ravenclaw oraz Salazara Slytherina.Aby trafić do któregoś z domów musicie posiadać w sobie cechy,które są odzwierciedleniem domu.-Wszyscy ze skupieniem słuchali wypowiedzi nauczycielki,nawet starsze pokolenie,ponieważ prezentacja domów odbywała się w szkole po raz pierwszy.
-Osoby należące do Gryffindoru są nadzwyczaj odważne, mężne, dzielne, szczere i uczciwe. Jego zwierzęciem jest lew, a barwami złoto i szkarłat. Opiekunem tego domu jestem ja, nauczycielka transmutacji, Minerwa McGonagall. Duchem Gryffindoru jest Prawie Bezgłowy Nick. W Gryffindorze „kwitnie męstwa cnota, króluje odwaga i do wyczynów ochota”-Po przemówieniu nauczycielka podniosła różdżkę po czym kierując ją w powietrze wypowiedziała dwa słowa.
-Romenus dolver-W powietrzu pojawiła się tarcza Gryfindoru.Przy stole Gryfonów dało się słyszeć głośne wiwaty oraz oklaski.

-Puchoni to osoby pracowite, uczynne i sprawiedliwe. Symbolem Hufflepuffu jest borsuk, a kolorami żółty i czarny. Domem opiekuje się nauczycielka zielarstwa Pomona Sprout, duchem jest Gruby Mnich.

-Ravenclawe.W tym domu najbardziej ceni się mądrość i bystrość – tacy powinni być uczniowie do niego należący. Opiekunem jest nauczyciel zaklęć – Filius Flitwick, zaś duchem jest Szara Dama. Zwierzę to orzeł ,a kolorami jest brąz i niebieski

-W domu Slytherinu cenione są spryt i ambicja. Opiekunem domu jest nauczyciel eliksirów Severus Snape, duch to Krwawy Baron. Zwierzęciem Slytherinu jest wąż, a barwy to zieleń i srebro.

Po przedstawieniu każdego domu rozległy się brawa.Nauczyciela gestem ręki poprosiła o ciszę po czym powiedziała.
-A teraz ustawcie się jeden obok drugiego.Gdy wyczytam wasze nazwisko podejście do mnie i spocznijcie na krześle.Ja założę wam tiarę na głowę,która przydzieli was do danego domu.-Rozejrzała się po wszystkich po czym wyciągnęła listę i po rozwinięciu jej zawołała.
-Anastasia Cortes-Mała blondynka podeszła do nauczycielki i z lekkim wahaniem usiadła na krześle.Kobieta założyła jej tiarę na głowę a ta powiedziała.
-Widzę,że cenisz sobie szczerość oraz pracowitość.No tak.Wszystko już jasne. Hufflepuffu!-Po sali rozeszły się brawa wywoływane przez Puchonów.Dziewczynka z radością wstała i pobiegła w stronę stołu do którego ją przydzielono.
Ceremonia dłużyła się niemiłosiernie.Co chwile kręciłam się rozglądając po sali.Malfoy siedział z podpartą głową i klaskał bez namiętności gdy któreś z nowych uczniów trafiło do Slyterinu.Liczba uczniów czekających na przydział stopniowo się zmniejszała.Grono nauczycielskie podobnie jak ja nie wiedziało gdzie zawiesić swój wzrok.Spojrzałam na dyrektora szkoły,który natarczywie się we mnie wpatrywał.Przez chwilę nasze spojrzenie skrzyżowało się,lecz to on jako pierwszy przerwał tę więź.W sali panował cichy szmer.Co chwile tiara przydziału krzyczała nazwę domu,z którego później dało się słyszeć wiwaty i oklaski.Po 40 minutach przydzielono już wszystkich.Jessica oraz Matt trafili do Slyterinu tak jak chcieli.McGonagal miała ich na liście,lecz czemu nie było na niej mnie?Pomyślałam.Po chwili dyrektor wstał i patrząc na stół Slyterinu powiedział.
-Moi drodzy.Zapewne chcielibyście abym przeszedł już do spraw organizacyjnych,lecz nie mogę jeszcze tego zrobić.Została jeszcze jedna osoba,która czeka wciąż na swój przydział.-Wszyscy ze zdziwieniem zaczęli rozglądać się po sali zastanawiając się o kim mówi Dumbledore.Po chwili dyrektor powiedział.
-Zapraszam do nas Hermionę Riddle.-W sali zapanowała głucha cisza.Wstałam i ruszyłam pewnym krokiem w stronę tiary.Wszystkie oczy były wlepione we mnie.Podążały za mną tak jakby już nigdy miały się ode mnie nie oderwać.Szłam z dumnie uniesioną głową patrząc przed siebie.Spojrzałam na nauczycieli,którzy ze strachem spoglądali w moją stronę.Wszyscy słysząc moje nazwisko dobrze wiedzieli z jakiej rodziny się wywodzę.Musieli wiedzieć.Podeszłam do krzesła po czym bez wahania na nie usiadłam.Spojrzałam przed siebie. Tysiące par oczu wlepionych we mnie czekało na dalszy rozwój sytuacji.Nauczycielka założyła mi na głowę tiarę przydziału.Poczułam jak wiruje mi w głowie.Po chwili usłyszałam jej głos.
-Nie wiem dlaczego przydzieliłem Cię do Gryfindoru.Popełniłem straszny błąd.Twoje myśli,ciało oraz duszą są zatrute przez ciemność.Niech Godryk Gryfindor wybaczy mi taką pomyłkę.Slyterin!-Dom węża zaczął wiwatować.Zrzuciłam z siebie tiarę po czym udałam się do stołu przy którym siedzieli moi przyjaciele.Po drodze widziałam niezadowolone miny Gryfonów,którzy patrzyli na mnie z wściekłością.Usiadłam obok Dracona,który przytulił mnie do siebie i zaczął gratulować.Przybiłam piątkę pozostałym osobą po czym skupiłam się na słowach wypowiadanych przez dyrektora.
-Pora przejść do spraw organizacyjnych.Zatem chciałbym ogłosić,że opiekunowie domów wybrali dwóch przedstawicieli którzy będą go prezentować.Osoby,które wyczytam będą pełnić funkcję prefekta,któremu zostaną przydzielone nowe prawa i obowiązki.Z Gryfindoru profesor McGonagall wybrała Ronalda Wesleya oraz Harrego Pottera.-Po sali rozeszły się oklaski.Dwaj przyjaciele spojrzeli na siebie zdziwieni po czym gratulując sobie nawzajem uśmiechnęli się do siebie.
-Z Hufflepuffu pani Pomona Sprout wybrała Sare Dumbler oraz Katnis Filney-Spojrzałam na stół obok nas z którego dało się słyszeć śmiech oraz oznaki zadowolenia.
-Z Ravenclaw pan Filius Flitwick wybrał Cho Chang oraz Peeta Kolvera.-Kolejne okrzyki oraz gesty zadowolenia.Nie widziałam dokładnie wyczytanych osób ponieważ stół Ravenclaw znajdował się najdalej od nas.Pozostał jeszcze Slyterin.Ciekawe kogo wybrał Snape?
-Ze Slyterinu profesor Severus Snape wybrał Hermione Riddle oraz Dracona Malfoya.-Spojrzałam na Malfoya,który w uśmiechem na twarzy odbierał gratulacje od innych osób.Spojrzał na mnie po czym lekko klepiąc mnie po ramieniu powiedział.
-Widzisz nawet w szkole jesteśmy na siebie skazani.-Uśmiechnęłam się do niego po czym ponownie spojrzałam na nauczycieli.
-Tak gratuluje wszystkim uczniom,którzy zostali wybrani.Jest to wielkie wyróżnienie ze strony wychowawców.Proszę aby prefekci zjawili się jutro o 20.00 w moim gabinecie.Zostaną przydzielone wam dyżury oraz kolejne prawa szkolne.Następną rzeczą którą chciałbym ogłosić są turnieje,które w tym roku z pewnością zapewnią nam wiele rozrywki.-Po sali rozszedł się cichy szmer zadowolenie.Spojrzałam na Dracona,który uśmiechnął się do mnie Ironicznie co oznaczało ,że myśli o tym samym co ja.
-Za miesiąc odbędą eliminacje do turnieju trójmagicznego,które odbędą się w Dumstrangu.Oczywiście obowiązują również zasady wiekowe takie jak 3 lata temu.-Po chwili dało się słyszeć szmery niezadowolenia.Wiele osób chciało wziąć udział,lecz niestety wiek im na to nie pozwalał.Na szczęście ja byłam w idealny wieku aby wystartować w turnieju.
-Niestety jest to zrobione w celach bezpieczeństwa.To nie ja to wymyśliłem.-Jednak nikt nie chciał tego słuchać.Większość osób przeklinała pod nosem bądz też krzyczała coś w stronę dyrektora,który próbował wszystkich uciszyć.Gdy emocje lekko opadły ponownie głos zabrał Dumbledore.
-Konkurs trzech mioteł organizowany przez naszą szkołę ma na celu wyłowienie najlepszej osoby,która nie boi się ryzykować oraz wzbijać na dużą wysokość.W tych zawodach mogą brać udział wszystkie osoby.Odbędzie się także konkurs Mistrza Eliksirów do którego przygotowywać was będzie profesor Snape.Najlepsi zostaną wysłani do Akademi Magii Beauxbatons aby sprawdzić swoje umiejętności.-Wszyscy z entuzjazmem zaczęli rozmawiać o konkursach w których mają zamiar się sprawdzić.Konkurs trzech mioteł z pewnością zaskoczył wszystkich,również mnie.Jedyną moją wadą było to,że nie potrafiłam dobrze latać.Cóż pora się tego nauczyć.Pomyślałam.
-Oczywiście jak co roku odbędą się także mistrzostwa w Quidichu.W tym roku zwycięska drużyna pojedzie do Durmstrang aby zmierzyć się z tamtejszymi drużynami w Mistrzostwach kontynentalnych w Quidichu.-Po sali rozeszły się brawa oraz wiwaty.Wszystkich bardzo ucieszyła ta informacja.Draco już zaczął dyskutować o czymś z Zbinim.Z pewnością dotyczyło to jednego z konkursów.
-Zatem aby nie przedłużać powiem tylko jedno.Smacznego!-Powiedziawszy to klasnął w ręce a na stołach pojawiła się masa jedzenia.Wszyscy wzięli się za biesiadowanie.Rozejrzałam się po stole i postanowiłam nałożyć sobie kurczaka oraz sałatkę jarzynową.Posiłek zajął nam 20 minut.Wszyscy siedzieli i wesoło rozmawiali.Draco jak to on zaczął rozśmieszać wszystkich dookoła sypiąc swoimi żartami.Po chwili po jego prawej stronie usiadła Pensy Parkinston tuląc się do niego.Malfoy odepchnął ją od siebie i przemawiając jej do rozumu spławił ją kilkoma obraźliwymi tekstami. Po chwili podszedł do nas Snape.Ustał obok mnie po czym powiedział.
-Mam dla was plan lekcji.-Dał mi jedną z kartek,którą trzymał w ręku.Już miał zamiar odchodzić,lecz odwrócił się i powiedział.
-Gratuluje.-Uśmiechnęłam się do niego po czym spojrzałam na swoją kartkę.Jutro zapowiadał się ciężki dzień.Eliksiry,eliksiry.zielarstwo,OPCM i starożytne Runy.W dodatku trzy lekcje z Gryfonami,gorzej być nie mogło.
Gdy wszyscy skończyli posiłek ponownie głos zabrał dyrektor.
-Chciałbym poprosić prefektów aby zaprowadzili nowych uczniów do ich kwater oraz pokazali im ich nowy dom.-Wszyscy wstali z miejsca po czym ruszyli po swoje walizki.Razem z Malfoyem kazaliśmy wszystkim uczniom iść za nami i nie oddalać się od grupy.Ruszyliśmy w stronę lochów.Byłam tu pierwszy raz więc tak naprawdę ja również przyłączyłam się do zwiedzających pierwszoklasistów.Stanęliśmy przez wielką ścianą.Pomyślałam,że się zgubiliśmy.Zaczęłam nerwowo rozglądać się dookoła.W tym czasie Malfoy powiedział.
-Czystość krwi.-Po chwili ściana zniknęła i moim oczom ukazało się wejście do pokoju wspólnego Ślizgonów.Zaprowadziliśmy młodszych do ich dormitoriów.Okazało się,że rano nie będziemy musieli ich zaprowadzać na śniadanie ponieważ oni dobrze zapamiętali drogę.Byłam lekko zaskoczona ich odpowiedzią,choć w końcu byli to Ślizgoni.Tylko oni są zawsze pewni siebie.Razem z Draconem ruszyliśmy do naszych komnat.W pokoju wspólnym czekała na mnie Jessica, która oznajmiła mi,że mam pokój z nią oraz Karmen.Weszłam do sypialni.Był to duży apartament z trzema wielkimi łóżkami,oraz łazienką.Rozpakowałam swoje rzeczy po czym udałam się do łazienki.Wzięłam rozluźniającą kąpiel po czym przebierając się w pidżamę weszłam do łóżka.Po chwili ogarnęła mnie ciemność i powędrowałam w objęcia Morfeusza.

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

10.”Słabi ludzie – wybaczają, Silni – szukają zemsty, Inteligentni – Ignorują.”

21 lip

 

Wokół mnie panował mrok.Stałam w lesie.Niezliczona ilość drzew pojawiała się co chwilę przed moimi oczami.Byłam wpatrzona w jeden punkt,którymi były oczy mego ojca,który stał kilka metrów przede mną.Widziałam.Widziałam,że coś się stało.Jego wzrok przesycony był żalem.Patrzył na mnie z przygaszoną miną.
-Gdzie ona jest?-Krzyknęłam.Byłam strasznie zła.Nie wiedziałam z jakiego powodu,lecz czułam strach i gniew,który mną kierował.Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi.Patrzyłam na osoby,które stały za moim ojcem czekając na jakikolwiek znak.Niczego nie dostrzegłam.Mrok który panował doskonale zlewał się z moimi uczuciami.Bałam się.Czego?Sama nie wiedziałam.Czułam jak strach pożera mnie od środka.Po chwili Czarny Pan zrobił krok w moim kierunku po czym powiedział.
-Przykro mi Hermiono…

 

-Hermiono,Hermiono wstawaj wreszcie!-Obudziły mnie donośne krzyki.Ruszyłam się niepewnie chowając nogi pod kołdrą.Otworzyłam oczy.Przede mną stała uśmiechnięta Jessica,która już od jakiegoś czasu próbowała mnie obudzić.Więc to był tylko sen.Pomyślałam.Posłałam jej lekki uśmiech po czym schowałam głowę pod kołdrę.Nie musiałam długo czekać a pościel pod wpływem zaklęcia przeleciała przez cały pokój i upadła pod przeciwległą ścianą.Na ciele poczułam zimny wiaterek,który wpadał do mojego pokoju przez lekko uchylone okno.Obróciłam się na drugą stronę aby uniknąć spojrzenia przyjaciółki.Po chwili zapytała.
-Masz zamiar dzisiaj wstać?-Nie odpowiedziałam jej.Zamknęłam oczy udając,że śpię,lecz nie było mi to dane.Usłyszawszy głos koleżanki poczułam jak unoszę się do góry.Szybko otworzyłam oczy i zaczęłam wymachiwać rękami.Jessica stała z wyciągniętą różdżką za pomocą której uniosła mnie w powietrze.Po chwili powiedziałam.
-Okej,dobra już wstaje tylko postaw mnie na ziemię.-Poprosiłam ją grzecznie po czym poczułam jak lekko opadam.Ustałam na nogach po czym podeszłam do Jessicy i stojąc przed nią powiedziałam.
-Nie myśl,że się nie zemszczę.-Dziewczyna zaczęła się śmiać po czym powiedziała.
-Dobrze, ale muszę Ci powiedzieć,że do śniadania zostało Ci 15 minut .A o ile się nie mylę to pociąg odjeżdża o 9:00 a jest już 8:00.-Spojrzałam na nią z niedowierzaniem po czym krzyknęłam.
-Co?!-Szybko ruszyłam do łazienki po drodze biorąc rzeczy,które zamierzałam dzisiaj założyć.Umyłam zęby po czym ubrałam się i uczesałam.Po 17 minutach byłam gotowa i wróciłam do pokoju.Jessica siedziała na łóżku i przeglądała jedną z książek,którą dostałam od swoich dawnych „rodziców”.Szybkim krokiem ruszyłyśmy do jadalni.Przy stole siedzieli już wszyscy,którzy tego dnia ponownie mieli wrócić do szkoły.Usiadłam obok Matta i posyłając lekki uśmiech przywitałam się ze wszystkimi.Przeleciałam wzrokiem po wszystkich twarzach.Były zmęczone i zaspane podobnie jak ja.Gdy podszedł do mnie skrzat poprosiłam go o tosta.Po chwili moje zamówienie pojawiło się przede mną.W jadalni panował szmer.Nie było nikogo poza naszą czwórką.Draco wesoło gawędził z Mattem co chwile zerkając na mnie.Jessica przysłuchiwała się ich rozmowie z zainteresowaniem co było widoczne z jej wyrazu twarzy.Co chwile dało się słyszeć donośne śmiechy,które były wywoływane żartami Malfoya.Spojrzałam na niego i nasz wzrok się skrzyżował.Uśmiechnęliśmy się do siebie po czym on powiedział.
-Mam nadzieje,że się wyspałaś.Dzisiaj nauczę Cię jak można się nieźle zabawić korzyścią młodszych osób.-Posłałam mu ironiczny uśmiech po czym odpowiedziałam.
-Mam nadzieje,że nie tylko młodszym dasz dzisiaj popalić.-Spojrzał na mnie znad szklanki z której popijał swój sok.Odstawił go po czym odpowiedział.
-Postaram się aby Ci w naszym wieku zaczęli żałować tego,że się urodzili.-Posłaliśmy sobie drwiące uśmiechy po czym odezwał się Matt.
-Jessica wiesz w ogóle o czym oni mówią?-Spojrzeliśmy na dziewczynę,która tylko lekko kiwnęła głową i powiedziała.
-Nie mam pojęcia.Ale jeżeli chcesz mogę dać Ci dobrą radę.-Wszyscy spojrzeliśmy na nią z zaciekawieniem a ta Matt zapytał.
-Jaką?-Po chwili niepewności i milczenia Jessica odpowiedziała.
-Nigdy nie próbuj ich zrozumieć gdy ze sobą rozmawiają.Bo jeszcze dowiesz się za dużo i będą musieli Cię zabić.-Wszyscy roześmialiśmy się głośno.Patrzyliśmy na siebie z Draconem.Po chwili podniósł szklankę do góry i nie odrywając ode mnie wzroku powiedział.
-Chciałbym wznieść toast! Co prawda jest to tylko sok z poziomek ale, myślę,że jest odpowiedni do okazji.-Wszyscy podnieśliśmy szklanki uśmiechając się szeroko po czym Malfoy kontynuował.
-Wypijmy za wytrzymałość Gryfonów, bo w tym roku będą jej wyjątkowo potrzebować.-Śmiech rozniósł się po jadalni.Jessica mało co nie zadławiła się swoim kawałkiem jajecznicy.Popiłam łyk i odstawiłam szklankę na stół.Znów zaczęły się rozmowy.Tym razem nie siedziałam cicho.Zawzięcie dyskutowałam z Mattem o moim przydziale do Slyterinu.Co chwile Draco dopowiadał coś po czym znów zajmował się swoim posiłkiem.Siedzieliśmy w jadalni do godziny 8:30.Wszyscy ruszyliśmy w stronę swoich pokoi,które znajdowały się na tym samym korytarzu.Weszłam do sypialni.Wyciągnęłam różdzkę i powiedziałam.
-Vingardium Leviosa.-Bagaż uniósł się na wysokość mojej głowy.Sprawnie skierowałam go w stronę drzwi.Wyszłam na korytarz i postawiłam walizkę obok pokoju po czym do niego wróciłam.Stanęłam niedaleko drzwi i spojrzałam w stronę biurka.Powoli szłam w jego stronę.Gdy znalazłam się już w odpowiedniej odległości ,zatrzymałam się.Otworzyłam górną szufladę i zajrzałam do jej wnętrza.Na dnie zauważyłam niewielką fotografię.Wyjęłam ją i zaczęłam się jej dokładnie przyglądać.Były na niej 3 osoby.Szczęśliwe,roześmiane,które bez swojej przyjaźnie nie potrafiły żyć.Harry Potter,Ronald Wesley i ona,Hermiona Riddle.Było to ostatnie zdjęcie z nimi jakie mi zostało.Teraz dopiero spostrzegłam jak bardzo się od nich różniłam.Podeszłam do okna aby lepiej widzieć osoby przedstawione na obrazku.Nie wiem ile czasu minęło aż ciszę,która tak bardzo mi odpowiadała przerwały czyjeś kroki.Nie odwracałam się.Stałam wciąż wpatrzona w zdjęcie,które trzymałam w swojej dłoni.Ktoś zbliżał się do mnie.Po chwili poczułam na swoich karku czyiś oddech.Oderwałam wzrok od fotografii i spojrzałam w okno.W odbiciu dostrzegłam Matta,który stał za mną, a głowę trzymał tuż nad moim ramieniem.Po chwili zapytałam.
-Czego chcesz?-Patrzyłam wciąż w okno obserwując poczynania Matta.
-Przyszedłem porozmawiać.-Powiedział po czym odsunął się ode mnie na bezpieczną odległość.
-O co chodzi?-Zapytałam odwracając się w jego stronę.Stanął opierając się o biurko po czym rzekł.
-Przyszedłem złożyć Ci pewną propozycję.-Uniosłam brwi w celu wydobycia jakichkolwiek informacji.
-Jaką propozycję?-Patrzył na mnie z uwagą.Po chwili z pewnością i dumą w głosie rzekł.
-Chciałbym,żebyś zostawiła Malfoya i była w parze ze mną.-Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.Uśmiechnął się do mnie,lecz ja nadal stałam nieugięta chcąc wiedzieć dlaczego chce ze mną współpracować.
-Dlaczego miałabym to zrobić?-Zapytałam.
-Stworzylibyśmy zgrany duet.Mógłbym Cię chronić oraz zagwarantować,że nic Ci się nie stanie.Malfoy zawsze dba o swój tyłek.Skarze Cię na śmierć jeżeli będzie miał jakąkolwiek możliwość uratowania Siebie.-Patrzałam na Matta jak na szaleńca.Chciał ze mną współpracować tylko dlatego,że się o mnie martwił?Szczerze w to wątpiłam.Westchnęłam głośno po czym odpowiedziałam.
-Twoje uwagi co do Dracona są omylne.On nie jest taki jak Ci się wydaje.-Podszedł do mnie na tyle blisko,że mogłam dokładnie dostrzec zieleń dominującą w jego kolorze oczu.Po chwili powiedział.
-Nie pozwolę,żeby coś Ci się stało tylko dlatego,że Lucjusz chciał aby jego syn zabłysnął współpracując z najpotężniejszą czarodziejką na świecie.-Patrzył na mnie a z jego oczu wydobywał się gniew.Uśmiechnęłam się ironicznie po czym odpowiedziałam.
-A może to ty chciałbyś pracować ze mną dla tytułu?Z pewnością wiedziałeś,że będziesz przydzielony do mnie,lecz gdy Lucjusz poprosił mego ojca,żeby zamiast Ciebie był to Draco postanowiłeś zrobić wszystko abym to ja podjęła ostateczną decyzję.-Uśmiech nie zszedł z mej twarzy.Patrzyłam na niego z uwagą.Ten zbliżył swą twarz do mojej.Stałam dumnie wyprostowana.Wiedziałam,że nie odważy się nic mi zrobić.Po chwili powiedział.
-Dobrze wiem,że chcesz ze mną pracować tylko nie wiesz jak powiedzieć o tym Malfoyowi.Boisz się jego reakcji.Wiesz,że on nie da rady zapewnić Ci bezpieczeństwa.Boisz się.Boisz,że zostawi Cię samą na pastwę losu a wtedy nie będziesz miała już nikogo.-Uśmiechnęłam się szerzej nie wierząc w sens słów,które przed chwilą usłyszałam.Spojrzałam prosto w oczy Matta po czym odpowiedziałam.
-Ufam Malfoyowi i jest to jedyna osoba z którą chce pracować i wiem,że mogę czuć się przy nim bezpieczna.Więc nie mydl mi oczu swoimi zachciankami bo to i tak na nic się nie przyda.-Wyminęłam go i stanęłam przy biurku po czym powiedziałam.
-A teraz wynoś się stąd.-Nie posłuchał mnie.Stał wciąż w tym samym miejscu.
-Hermiono dobrze wiem,że…-Nie chciałam tego słuchać więc przerwałam mu wypowiedz krzycząc.
-Wyjdź stąd!-Tym razem również nie posłuchał.Stał i wpatrywał się we mnie.Zrobił parę kroków w moją stronę po czym zatrzymał się usłyszawszy głos dochodzący z korytarza.
-Nie słyszałeś co powiedziała?-Obok drzwi stał Draco,który patrzył swym pewnym i niezawodnym wzrokiem na poczynania Matta.Po chwili dopowiedział.
-Lubię Cię dlatego daje Ci wybór,wyjdz stąd drzwiami,lub oknem jeżeli się nie zdecydujesz to sam Ci pomogę.-Mierzyli się wzrokiem przez chwilę,lecz w końcu Matt odpuścił i ruszył w stronę drzwi.Gdy był już na korytarzu odwrócił się i powiedział.
-Przemyśl moją propozycję.-I odszedł.Spojrzałam na Dracona,który patrzył na mnie z czułością.Po chwili zapytał.
-Wszystko dobrze?-Posłałam udawany uśmiech po czym odpowiedziałam.
-Tak.-Znów spojrzałam na fotografię.Nie potrafiłam na nich patrzeć.Zgniotłam obrazek po czym wrzuciłam go do kominka.Chwilę stałam w ciszy patrząc jak się pali.Po chwili Malfoy zapytał.
-Czego on chciał?-Nie spoglądając na niego odpowiedziałam.
-Chciał,żebym z nim pracowała.-Patrzyłam wciąż w ogień.Draco zmrużył lekko oczy po czym podchodząc do mnie powiedział.
-Przecież masz pracować ze mną.-Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem i odpowiedziałam.
-Tak wiem.Dlatego mu odmówiłam.
-Słyszałem co o mnie mówił.Hermiono ja nigdy….-Przerwałam mu.
-Wiem.Nie wierze w ani jedno słowo Matta.Poza tym nie chce zmieniać partnera.-Draco uśmiechnął się do mnie a ja powiedziałam.
-Dobra nie mówmy już o tym.-Spojrzałam w jego oczy a ten rzekł.
-Masz racje, już dawno powinniśmy być na dole.Mój tata już czeka przy samochodzie.-Ruszyłam za nim.Po wyjściu z pokoju zamknęłam drzwi po czym podniosłam walizkę zaklęciem.Draco z początku chciał ją nieść lecz później dał się namówić na czary.Po drodze chciałam pożegnać się z moimi rodzicami, lecz nigdzie nie mogłam ich znaleźć.Dostałam jedynie list od Skippera,który napisał mój ojciec w celu pożegnania się ze mną.Nie zbyt mnie to zadowoliło,lecz nie miałam innego wyboru.Pięć minut później byliśmy przy samochodzie.Spakowaliśmy walizki po czym wsiedliśmy do auta.Podróż zajęła nam 10 minut.Siedziałam w ciszy obok Dracona patrząc na widoki znajdujące się za oknem.Po wyciągnięciu walizek ruszyłam w stronę głównych drzwi.Malfoy pożegnał się z tatą po czym poszedł w moje ślady.Szliśmy ramię w ramię w stronę dworca.Gdy weszliśmy do środka skierowaliśmy kroki do ściany,która prowadziła na peron 9 i 3/4. Gdy dotarliśmy na miejsce Draco zapytał.
-Gotowa?-Odetchnęłam głośno po czym kiwnęłam potwierdzająco głową.Malfoy patrzył na mnie po czym powiedział.
-Panie mają pierszeństwo-Uśmiechnął się do mnie łagodnie po czym wskazał ręką na ścianę.Odwzajemniłam uśmiech po czym ruszyłam biegiem.Gdy znalazłam się parę centymetrów przed ścianą ,zamknęłam oczy.Poczułam lekkie draśnięcie.Po moim ciele przebiegł lekki dreszcz spowodowany chłodem.Otworzyłam oczy.Ujrzałam peron oraz pociąg,do którego próbowała dostać się niezliczona ilość czarodziejów.Po chwili za mną pojawił się Draco.Ponownie ruszyliśmy przed siebie.Weszliśmy w tłum i zaczęlismy się przez niego przeciskać.Wiele osób które wiedziało kim jestem zaczęło się ode mnie odsuwać.Sporo osób stało i wskazywało na mnie palcem pokazując i uświadamiając innym kim jestem.Nie przeszkadzało mi to.Szłam dumnie obok Malfoya z wysoko uniesioną głową.Biła ode mnie duma którą mogli szczycić się tylko arystokraci.Po chwili dołączył do nas Zabbini.Po przywitaniu się postanowiliśmy wsiąść do pociągu.Ponownie podniosłam walizkę za pomocą magii po czym weszłam do wagonu.Zaproponowałam kolegą aby znaleźć jakiś wolny przedział,lecz oni stanowczo odmówili.Powiedzieli,że mają swój wagon,którym jeżdżą od pierwszej klasy i w tym roku również zamierzali go zająć.Skręciliśmy w prawo i szliśmy długim korytarzem,który łączył ze sobą wszystkie wagony.Po długiej wędrówce dotarliśmy do, jak to nazwał Draco:”Główny wagon w którym siedzą najważniejsi Ślizgoni”.Malfoy otworzył przedział.W środku siedzieli pierwszoroczni,którzy nie wiedzieli kogo miejsca zajęli.Draco uśmiechnął się ironicznie po czym z groźbą powiedział.
-Dzięki za zajęcie miejsc,a teraz spadać!-Młodsi spojrzeli ze strachem na Dracona po czym zabierając bagaże pospiesznie wyszli z przedziału.Malfoy wszedł do środka po czym powiedział.
-Witaj Hermiono w przedziale dla Arystokratów.-Uśmiechnęłam się do niego po czym weszłam z chęcią odłożenia bagażu na górną półkę.Na szczęście nie musiałam się długo trudzić ponieważ Zabinni wyręczył mnie w tej czynności.Draco zaproponował mi przechadzkę po pociągu,żeby zobaczyć kto w jakim przedziale siedzi.Szłam za chłopakiem mijając co chwile różne osoby.Po chwili obok głównego wejścia zrobił się straszny tłok.Malfoy z trudem go wyminął i nie zauważając,że nie ma mnie za nim ruszył dalej.Musiałam zatrzymać się aby z nikim się nie zderzyć.Po chwili przede mną stanęła Luna.Miała długie, rozczochrane,bląd włosy.Była to dziewczyna która należała do domu Godryka.Wszyscy uważali ją za wariatkę, nawet rówieśnicy z tego samego domu.Stała i uważnie się na mnie patrzyła.Po chwili zapytała.
-I co teraz zrobisz?Zabijesz mnie?-Spojrzałam na nią z rozbawieniem po czym powiedziałam.
-Zrobię to jeżeli jeszcze raz staniesz mi na drodze.-Wyminęłam ją a ta uciekła w stronę swojego przedziału. Odwróciłam się na chwilę i dostrzegłam,że z jej torby wypadła jakaś gazeta.Był to prorok codzienny.Spojrzałam na okładkę na której widniało moje zdjęcie.Wytrzeszczyłam oczy z niedowierzaniem.Miałam zamiar przeczytać co o mnie napisano,lecz nie było mi to dane ponieważ Malfoy zaczął mnie nawoływać.Czym prędzej zwinęłam gazetę i chowając ją do kieszeni ruszyłam w jego kierunku.Gdy znalazłam się niedaleko niego zapytał.
-Czemu nie szłaś za mną?-Spojrzałam na niego i odpowiedziałam.
-Szłam,ale nie mogłam przecisnąć się przez tłum .-Uśmiechnął się drwiąco po czym powiedział.
-Wiem już które przedziały mają Ślizgoni.Teraz pora dowiedzieć się które miejsce zajął Potter z Wesleyem.-Uśmiechnęłam się szerzej po czym powiedziałam.
-No to w drogę.-Ruszyliśmy przed siebie.Co chwile zerkaliśmy do przedziałów.Gdy tylko natknęliśmy się na Gryfonów od razu rzucaliśmy jakimś obraźliwym tekstem.Po dziesięciu minutach dotarliśmy do samego końca lokomotywy.Został nam jeden przedział do zbadania.Stanęliśmy przed nim.Draco spojrzał na mnie po czym uśmiechając się szarpnął za drzwi.Moim oczom ukazał się Wesley.Z jego oczu bił żar po tym jak zobaczył mnie z Malfoyem.Po drugiej stronie siedział Potter i Ginny.Nie mogliśmy liczyć na miłe powitanie.Jako pierwszy odezwał się Ron mówiąc.
-Czego tu chcecie?-Spojrzałam na niego a Malfoy powiedział.
-Może by tak grzeczniej Wesley.Nie nauczyli Cię w domu kultury dla lepszych od Ciebie?-Draco uśmiechnął się drwiąco w jego stronę.Ron najprawdopodobniej doznał szoku.Nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa.Osoba którą kochał właśnie wbiła mu nóż w plecy przyłączając się do jego wroga.Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym.Po chwili chłopak zrobił się czerwony na twarzy po czym odpowiedział.
-Jak mogłaś zostawić nas dla tej fretki,która boi się własnego cienia?-Zaśmiałam się sztucznie po czym odpowiedziałam.
-Nie myślisz Draco,żeby nauczyć rudzielca trochę samodyscypliny?Może wtedy wiedziałby jak zwracać się do innych osób.-Malfoy zaśmiał się ironicznie.Po chwili odezwał się Potter.
-No proszę jesteście ze sobą już po imieniu?Nie pamiętasz jak niedawno mówiłaś,że nienawidzisz go z całego serca?Zmieniłaś zdanie czy obudziła się w tobie dobra duszyczka?-Przeniosłam wzrok na Pottera.Patrzył na mnie swymi zielonymi oczami,które wyrażały teraz nienawiść do mojej osoby.Bez chwili namysłu odpowiedziałam.
-Było minęło i nie wróci Potter.Nie twoja sprawa jak go nazywam,lecz bądz pewny jednego.Nie pozwolę,żeby takie śmiecie jak wy go obrażały.-Posłałam mu złowrogie spojrzenie,lecz moje usta wciąż wygięte były w ironicznym uśmiechu.Po chwili ponownie odezwał się Wesley.
-Jesteś nic nie wartą osobą,która myśli tylko o sobie.Od zawsze knułaś przeciwko nam.Powiedz od ilu lat przekazywałaś Voldemortowi informacje o Harrym?-Uśmiechnęłam się ironicznie.Chciałam coś powiedzieć,lecz Draco zrobił to szybciej.
-Gdybyś tylko wiedział Wesley jak ubawił nas twój list miłosny to nie odzywałbyś się teraz.-Rudzielec spochmurniał.Harry spojrzał się na niego po czym zapytał.
-Wysłałeś jej list?-Był zły,że jego przyjaciel o niczym mu nie powiedział.
-Myślałem,że zmieni zdanie.Lecz jak widać niepotrzebnie się łudziłem.-Stałam dumnie wyprostowana słuchając wymiany zdań.Po chwili Malfoy powiedział.
-Przyszliśmy się tu zabawić,lecz jak widać jesteście strasznymi sztywniakami.-Spojrzałam na Dracona,który machnął do mnie głową wskazując na wyjście.Gdy byłam już na korytarzu odezwała się Ginni która do tego czasu siedziała cicho.
-Nie wierze,że aż tak się zmieniłaś.Znam Hermionę,którą kiedyś byłaś i wiem,że to nie możesz być ty.-Obejrzałam się za siebie.Spojrzałam na dziewczynę po czym powiedziałam.
-Nie wierzysz,że się zmieniłam?-Uśmiechnęłam się po czym dopowiedziałam.
-Jeszcze przekonasz się jak bardzo różnie się od osoby,którą uważałaś za swoją przyjaciółkę.-Posłałam wszystkim krutkie spojrzenie po czym opuściłam ich przedział.Myślałam,że Draco zamknie za mną drzwi,lecz on powiedział w ich stronę.
-Czarny Pan zyskał kolejnego sprzymierzeńca.Nie myśl Potter,że uda Ci się go pokonać.Najpierw musisz stawić czoło Hermionie.A jeżeli to zrobisz, na swej drodze spotkasz także mnie.-Uśmiechnął się drwiąco po czym zatrzasnął drzwi.Uśmiechnęłam się do Malfoya po czym ruszyliśmy z powrotem do naszego przedziału.Weszliśmy do środka po czym zajęliśmy swoje miejsca.Draco z entuzjazmem zaczął wyśmiewać zachowanie Wesleya oraz Pottera.Siedziałam obok Malfoya a naprzeciwko mnie siedział Bilans z Jessicą,która niedawno do nas dołączyła.Po chwili do przedziału weszły dwa goryle,którymi od lat służył się Draco.Przywitali się ze mną po czym zajęli miejsca .Pociąg ruszył.Wszyscy wesoło rozmawiali,lecz ja siedziałam w ciszy.Po chwili przypomniałam Sobie o gazecie,którą znalazłam na korytarzu.Szybko wyjęłam ją z kieszeni po czym spojrzałam na okładkę.Widniało tam moje zdjęcie nad którym pisało „Kolejny sprzymierzeniec Czarnego Pana.Czy należy się jej obawiać?„Uśmiechnęłam się lekko po przeczytaniu nagłówka.Przeżuciłam kartkę na następną stronę i zaczęłam czytać.
Czarny Pan zyskał kolejnego sprzymierzeńca,którym okazała się Hermiona Grenger, uczennica Hogwartu należąca do domu Godryka Gryfindora.Co było powodem odejścia dziewczyny,która już od paru dni zasila szeregi czarnej strony?

 

-Ministerstwo dowiedziało się,że Hermiona nie była zwykłą dziewczyną jak przekonywał nas Zakon Feniksa.Jest ona osobą,która już dawno powinna pożegnać się z tym światem jednak wciąż nie udało mi się ustalić dlaczego tak nie jest.-Zapewnia nas Kornelius Knot prezes Ministerstwa Magii.

 

Zatem kim jest ta dziewczyna?Zapewne wiele osób czytających ten artykuł chciałoby znać odpowiedz na to pytanie.Po rozmowie z Dyrektorem szkoły udało nam się dowiedzieć,że Hermiona jest w dużym stopniu spokrewniona z Czarną Stroną.

 

-Próbowaliśmy przekonać ją aby została z nami,lecz za późno zaczęliśmy działać.Gdybyśmy wcześniej dowiedzieli się o tym kim ona jest z pewnością teraz nie byłoby problemu,który stworzyła.

 

Kornelius Knot prezes Ministerstwa Magii po dokładnej analizie sprawy oświecił nas informacją o pochodzeniu dziewczyny.
-Hermiona Grenger jest córką Lorda Voldemorda.Ministerstwo nie może pozwolić aby pozostała ona po stronie ciemnej strony,dlatego też odbędzie się narada która zdecyduje co należy dalej zrobić.Nie możemy podjąć żadnych kroków dopóki nie uda się nam ustalić czy przyjęła ona propozycje swego ojca.Jeżeli okaże się,że na jej przedramieniu widoczny jest znak śmierciożerców będziemy starać się o zwołanie rady azkabanu aby otrzymać zgodę na areszt dziewczyny.

 

Czy jest ona niebezpieczna?Na to pytanie udzielił nam odpowiedz jeden z członków Zakonu Feniksa.
-Wszyscy dobrze znaliśmy Hermionę oraz jej potencjał.Jeżeli obórci go przeciwko nam możemy być w wielkim niebezpieczeństwie.Ma ona zdolności oraz wiedzę,która pozwoli jej przetrwać nawet najgorszą wojnę.Dopuszczamy opcję,że Czarny Pan przekaże jej część swojej mocy.Gdy to nastąpi możemy być pewni jednego.Świat czarodziejów będzie w wielkim niebezpieczeństwie.

 

Ministerstwo zapewnia,że nie spocznie dopóki nie zbada tej sprawy dogłębnie.Świat jest w wielkim niebezpieczeństwie przez jedną osobę.Czy jest to możliwe?Wszyscy czarodzieje mogą być pewni,że zbliża się wojna,której nikt nie uniknie.

 

Po przeczytaniu uśmiechnęłam się lekko.Cały świat panikuje z mojego powodu.Draco patrzył na mnie przez chwile,lecz gdy zauważył moje zdjęcie na okładce zapytał.
-Piszą coś ciekawego?-Spojrzałam na niego po czym podałam mu gazetę.Wszyscy zamilkli i wpatrzyli się w czytającego Malfoya.Po chwili chłopak oderwał wzrok od gazety i spojrzał na mnie mówiąc.
-Wywołałaś niezłą panikę w świecie czarodziejów.Teraz z pewnością każdy dowie się o tym kim jesteś.Musimy codziennie sprawdzać proroka codziennego ,będziesz teraz w centrum zainteresowania wszystkich osób.-Posłał mi ironiczny uśmiech który odwzajemniłam.Przez chwilę rozmawialiśmy o proroku codziennym i o tym co tam napisali.Wszystkich bardzo poruszyła ta sprawa.Przez chwilę brałam udział w dyskusji lecz po chwili wyciągnęłam z torby list od swojego ojca,który wręczył mi Skipper i zaczęłam czytać.

 

Droga Hermiono!
Na początku chciałbym Cię przeprosić,że osobiście się z Tobą nie pożegnałem.Wypadło mi ważne zadanie w którym musiałem uczestniczyć.Twoja matka także żałuje,że nie mogła się z Tobą zobaczyć.Nie miej nam tego za złe.Bardzo żałujemy,lecz wiesz,że teraz nic nie jest pewne i trzeba dopilnować wszystkiego osobiście.

 

Mam nadzieje,że będziesz na siebie uważać.W proroku codziennym powinna pojawić się artykuł o Tobie.Nie przejmuj się tym co o Tobie napiszą.Z pewnością Ministerstwo będzie próbowało Cię nastraszyć swoimi pomysłami,lecz możesz być pewna,że oni także się Ciebie boją.Już niedługo będziesz mogła zemścić się na Knocie.Zapewne wiesz w jaki sposób.Z tego co wiem kwalifikacje do turnieju powinny odbyć się za miesiąc więc masz dużo czasu na przygotowanie się do zadania.

 

Severus będzie przekazywał Ci listy ode mnie więc mam nadzieje,że będziemy w stałym kontakcie.Gdybyś odkryła w szkole jakiś spisek przeciwko Tobie napisz mi o tym.Możesz być pewna,że Ministerswo wyśle kuratorów do szkoły aby stale Cię obserwowali,lecz zajmiemy się także i tym.Nie ufaj nikomu.Jedynie śmierciożercy mogą Ci pomóc.Mam nadzieje,że oni zapewnią Ci stałą opiekę.

 

Przekaż Malfoyowi,że mam dla niego nowe zadnie.Ma Cię chronić przez cały czas.Nie ma Cię spuszczać z oka ani zostawiać samą.Mam nadzieje,że dobrze zrobiłem.Nie mam innego wyboru i muszę ufać Draconowi.Gdybyś miała jakiś problem zwracaj się do Severusa on z pewnością Ci pomoże.

 

Do czasu turnieju zabaw się.Mogę być pewny,że razem z Draconem będziecie nękać innych czarodziejów.Pamiętaj,że nie czystokrwiści nie zasłużyli by żyć wśród nas.Postaraj się nie ściągać na siebie zbytniej uwagi,lecz wiem ,że nie możesz mi tego obiecać.Uważaj na siebie i dobrze się baw.

 

PS.Zniszcz ten list aby nie wpadł w niepowołane ręce.

 

Uśmiechałam się lekko czytając kolejne linijki tekstu.Cieszyłam się ,że tata zostawił mi ten list.Bardzo mnie to uszczęśliwiło.Przekazałam Malfoyowi informacje od mojego ojca.Powiedział,że z chęcią przyjmie nowe zadanie i zrobi wszystko aby nie zawieźć mego ojca.
W naszym przedziale dało się słyszeć głośne rozmowy oraz śmiechy.Co chwile ktoś wchodził i wychodził.Poznałam przez to wiele ślizgonów którzy przyrzekali mi swoje posłuszeństwo.Jechaliśmy dopiero godzinę a ja miałam już dosyć.Słonce górowało nad zenitem grzejąc niemiłosiernie.Siedziałam, głucho przysłuchując się rozmowie moich towarzyszy.Nudziło im się dlatego też chcieli wymyślić sobie jakąś zabawę.Postanowili wykorzystać do tego łajnobomby i wrzucić do jakiegoś przedziału z Gryfonami.Spodobał mi się ten pomysł dlatego też postanowiłam wziąć udział w tej rozrywce.Wyszliśmy z przedziału, ja Draco,Zabinni,Crab i Goil.Malfoy dobrze zapamiętał kto,gdzie i z kim siedzi w przedziale.Ruszyliśmy przez siebie długim korytarzem, na którym nie znajdowało się wiele osób.Gdy doszliśmy do przedziału w którym siedzieli drugoroczni Gryfoni Zabinni otworzył szybko drzwi a ja z Malfoyem wrzuciliśmy do niego dwie łajnobomby.Po zamknięciu drzwi dało się słyszeć krzyk uczniów.Biegiem ruszyliśmy przed siebie.Biegliśmy przez chwilę,lecz Draco zatrzymał się przed kolejnymi drzwiami.Zabini ponownie je otworzył a ja z Malfoyem posłaliśmy dwie śmierdzące bomby w stronę rozkojarzonych uczniów.Zamykając pospiesznie drzwi ponownie ruszyliśmy przed siebie.W drodze do naszego przedziału powtórzyliśmy nasz wyczyn jeszcze trzy razy.Gdy znaleźliśmy się już w wagonie ślizgonów zwolniliśmy tempa.Śmiejąc się głośno nadsłuchiwaliśmy krzyków Gryfonów.Weszliśmy do swojego przedziału siadając na swoje miejsca i śmiejąc się w najlepsze.Rozejrzałam się dookoła, była nas tylko trójka.Po chwili zapytałam.
-Gdzie Crab i Goil?-Malfoy przestał się śmiać po czym spoważniał i otwierając drzwi wyszedł na korytarz.Zostałam razem z Zabinnim patrząc na znikającego Dracona.Po pięciu minutach wrócić i czym prędzej usiadł na swoje miejsce mówiąc.
-McGonagall ich złapała.Zrzuciła całą winę na nich.Miejmy nadzieje,że nie powiedzą jej prawdy.-Uśmiechnęliśmy się do siebie po czym ponownie się roześmialiśmy.Siedzieliśmy przez dwadzieścia minut żartując i zabawiając się nawzajem.Po chwili do przedziału weszli dwaj Goryle w towarzystwie McGonagall.Oby dwaj usiedli a nauczycielka stanęła na progu po czym powiedziała.
-Wasze zachowanie jest niedopuszczalne!Gdy dojedziemy do Hogwartu porozmawiam z waszym wychowawcą i razem z nim wymierzymy wam karę.-Patrzyła przez chwilę na Craba i Goila lecz po chwili przeniosła wzrok na Dracona.Ten siedział dumnie z uniesioną głową po czym powiedział.
-Mam nadzieje,że ma zamiar pani ukarać tylko ich dwóch?-McGonagall spojrzała na niego po czym pewna siebie odpowiedziała.
-Mam zamiar ukarać wszystkich sprawców tego całego zamieszania.A to oznacza,że pana również panie Malfoy.-Chłopak spojrzał na nią z niedowierzaniem po czym odpowiedział.
-Chyba nie chcesz aby mój ojciec dowiedział się o tym,że oskarżasz mnie bez jakichkowiek dowodów.-Zacisnął zęby i z dociekliwym wzrokiem przyglądał się nauczycielce.Ta lekko ruszyła się,lecz po chwili odpowiedziała.
-Nie muszę mieć dowodów,żeby wiedzieć,że Pan również jest winien tego występku,zresztą podobnie jak Panna Grenger.-Spojrzałam na nią i z dumą w głosie odpowiedziałam.
-Nie nazywam się Grenger.Zapamiętaj to sobie.Od paru dni mam na nazwisko Riddle i tak masz się do mnie zwracać.-Patrzyła na mnie z niedowierzaniem po czym odpowiedziała.
-Nie jestem twoją koleżanką i nie zwracaj się do mnie takim tonem!-Powiedziała oburzona nauczycielka.Uśmiechnęłam się ironicznie po czym dopowiedziałam.
-Będę się do Ciebie zwracać tak jak mi się podoba.A teraz idz stąd.Nie mam zamiaru psuć sobie humoru przez twoją osobę.-Nauczycielka jeszcze przez chwilę stała i z wielkimi oczami przyglądała mi się,lecz po chwili zrezygnowała i wyszła.Draco uśmiechnął się do mnie mówiąc.
-Nieźle ją stąd wykurzyłaś.-Posłaliśmy sobie ciepły uśmiech po czym spojrzeliśmy na goryli.Oby dwaj siedzieli zmęczeni naprzeciwko nas.Po chwili Draco zapytał.
-A wy co tacy zmachani?-Goil spojrzał na niego po czym odpowiedział.
-Zgadnij kto musiał sprzątać te wszystkie bomby?-Wszyscy oprócz dwóch goryli parsknęli śmiechem.My się bawimy oni sprzątają.Dobry podział obowiązków.Przemknęło mi przez myśl.Do końca podróży siedzieliśmy w swoim przedziale.Poznałam kolejne osoby,które większość czasu spędzały w naszym przedziale.Ślizgoni mają w swoim nawyku dobrą zabawę.Tak też było i tym razem podczas drogi do Hogwartu.


 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

9.”Nie patrz w przeszłość,tam już byłeś i wszystko widziałeś,idz naprzód,tam będzie ciekawiej.”

02 lip

Ludzie mawiają,że nawet najdłuższy marsz zaczyna się od pierwszego kroku.Ja właśnie zaczynałam swoją podróż.Na nowo witałam się ze światem ,który otwiera przede mną nowe możliwości.Daje mi skłonność do przeżycie czegoś nowego oraz pozwala poznać mi się na nowo.Jestem w pełni przekonana,że życie wystawiło mnie na próbę.Chciało sprawdzić jak się zachowam,jaki kurs obiorę i jakie decyzję podejmę.Teraz daje mi szansę na odnalezienie się w tym przytłaczającym mnie świecie.Pozwala samemu decydować o tym czego pragnę oraz co chcę zrobić.Czuję się jak niemowle,które po raz pierwszy otwiera oczy i z zadziwieniem patrzy na ogrom świata.Jestem jak zgnieciona kartka która po rozprostowaniu chce zatrzeć wszystkie widoczne ślady zgnięć.Niewiele osób przechodziło przez to co ja.Człowiek podobno może zmienić się tylko na lepsze,lecz w moim przypadku tak nie jest.Stałam się potworem,którym będą gardzić wszyscy ludzie.Czy się tego boje?Nie mogę być w pełni przekonana,że wybrałam właściwą drogę,lecz obiecałam sobie jedno.Nigdy nie będę żałować decyzji którą podjęłam.Dziękuje losowi,że dał mi szanse na nowe życie,na zaczęcie nowej podróży która niewątpliwie dużo zmieni.Nie mogę być kimś innym,choć dobrze nie wiem kim jestem teraz.Dokonałam wyboru,którego już nie mogę zmienić.Zaczynałam nowe życie i swoje pierwsze dni podróży postanowiłam przeżyć bez patrzenia w przeszłość.Nie płacze z powodu,że coś się skończyło.Uśmiecham się i dziękuje,że mogłam to przeżyć.Wspomnienia na zawsze pozostaną we mnie i jestem pewna,że będę mogła wrócić do nich gdy tylko zapragnę…

Harry Potter.Chłopiec który przeżył.Osoba,którą zna każdy żyjący czarodziej na całym świecie.Odwieczny wróg numer jeden mego ojca jak i wszystkich śmierciożerców.Wszystkich?Tak ja również zaliczałam się do tych osób.Niegdyś uważałam go za przyjaciela,osobę na której zawsze mogłam liczyć.Od zawsze był moim wsparciem i wiedziałam,że nigdy mnie nie zawiedzie.Lecz teraz wszystko się zmieniło.Przejęłam cechy charakteru po ojcu.Jeżeli on go nienawidzi ja również muszę podzielać jego zdanie.Nawet jeżeli chciałabym kontynuować naszą przyjaźń to byłam pewna,że nie było to możliwe z dwóch powodów.Po pierwsze Harry nigdy nie wybaczy mi,że przyłączyłam się do ciemnej strony.Będę dla niego kolejnym celem,który należy zgładzić.Nawet gdybym się starała i tak już nigdy nie zdobędę jego zaufania oraz przyjaźni którą mi oferował.Po drugie okazałabym się zdrajcą,który trzyma się z wrogiem.Nie chciałam zawieś zaufania mojego ojca.Chciałam aby widział we mnie wzór oraz wiedział,że zrobię dla niego wszystko nawet ostatnimi resztkami sił.Nie będzie brakowało mi tej przyjaźni.Teraz nie rozumiem dlaczego wybrałam właśnie jego.Czuje do niego obrzydzenie i za każdym razem gdy o nim pomyślę mam ochotę zemścić się za te wszystkie lata.Nie wiedziałam jaki jest tego powód.Byłam pewna jednego.Harry Potter już nigdy nie będzie uważany przeze mnie za osobę która mogłaby stanąć na równi ze mną i moją rodziną.

Ronald Wesley.Od zawsze uważany przez arystokratów za biedaka,którego nie kochają rodzice .W Slyterinie nie ma osoby na której mógłby polegać.On jak i jego rodzina już od wielu lat są wyśmiewani przez śmierciożerców.Głównym przedstawicielem tych ośmieszeń jest Lucjusz Malfoy,który już od wielu lat pracuje wraz z ojcem Rona.Rudzielec,który zawsze myśli o Sobie i o swoich potrzebach.Wciąż oskarża o coś swoją siostrę uważając się za ważniejszego od niej.Teraz zrozumiałam jaki błąd popełniłam „przyjaźniąc” się z nim.Lecz czy to była przyjaźń?Nie jestem do końca przekonana.Z całą pewnością była to bliska znajomość która opierała się na jego dumie oraz zachciankach.Wiele razy pomógł mi ,lecz teraz nie ma to znaczenia.Od tej chwili jest on dla mnie niżem społecznym,kolejnym śmieciem który stąpa po świecie i zabiera powietrze.Dobrze odczuwam uczucia,którymi darzy mój ojciec Wesleyów.Jest to nienawiść oraz chęć mordu.Dziwi mnie tylko fakt,że nikt z ich rodziny jeszcze nie ucierpiał.Lecz patrząc na to z drugiej strony jest to rodzina,która stara się żyć normalnie i nikomu nie zagraża.Lecz ja i tak wiem swoje.

Nastał nowy dzień.Słońce już od paru godzin górowało nad zenitem.Obudziłam się lecz nie otwierałam oczu.Lekkie promyki słońca przedzierały się przez zieloną zasłonkę,którą zostawiłam lekko rozsuniętą.Leżałam w bezruchu.Mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa i prosiły o dodatkowe minuty odpoczynku.Lekko ruszyłam nogą.Złapał mnie skurcz,który informował o swojej zachciance.Pospiesznie usiadłam na łóżku i złapałam ręką łydkę.Zaczęłam ją lekko masować i po chwili ból przestał narastać.Otworzyłam oczy.Rozejrzałam się po pokoju w którym panowała cisza.Spojrzałam na zegarek,który znajdował się na stoliku niedaleko łóżka.Dochodziła godzina 10.Westchnęłam cicho po czym zrzuciłam z siebie kołdrę i udałam się do łazienki.Mój wzrok skierował się w stronę lustra.Zobaczyłam w nim całkiem nową osobę,dziewczynę,która zaczyna nowe życie.Moje czarne oczy nie wyrażały żadnych uczuć.Nie dało się wyczytać z nich nic.Przeniosłam wzrok na swoje włosy.Były dłuższe i sięgały mi do pasa.Wciąż były falowane,lecz nie tak mocno jak poprzednio.Posłałam lekki uśmiech swojemu odbiciu po czym skierowałam się w stronę prysznica.Odkręciłam ciepłą wodę.W powietrzu zaczęła unosić się para,która kojąco uderzała w moją twarz.Zamknęłam oczy i rozkoszowałam się tą chwilą.Powoli zaczęłam zrzucać z siebie pidżamę i zanurzyłam swe ciało w kojąco ciepłej wodzie.Stałam nie ruszając się.Czułam jak kropelki oplatają moje ciało.Zamoczyłam włosy,które po chwili przylepiły się do mojej twarzy.Powoli przejechałam rękami po swoich włosach.Otworzyłam oczy i sięgnęłam dłonią po szampon.Nalałam sobie trochę na rękę po czym zaczęłam wcierać niebieską maź w swoje włosy.Poczułam przyjemny zapach kwiatów.Po chwili na mojej głowie pojawiła się piana,która zaczęła spadać na podłogę.Po umyciu reszty ciała stałam pod spryskiwaczem czekając aż całe mydło ze mnie spłynie.Towarzyszyło mi miłe uczucie,które mnie pobudziło.Czułam się jak nowo narodzona.Gdy na moim ciele nie zauważyłam ani śladu płynu postanowiłam zakręcić wodę.Stałam wpatrzona przed siebie.Ciepły wiaterek który dostał się przez lekko uchylone okno oswobodził moje ciało.Przeszedł mnie miły dreszcz po czym sięgnęłam po ręcznik,którym dokładnie zaczęłam wycierać swoje ciało.Gdy się nim owinęłam spojrzałam w stronę lustra,lecz tym razem nie dostrzegłam w nim swego odbicia.Para zawładnęła powierzchnią lustra nie pozwalając moim oczom dostrzec odbicia,który pragnęły zobaczyć.Lekko przetarłam powierzchnią zewnętrzną dłoni lustro odsłaniając kawałek mojej twarzy.Uśmiechnęłam się do siebie po czym wyszłam z łazienki i udałam się w stronę szafy.Uchyliłam drzwi od garderoby która znajdowała się po lewej stronie od drzwi.Po długich przymiarkach postanowiłam założyć żółte,krótkie spodenki oraz białą bluzkę z wielkim czerwonym kwiatem pośrodku.Gdy przyodziałam swe ciało ponownie postanowiłam spojrzeć w swe odbicie,lecz tym razem wybrałam lustro znajdujące się w moim pokoju.Chwyciłam szczotkę i zaczęłam rozczesywać swe włosy.Nie zajęło mi to dużo czasu zważywszy na to,że były one długie.Odłożyłam szczotkę po czym ubrałam białe trampki i wyszłam z pokoju.

Zamknęłam drzwi i ruszyłam wzdłuż korytarza.Przytłaczała mnie ciemność tego pomieszczenia.Ściany przybierały odcień ciemnego fioletu na których wisiało wiele obrazów.Przedstawiały one głównie okręty samotnie błądzące po nieznanych wodach.Przyglądałam się dokładnie każdemu z nich nie zatrzymując się ani na chwilę.Ostatni z nich przedstawiał sztorm oraz wielki statek,który wpadał w wielki wir.Zaciekawiło mnie co autor obrazu chciał przekazać tą wizją.Po chwili dotarłam do schodów.Powoli zaczęłam schodzić w dół.Delikatnie dotykałam ręką poręczy przesuwając się coraz niżej.Gdy znalazłam się na ostatnim schodku niepewnie postawiłam ostatni krok po czym oswobodziłam rękę.Ruszyłam przed siebie.Poczułam wiatr dochodzący z otwartych drzwi znajdujących się za mną.Delikatnie,lecz pewnie pchał mnie do przodu nie pozwalając na chwilę zwątpienia.Stawiałam kolejne kroki zbliżając się do jadalni.Na ścianach wisiało wiele portretów przedstawiających poprzednich właścicieli tego domu.Wiele par oczu wpatrzonych było we mnie.Przyglądałam się każdemu z nich.Czułam na sobie ciężar ich spojrzenia.Szłam powoli przyglądając się nowym osobą znajdującym się przede mną na portretach.Większość z nich to mężczyźni o bląd włosach.Teraz już wiem po kim Draco odziedziczył kolor włosów.Pomyślałam.Po dłuższej chwili znalazłam się przed wejściem do jadalni,która świeciła pustkami.Zajrzałam niepewnie do środka licząc na to,że nikogo tam nie zastane,lecz myliłam się.Przy jednym ze stolików siedział Matt,który zajęty był swoim posiłkiem.Z daleka widać było,że nad czymś głęboko myśli.Podeszłam do stołu przy którym siedział i zajęłam miejsce naprzeciwko niego.Podniósł wzrok na mnie i posłał mi ciepły uśmiech po czym powiedział.
-Widzę,że nie tylko ja chciałem dzisiaj dłużej pospać.-Uśmiechnęłam się do niego po czym spojrzałam na podchodzącego skrzata.
-Czego sobie panienka życzy?-Zapytał z udawaną grzecznością.Po zastanowieniu się odpowiedziałam.
-Poproszę jajecznicę i sok z żurawin.-Spojrzał na mnie gniewnie jakbym powiedziała mu,że ma przygotować śniadanie dla tysiąca osób.Po chwili odwrócił się i mówiąc coś pod nosem odszedł.Przeniosłam wzrok na Matta który siedział rozbawiony i powiedział
-Wrodzona grzeczność skrzatów domowych.-Uśmiechnęłam się do niego pokazując rząd białych zębów.Patrzyłam na niego uważnie.Spuścił oczy.Bał się mojego wzroku.Założył maskę za którą ukrywał swoje prawdziwe uczucia.Uśmiechał się choć wcale nie był szczęśliwy.Widziałam w jego oczach strach.Nie chcąc dłużej być w niepewności zapytałam.
-Co się stało Matt?-Spojrzał na mnie i z uśmiechem odpowiedział.
-Dlaczego myślisz,że coś się stało?-Spojrzałam w jego oczy jeszcze raz i teraz miałam pewność,że czegoś się bał.Spojrzałam na niego z żalem mówiąc.
-Widzę,że czymś się denerwujesz.-Spojrzał na mnie lekko zasmucony po czym powiedział.
-Mam zadanie do wykonania.Boje się,że zawiodę-Poruszył się niepewnie.Patrzyłam na niego uważnie.Po chwili zapytałam.
-Co masz zrobić?-Zaczął widelcem nerwowo grzebać w talerzu. Po chwili rzucił go i powiedział.
-Kiedyś miałem przyjaciela.Byliśmy nierozłączni.Jednak pewnego dnia choroba zabrała jego matkę.Jego ojciec oszalał z żalu i wmówił mu,że to ja przyczyniłem się do jej śmierci.Denis uwierzył mu i powiedział,że nie chce mnie znać.Bardzo cierpiałem po jego odejściu.Całymi dniami zastanawiałem się co mogłem zrobić aby go nie stracić.-Słuchałam tego z zainteresowaniem lecz wciąż nie wiedziałam jaki ma to związek z jego zadaniem.Po chwili dopowiedział.
-Ojciec Denisa pracuje w ministerstwie.Twój ojciec kazał mi znaleźć go i zabić jego rodzinę.-Spojrzałam na niego smutnym wzrokiem,lecz ten nie zaszczycił mnie spojrzeniem.Nerwowo dłubał widelcem w talerzu myśląc o tym co musi zrobić.Nie wiedząc co zrobić powiedziałam.
-Przykro mi Matt ale musisz go zabić.On Cię zostawił.Uwierzył kłamstwą,które mu wmówiono.Nie zasłużył na to,żeby żyć.-Przez chwile sama przeraziłam się tym co powiedziałam.Spojrzałam w lewą stronę i ujrzałam skrzata,który szedł z moim śniadaniem.Gdy podszedł postawił przede mną talerz z jajecznicą oraz szklanką soku z żurawin.Podziękowałam mu po czym zabrałam się za posiłek.Matt siedział i patrzał ślepo w swój talerz.Po chwili ruszył się i powiedział.
-Masz racje Hermiono.Nie mogę się zawahać.Muszę go zabić.-Spojrzałam na niego popijając sok.Ten podniósł wzrok i powiedział.
-Musisz mi pomóc.-Odłożyłam szklankę po czym zapytałam.
-Jak?-Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem po czym powiedział.
-Wymaż go z moich wspomień.Jeżeli o nim zapomnę nie zawaham się go zabić.-Spojrzałam z ciekawością na niego.Nakułam na widelec kawałek jajka i wsadziłam go do buzi.Gdy przeżułam ten kęs powiedziałam.
-Jesteś pewien,że chcesz zapomnieć?-Zawahał się przez chwilę i spuścił wzrok.Po chwili podniósł go i patrząc mi w oczy z pewnością w głosie rzekł.
-Tak.Zrób to.-Patrzyłam na niego uważnie po czym powiedziałam
-Dobrze.Jeżeli chcesz.Nie mogę Ci tego odmówić.-Wytarłam buzie chusteczką leżącą niedaleko po czym wstałam i skierowałam się w jego kierunku.Stanęłam przed nim po czym zapytałam.
-Jesteś pewny?-Zamknął oczy i powiedział.
-Zrób to.Teraz.-Wyjęłam różdżkę i skierowałam ją w jego stronę.Oczy miał zamknięte.Widziałam,że skupił się na myślach o których chciał zapomnieć.Nie czekając dłużej powiedziałam.
-Obliviate.-Magia wydobyła się z mojej różdżki i trafiła w myśli Matta,który siedział skupiony przede mną.Patrzyłam na niego wiedząc,że zabieram mu wspomienia z jego dzieciństwa.Nie wiedziałam ile.Może znali się przez miesiąc,może przez parę lat.Nie wiedziałam ile lat z jego życia właśnie mu zabrałam.Po chwili otworzył oczy a ja zapytałam.
-I jak?-Spojrzał na mnie po czym zapytał.
-Ale co jak?-Wyprostowałam się i powiedziałam.
-Pamiętasz Denisa?-Rozejrzał się po sali po czym powiedział.
-Nie znam żadnego Denisa-Uśmiechnął się po czym spojrzał na zegarek i powiedział.
-Przepraszam Hermiono,ale mam zadanie do wykonania.Musze lecieć.-Powiedziawszy to wstał i wyszedł z jadalni.Westchnęłam głęboko po czym usiadłam i postanowiłam dokończyć śniadanie.

Siedziałam sama w jadali słuchając bicia zegara.Cisza która panowała dookoła mnie była nie do zniesienia.Jajecznica,którą przyniósł mi skrzat bardzo mi smakowała.Co chwile nabierałam na widelec kawałek jajka i wsadzałam go do buzi delektując się ich smakiem.Sok z żurawin skończył się szybko więc poprosiłam o dolewkę.Tym razem obsłużył mnie Skipper,który częściowo dotrzymał mi towarzystwa.Po skończonym posiłku pożegnałam się ze skrzatem i wyszłam z jadani.Nie chciałam wracać do swojego pokoju więc postanowiłam udać się do ogrodu.Ruszyłam w kierunku wielkich dębowych drzwi,które były lekko uchylone.Mieszcząc się w niewielkiej szczelinie wyszłam z domu.Oślepiło minie światło słoneczne które poraziło moje oczy.Stałam przez chwile przyzwyczajając wzrok do jasności dnia.Zeszłam ze schodów i zaczęła szukać znajomych twarzy,lecz nie widziałam nikogo.Ruszyłam wzdłuż ogrodu.Mijałam cudowne krzewy oraz kwiaty,które mieniły się niezwykłymi kolorami.Był to gorący,ostatni sierpniowy dzień wakacji.Jutro znów wracam do szkoły,lecz tym razem jako zupełnie nowa osoba.Szłam zamyślona.Nie zauważałam osób które kłaniały mi się przechodząc obok mnie.Głowę miałam spuszczoną.Wzrok ślepo utkwiłam w ścieżce,którą obecnie szłam.Skończyła się pierwsza alejka.Nie zważając na to ruszyłam dalej.Znalazłam się na drodze różanej.Dookoła mnie rosła niezliczona ilość róż.Zapach który dostał się do moich nozdrzy rozluźnił mnie.Zakręciło mi się w głowie więc postanowiłam usiąść na ławce.Spojrzałam przed siebie.Wiele osób pojawiało się przed domem i z zaciętością szukali mego ojca.Byli też tacy,którzy znikali mi z oczu teleportując się do nieznanych mi miejsc.Wszyscy mieli jakieś zadanie.Nie było osoby,która siedziała bezczynnie nie wiedząc co ze sobą zrobić.Oczywiście nie licząc mnie i Malfoya.Nasze zadanie było proste.Mamy wziąć udział w turnieju trójmagicznym i zabić córkę Knota.Gdybym mogła z chęcią zrobiłabym to teraz,zamiast siedzieć bezczynnie i przyglądać się innym.Jessicy nigdzie nie widziałam.Jej partnerem był Zabini.Ich zadanie polegało na nastraszeniu pewnego ministra,który już od dłuższego czasu szkodzi interesom mego ojca.Siedziałam wzdychając co chwilę.Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić.Gdzie pójść do kogo zagadać?Siedziałam bezczynnie patrząc na to co działo się dookoła mnie.Po chwili zauważyłam Malfoya który właśnie wychodził z domu.Zszedł ze schodów i zaczął się rozglądać.Miał długie czarne spodnie i niebieską koszulę,która niebywale podkreślała jego mięśnie na ciele.Miał dobrze ułożone bląd włosy oraz wszędzie błądził swym niezawodnym wzrokiem.Po chwili zauważył mnie.Zaczął powoli się do mnie zbliżać.Przypatrywałam się mu z zainteresowanie.Schował ręce do kieszeni i pewnie stawiał krok za krokiem.Gdy znalazł się niedaleko mnie posłałam mu lekki uśmiech,który odwzajemnił.Usiadł obok mnie i powiedział.
-Niech zgadnę,ty też nie masz co robić?-Spojrzałam na niego po czym uśmiechając się powiedziałam.
-Jak zwykle masz rację.-Spojrzał na mnie spod łba po czym podparł się kładąc łokcie na kolanach.Nagle spoważniał i zrzucił uśmiech,który przed chwilą gościł na jego twarzy.Przyjął poważną minę po czym powiedział.
-Chciałem Cię przeprosić.-Patrzył przed siebie.Chciałam aby na mnie spojrzał,lecz nie zrobił tego.Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
-Za co?-Zapytałam z uśmiechem.
-Za te 6 lat w których Cię nienawidziłem.-Spuścił wzrok jakby się za coś obwiniał.Zmrużyłam oczy i wpatrzyłam się w niego.Po chwili spojrzał na mnie i powiedział.
-Wczoraj gdy zgodziłem się na twoją propozycję myślałem,że obejdę się bez przeprosin,lecz myliłem się.Jestem Ci je winien ponieważ wiem,że nie raz przeze mnie płakałaś.-Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.Nigdy nie myślałam,że usłyszę takie słowa od samego Dracona Malfoya.Położyłam mu rękę na ramieniu po czym powiedziałam.
-Ja też Cię wtedy nienawidziłam,szydziłam Tobą i obrażałam przy nabytej okazji.Więc ja również jestem Ci winna przeprosiny.-Spojrzał na mnie po czym powiedział.
-Nie musisz mnie za nic przepraszać.Zasłużyłem sobie na to.-Spojrzałam na niego z niedowierzaniem po czym zapytałam.
-Draco Malfoy przyznaje się do porażki?-Podniósł wysoko głowę,lecz nie spojrzał na mnie.Chwilę zastanawiał się,lecz w końcu powiedział.
-To żaden wstyd przyznać się,że nie zna się odpowiedzi na wszystkie pytania.To żadna ujma pokazać,że popełnia się błędy.Głupotą jest udawać,że wszystko się wie.-Spojrzał na mnie po czym dodał.
-Nigdy nikomu tego nie mówiłem,lecz ja także jestem człowiekiem i mam uczucia których co prawda nie rozróżniam.Nie wiem co do miłość,porażka a nawet radość.Często nawet tak błache uczucia nie zostają przeze mnie rozróżnione. Od dziecka wpajano mi,że moje uczucia mogą mnie zniszczyć,dlatego też nigdy nie nauczyłem się ich rozpoznawać.Nigdy nie zwierzałem się nikomu i nie wiem dlaczego robię to teraz.-Patrzył na mnie uważnie po czym dodał.
-Nie wiem co mi odbiło.-Chciał wstać,lecz zatrzymałam go.Usiadł i patrzył na mnie uważnie.Uśmiechnęłam się lekko do niego po czym powiedziałam.
-Każdy człowiek potrzebuje towarzystwa drugiej osoby nawet po to,żeby czasem mu się wyżalić.Ty także.Nie wstydź się tego.Pamiętaj,że możesz zawsze na mnie liczyć bez względu na porę dnia czy godzinę.Zapomnę o incydentach,które mnie sporo kosztowały pod jednym warunkiem.-Spojrzał na mnie lekko przyćmionym wzrokiem.Przyjęłam poważna minę po czym powiedziałam.
-Jesteśmy na siebie skazani, czy tego chcesz czy nie.Zapewne dużo czasu będziemy spędzać wspólnie.-Spojrzałam przed siebie po czym dokończyłam.
-Chciałabym,żebyś był osobą na którą mogłabym liczyć.Chciałabym abyś był moim wsparciem.Chciałabym abyś po prostu był.-Patrzył na mnie z lekko otwartą buzią.Zatkało go.Widziałam to w jego oczach.Nie wiedział co powiedzieć.Spojrzałam w jego oczy.Zauważyłam w nich…zadowolenie,szczęście?Czy właśnie takie uczucia nim targały?Patrzeliśmy na siebie przez chwilę,lecz nie wiem ile czasu dokładnie minęło.Po chwili lekko ściszonym głosem odpowiedział.
-Obiecuję,że zrobię co w mojej mocy,aby Cię nie zawieść.-Uśmiechnęłam się do niego po czym wystawiłam prawą dłoń w jego kierunku.Spojrzał na nią potem znów na mnie a ja zapytałam.
-Przyjaciele?-Uśmiechnął się do mnie po czym uścisnął moją dłoń i odpowiedział.
-Przyjaciele.

Długo siedzieliśmy na ławce rozmawiając o czasach w których byliśmy jeszcze wrogami.Śmialiśmy się ze swoich docinek oraz czynów,które niegdyś obrażały naszą dumę.Radość zapanowała nami i nie chciała nas opuścić.Każde z nas miało dobry humor.Dlaczego właściwie Cię nienawidziłam przez te wszystkie lata?Ciągle zadawałam sobie to pytanie.Odpowiedz sama mi się nasuwała.Gdyby nie Harry i Ron może ja i Draco nie sprzeczalibyśmy się.Może byli byśmy dla siebie całkiem obcymi ludźmi,którzy po raz pierwszy się widzą.Polubiłam Dracona.Był naprawdę wspaniałym człowiekiem z którym się bardzo dobrze dogadywałam.Obiecaliśmy sobie,że nikt nie dowie się o naszej poprzedniej rozmowie,która była oznaką słabości i żalu wypływającego z naszych serc.Dochodziła godzina 13:30.Zegar umieszczony na szczycie budynku zaczął bić uświadamiając nam,że zaczyna się pora obiadowa.Razem z Draconem postanowiliśmy udać się na obiad w późniejszej godzinie i powędrowaliśmy w stroną mojego pokoju.Doszliśmy do wielkich dębowych drzwi,które Draco otworzył i wpuścił mnie pierwszą .Gdy znalazłam się w środku dobiegł mnie hałas wydobywający się z jadalni.Zerknęłam do środka i uświadomiłam sobie,że nawet najmniejsza mucha nie znalazłaby tu miejsca dla siebie.Draco uśmiechnął się do mnie po czym ruszyliśmy wzdłuż korytarza.Po wspięciu się na schody podążyliśmy kolejnym korytarzem.Dobry humor nie opuszczał nas.Co chwile któreś z nas śmiało się i rozbawiało drugiego.Gdy znalazłam się przed swoimi drzwiami lekko złapałam za klamkę i pchnęłam drzwi.Weszliśmy do środka po czym usiedliśmy na sofie.Długo rozmawialiśmy o swoich przygodach oraz przeżyciach aż w pewnym momencie rozmowę przerwało pukanie do okna.Zauważyłam małą,czarną sowę która notorycznie dobijała się do mojej szyby.Wstałam,otworzyłam okno po czym wpuściłam ją do środka.Była to niewielka sowa o czarnym opierzeniu,która miała przywiązany mały liścik do nóżki.Dobrze znałam tę sowę i wiedziałam do kogo należy.Malfoy patrzył na mnie uważnie.Po chwili gdy odwiązałam liścik Draco podszedł do mnie.Patrzyłam na wiadomość.Nie odwinęłam jej ponieważ dobrze wiedziałam od kogo ją dostałam.Chłopak patrzył na mnie uważnie po czym zapytał.
-Wiesz od kogo to jest?-Spojrzałam na niego i lekko uśmiechając się powiedziałam.
-Jak myślisz,kogo w naszej szkole jest stać na czarną sowę,która nie ma na sobie ani jednego pióra nie powstałego magicznie?Draco uśmiechnął się ironicznie po czym powiedział.
-Wesley.-Kiwnęłam potakująco głową.Uśmiechnęłam się po czym zapytałam zaciekawiona.
-Ciekawe czego chce.-Draco patrzał jak obracam w dłoni kawałek papieru.Chwilę później powiedział.
-Jeżeli nie przeczytasz to się nie dowiesz.-Spojrzałam na niego i po chwili zastanowienia zaczęłam rozwijać kawałek papieru.Oparłam się o parapet i zaczęłam czytać.

Droga Hermiono
Wraz z Harrym zastanawiamy się gdzie popełniliśmy błąd.Byłaś naszą przyjaciółką na której zawsze polegaliśmy.Widać nie byliśmy wystarczająco dobrymi przyjaciółmi skoro bez żadnego słowa odwróciłaś się od nas.Mam nadzieje,że gdy spotkamy się w Hogwarcie będziemy mogli spokojnie porozmawiać i wytłumaczysz nam dlaczego podjęłaś taką decyzję.Cały Zakon Feniksa uważa Cię za zdrajcę,lecz ja wciąż zapewniam ich o twojej lojalności.Harry z każdym dniem traci nadzieje na odzyskanie swojej Hermiony na której mu tak zależało.Jako jedyny podtrzymuje ich na duchu i wspieram.Wciąż jestem dobrej myśli.Zapewne wiesz dlaczego wstawiam się za Tobą.Zapewne domyślasz się co jest powodem mojego zachowania.Myślałem,że kiedyś będzie pisana nam wspólna przyszłość,lecz widzę,że się myliłem.Chciałbym ,żebyś wróciła nawet jeżeli miałabyś mnie znienawidzić za to co Ci napisałem.Wolałbym,żebyś stanęła po stronie zakonu niż swojego Ojca.Jeżeli nie zmienisz zdania staniemy się wrogami.Staniemy po dwóch różnych stronach.A gdy nadejdzie bitwa ostateczna jedno z nas będzie musiało zginąć.Zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym.Zawsze będę na Ciebie czekał pomimo podjętej przez Ciebie decyzji.Może świat kiedyś dowie się o mojej przyjaciółce,którą straciłem a którą tak bardzo kochałem.
Twój na zawsze.
Ron Wesley


List przysłany przez Rona strasznie mnie rozbawił.Zaczęłam głośno się śmiać.Draco patrzył na mnie jak na wariatkę,lecz po chwili wręczyłam mu list.Po przeczytaniu spojrzał na mnie z niedowierzaniem i również zaczął się śmiać.Kulaliśmy się po podłodze łaskocząc się nawzajem.Wciąż w pamięci mieliśmy miłosne wyznania które Ron skierował do mnie.Gdy emocje opadły Malfoy spojrzał na mnie po czym zapytał.
-Pomiędzy tobą a Ronem coś było?-Walnęłam go w ramię i ponownie zaczęliśmy się śmiać.Po chwili odpowiedziałam.
-Tak, od zawsze go kochałam i czekałam aż on mi to powie w jakże to romantycznym liście.Ohh.. jaki on słodki.-Powiedziałam z ironią a Malfoy ponownie zaczął się śmiać.Gdy się uspokoiliśmy zapytałam.
-Jak myślisz mam pokazać ten list tacie?-Spojrzał na mnie po czym uśmiechnął się i z rozbawieniem powiedział.
-Oczywiście,skoro Wesley chce się z Tobą żenić musisz pokazać ojcu jego oświadczyny.-Malfoy zaczął się śmiać a ja wzięłam poduszkę i walnęłam go w głowę.Spojrzał na mnie gniewnie po czym również chwycił poduszkę i tak zaczęła się prawdziwa bitwa.Biegaliśmy po całym pokoju bijąc sie poduszkami.W powietrzu unosiły się niezliczone ilości białego puchu,które gubiliśmy.Po 20 minutach opadliśmy zmęczeni na łóżko.Sapaliśmy głośno śmiejąc się przy tym.Rozejrzałam się po pokoju.Wszędzie znajdowały się białe piórka.Spojrzałam na Malfoya i powiedziałam.
-Ciekawe kto to teraz posprząta?-Rozejrzał się po pokoju po czym powiedział.
-Nom współczuje.-Walnęłam go po raz kolejny poduszą a ten zaczął się śmiać.Po chwili wyjął różdżkę i za pomocą jednego zaklęcia sprawił,że po naszej bitwie nie został żaden ślad.Chwilę siedzieliśmy rozmawiając aż w końcu postanowiliśmy udać się na obiad.

Na obiedzie usiedliśmy obok siebie przy największym stole.W jadalni wciąż było dużo osób.Zamówiliśmy Sobie ziemniaki,kurczaka sok z dyni oraz zupę jarzynową.Zjedzenie posiłku zajęło nam trzydzieści minut.Wciąż rozmawialiśmy ze sobą co chwile śmiejąc się z listu od Rona.Po zjedzeniu obiadu postanowiłam udać się do ojca aby pokazać mu list,który dostałam od Wesleya.Oczywiście nie obeszło się bez żartów Dracona o ślubie moim i Rona.Stanęliśmy przed drzwiami gabinetu mojego taty.Zapukałam dwa razy po czym nie czekając na zaproszenie weszliśmy do środka.Tata był sam.Siedział za biurkiem i skrobał coś na papierze.Gdy nas zauważył podniósł wzrok i posłał nam lekki uśmiech po czym zapytał.
-Co was do mnie sprowadza?-Podeszłam do niego i wręczyłam mu list.Tata po przeczytaniu go uśmiechnął się do mnie po czym rzekł
-Nie wiedziałem,że Ciebie i Wesleya coś łączyło.-Przyglądał mi się uważnie a ja przewróciłam oczami po czym powiedziałam.
-Nic nas nie łączyło! Ron jest zły bo ich zdradziłam i myśli,że jak napisze mi parę czułych słów to zmienię zdanie.-Czarny Pan po raz kolejny spojrzał na list po czym powiedział.
-Rozumiem.-Zamyślił się po czym rzekł
-Pokarze radzie starszych ten list.Pomyślimy czy można go jakoś wykorzystać.-Spojrzał na mnie i posłał lekki uśmiech.Skłoniliśmy się wraz z Draconem i opuściliśmy gabinet.Ponownie udaliśmy się przed dom,lecz tym razem Draco chciał pokazać mi niewielki staw przy którym lubił przesiadywać.Gdy doszliśmy do niego od razu żałowałam,że nie wzięłam stroju kąpielowego.Malfoy spojrzał na mnie z rozbawieniem po czym wepchnął mnie do stawu w ubraniach.Woda nie była zimna.Powoli zaczęłam się wynurzać.Gdy otworzyłam oczy spojrzałam na Dracona który ściągną koszulę po czym w samych spodniach wskoczył do wody na bombę.Zaczęliśmy się chlapać i pływać po całym stawie.Dobry humor nas nie opuszczał.Pływaliśmy przez godzinę.Później postanowiliśmy się trochę poopalać.Po godzinie 17:00 dołączyła do nas Jessica,która niedawno wróciła.Powiedziała,że nie miała za dużo do roboty ponieważ Zabini ją we wszystkim wyręczał.Ona również postanowiła się odprężyć i wracając do nas w stroju kąpielowym wskoczyła do wody.Przez chwilę pływała sama,lecz później dołączyliśmy do niej.Każde z nas pływało na grzbiecie patrząc w niebo.Byliśmy naprawdę szczęśliwi.Spędziliśmy nad stawem prawie 3 godziny i przed godziną 20:00 rozeszliśmy się do swoich pokoi.Każde z nas wzięło się za pakowanie.Co chwile ktoś przychodził do mnie pytając jakie książki ma wziąć lub w jakim stroju wygląda najlepiej.Moje pakowanie trwało niecałą godzinę.Po skończeniu postanowiłam iść się wykąpać.Kiedy wyszłam z toalety i ubrałam się w swoją niebieską pidżamkę zaprosiłam do siebie Dracona,Jessicę i Matta,który niedawno co wrócił.Powiedział,że zabicie Denisa przyniosło mu z wielką satysfakcję.Cieszyłam się,że zabrałam mu te wspomienia.Ohhh.. gdybyś tylko wiedział ile On dla Ciebie znaczył.Wciąż powtarzałam to w swojej głowie.Wszyscy ubrani w pidżamy usiedli na moim łóżku.Długo rozmawialiśmy aż w końcu po godzinie 1:00 w nocy wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.

Jutro wracamy do Hogwartu.Zaczynam nowe życie.Nie obchodzi mnie co zaczną mówić o mnie inni.Ludzie zawsze gadają,szczególnie Ci,którzy nie mają odwagi żyć tak jak ja…

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

8.”Zmien się, a świat wokół Ciebie terz zacznie się zmieniać.”

01 lip

Siedziałam przy jednym ze stolików z Jessicą.Do północy zostało trzydzieści minut.Czas płynął szybko jakby chciał nam zrobić na złość.Siedziałam myśląc o tym co ma się stać.Milczałam.Byłam wsłuchana w swe myśli.Pragnęłam pozostać w tym stanie nicości przez długi okres czasu,lecz wiedziałam,że nie będzie mi to dane.Jessica wpatrzona przed siebie również nie odzywała się.Bała się.Widziałam w jej oczach lęk przed nieznanym.Chciałam ją wesprzeć lecz nie miałam pojęcia jak tego dokonać.Na parkiecie nie pozostał nikt.Większość osób upojona alkoholem głośno śmiała się lub przechwalała swymi umiejętnościami.Patrzałam na wszystkich.Widziałam zadowolone i roześmiane twarze.Oni przeszli już przez to co dla mnie jest jeszcze zdarzeniem z przyszłości.Czekałam na północ.W głębi serca pragnęłam usłyszeć dźwięk zegara oznajmującego,że godzina dwudziesta czwarta nadeszła.Jessica co chwilę zamawiała sobie szklankę ognistej.Mówiła,że to ją uspokaja.Nie mogłam jej tego zabronić.Jej ręce drżały coraz mocniej.Patrzyłam na nią ze smutkiem,lecz w głębi serca czułam zadowolenie.Dlaczego?Nie wiedziałam.Czy naprawdę cieszył mnie smutek przyjaciółki, czy po prostu nie mogłam doczekać się tego na co wszyscy czekaliśmy?Po chwili podszedł do nas mój ojciec.Stanął naprzeciwko mnie i powiedział.
-Już czas.-Dobrze wiedziałyśmy co to oznacza.Uśmiechnęłam się do niego ironicznie a on odpowiedział tym samym. Wstałam patrząc przed siebie.Tata odwrócił się i ruszył w kierunku sali obrad gdzie mieli stawić się wszyscy którzy oczekiwali napiętnowania.Szliśmy przez sale.Na przodzie mój ojciec a za nim ja z Jessicą.Miałam wysoko podniesioną,uśmiechniętą i zadowoloną twarz.Nikt nie zwracał na nas uwagi.Minęliśmy wielkie drzwi wchodząc na ponury korytarz.Portrety wiszące na ścianach uśmiechały się do nas i wspierały.Niektórzy też współczuli nam co tylko bardziej przestraszyło Jessicę.Gdy korytarz zbliżał się ku końcowi zatrzymaliśmy się i nie czekając długo aż słudzy otworzą nam drzwi weszliśmy do sali obrad.
Na środku stał wielki,dębowy stół przy którym zasiadała rada mego ojca.Po prawej stronie wejścia znajdował się wielki kominek w którym trzaskał ogień.W środku byli już wszyscy.Zgromadzeni spojrzeli na nas po czym skłonili się.Mój ojciec kazał wszystkim usiąść.Wielka rada jeszcze niedawno upita teraz trzymała się twardo gruntu i wypełniało polecenia wydane przez mego ojca.Stałam wraz z Jessicą oraz pięcioma innymi osobami obok kominka.Żar palił mnie w plecy.Zrobiło mi się gorącą.Czułam fale ciepła która rozchodziła się po mnie.Spojrzałam na Malfoya który stał niedaleko mnie.Miał dumnie uniesioną głowę.Jego oczy mówiły,że zaraz stanie się kimś nowym.Czekał na to już od dawna i widziałam radość bijącą z jego spojrzenia.Spojrzałam przed siebie.Mój ojciec zasiadł wraz z radą za wielkim stołem.Zaczęło się zebranie.Wszyscy wpatrzeni byli we mnie.Widziałam nieprzeniknione spojrzenia które błądziły po mojej osobie.Po chwili odezwał się mój tata:
-Zapewne wszyscy wiedzą po co dzisiaj została zwołana rada .Zatem przejdzmy do sedna sprawy.-Jego lodowaty ton rozniósł się po całym pomieszczeniu.
-Dzisiaj zostaniecie naznaczeni znakiem węża,który będzie potwierdzał wasze oddanie oraz sprzymierzenie z ciemną stroną.Jeżeli ktoś chce się wycofać może zrobić to teraz.-Wszyscy spojrzeli na nas.Nikt nie chciał odpuścić.Wszyscy staliśmy nieugięci wpatrując się w czarnego pana.Po chwili ten znów powiedział.
-Wspaniale.Takich też sprzymierzeńców nam trzeba.-Uśmiechnął się ironicznie kontynuując.
-Podejdz tutaj Hermiono-Zwrócił się do mnie.Spojrzałam na rade,a zaraz potem na Jessicę,która posłała mi ciepły uśmiech.Ruszyłam przed siebie omijając stół.Po chwili znalazłam się obok mego taty.Spojrzałam na niego po czym przeniosłam spojrzenie na Matta który stał niedaleko Dracona i Jessicy.
-Mam zamiar cofnąć dzisiaj zaklęcie,które rzuciłem 17 lat temu.Chcę odzyskać swą prawdziwą Hermionę.Jeżeli,ktoś ma coś przeciwko przyłączeniu się jej do śmieriożerców niech mówi.-Nastała cisza,którą po chwili przerwał średniego wieku mężczyzna z krótkimi , czarnymi włosami.
-A co jeśli nas zdradzi?Nie przeszła jeszcze testu.Nie mamy pewności czy to oby na pewno nie jest pułapka.-Większoś osób poparła zdanie siedzącego niedaleko mnie mężczyzny.Mój ojciec spojrzał na niego gniewnie po czym powiedział.
-Ja jej wieże.I wy również musicie to zrobić.Czy tego chcecie czy nie.A jeżeli moje słowo wam nie wystarczy mogę udowodnić jej lojalność.-Spojrzał chłodnym wzrokiem na wszystkich.
-W jaki sposób?-Zapytał po raz kolejny mężczyzna.
-Hermiono-Zwrócił się do mnie.Spojrzałam na niego a ten rzekł.
-Zabij go.-Powiedział wskazując palcem na mężczyznę,który zaczął wszczynać bunt przeciwko mnie.Nie zastanawiając się dłużej podeszłam do nieznajomego po czym wycelowójac w niego różdżką rzekłam.
-Avada Kedavra-Czerwone światło wydobyło się z kawałka drewna uderzając prosto w plecy siedzącego do mnie tyłem mężczyzny.Po chwili ten osunął się i padł martwy pod ławą.Wyprostowałam się dumnie i podeszłam z powrotem do mego ojca chowając różdżkę.Ten widząc co zrobiłam uśmiechnął się po czym rzekł.
-Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości?-Wszyscy spojrzeli po sobie ze strachem w oczach.
-Tak myślałem.-Odpowiedział prostując się dumnie.Zmierzyłam wszystkich wzrokiem pełnym nienawiści.Po chwili mój ojciec wstał i powiedział.
-Podaj mi swoją prawą rękę.-Moja dłoń wystrzeliła prosto i zdecydowanie w jego kierunku.Ten chwycił ją mocno po czym podniósł wystarczająco wysoko.Spojrzał w moje oczy.Wyczytałam z jego twarzy zadowolenie.Chciałam,żeby zrobił to jak najszybciej.Patrzał na mnie jeszcze przez chwilę i spuścił wzrok na moją rękę.Dotknął delikatnie różdżką mojego przedramienia po czym wypowiedział zaklęcie.
-Asceto dulen vas reggelus.-Poczułam,że ręka mi drętwieje.Po chwili oszołomił mnie ból,który spowodował ,że chciałam krzyknąć,lecz nie zrobiłam tego.Moja głowa wirowała.Wszystkie emocje zlały się w jedność.Nie odczuwałam radości,smutku czy żalu.Wszystko zdawało mi się być takie same.Kolory w moich oczach zaczęły się pokrywać.Czułam jak źrenice rozszerzają się dając przy tym niewyobrażalny ból.Moje dłonie lekko drżały.Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.Wszystko przestało mieć znaczenie.Emocje,które przez chwile tworzyły jedność zaczęły się oddalać od siebie i tak bardzo różnić.Po chwili zaczęłam pojmować czego tak naprawdę nienawidzę,co mnie śmieszy, a co denerwuje.Widziałam przed oczami twarze osób.Nieznanych mi osób chciałam,żeby zniknęły,lecz za nic nie chciały wyjść z mojej głowy.Zrozumiałam co tak naprawdę straciłam przez te siedemnaście lat żyjąc w ciągłym kłamstwie.Czułam jakby coś rozrywało mnie od środka.Coś we mnie rosło i wypełniało po same czubki palców.Moja moc się powiększyła.Czułam ją teraz tak wspaniale jak nigdy dotąd.Miałam ochotę chwycić różdżkę i wypowiadając słowa machać nią na wszystkie strony sprawiając ból i cierpienie wszystkim którzy się znajdowali obok mnie.Wszystkim?Coś się we mnie obudziło.Nieznana siła,która pozwoliła zapanować nad tak silnie targającymi mną emocjami.Była to miłość.Miłość,która podpowiadała mi,że jest obok mnie osoba,którą kocham i muszę zrobić wszystko aby była ona szczęśliwa.Otworzyłam oczy.Ból ustał.Znów widziałam wszystko tak jak poprzednio.Spojrzałam na swego ojca,który patrzał na mnie z niedowierzaniem.Zacisnęłam lekko pięści.Spojrzałam na swój mroczny znak.Na moim przedramieniu widniał znak węża w koronie oplatającego miecz.Był piękny.Moje oczy nie były w stanie wyrazić zachwytu,które spotkały na swej drodze.Po chwili poczułam dłoń na swym ramieniu.Uniosłam głowę i ujrzałam swego ojca.Patrzał na mnie uważnie po czym powiedział.
-Hermiono jak się czujesz?-Widziałam w jego oczach strach i ból.Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Czuje się jak nowo narodzona.-Czarny Pan przytulił mnie do siebie.Wtuliłam się w niego.Byłam szczęśliwa.Stałam się prawdziwą sobą.Po chwili oderwałam się od niego a ten powiedział.
-Witaj w szeregach Śmierciożerców.-Uśmiechnęłam się do niego a ten patrząc na mnie nieprzenikliwym wzrokiem rzekł.
-Usiądz.Teraz kolej na innych.-Usiadłam po jego prawej stronie.Miejsce obok mnie do niedawna zajmował nieżyjący już mężczyzna,którego zabiłam.Wszyscy patrzeli na mnie,lecz nie przejmowałam się tym.Wlepiłam wzrok w nadchodzącego Matta który był następny.
Naznaczanie następnych osób nie potrwało długo.Żaden ze śmierciożerców nie chciał sprzeciwić się już woli mego ojca więc obeszło się już bez niezapowiedzianych egzekucji.Gdy naznaczeni zostali już wszyscy Nagini wybrała czterech nowych członków rady.Malfoya,Matta, Hertona i mnie.Gdy reszta osób opuściła pomieszczenie wszyscy zasiedliśmy ponownie do stołu.Zaczęło się spotkanie,które miało wprowadzić nas w sprawy śmierciożerców.Główny zarządca bezpieczeństwa przedstawił nam zagrożenia,których próbuje pozbyć się już od dawna.Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o ministerstwie oraz o ich sposobie myślenia.Najbardziej jednak zaciekawiła mnie misja którą mój ojciec miał nakazać komuś z nas.
-Hogwart jest dobrze pilnowany.Od lat nie udało nam się obejść jego zasłon,który stary Dumbledore dla nas przyszykował.-Powiedział jeden z mężczyzn.
-Już Ci mówiłem Nersonie ,że pracuje nad tym aby obejść zabezpieczenia.-Powiedział drugi siedzący naprzeciwko mnie.
-Jak widać bez efektów.-Rzekł ponownie.
-Wiec co proponujesz?-Zapytał Nerson.
-Trzeba znaleźć inny sposób aby dostać się do Hogwartu.Zaatakujemy ich od środka gdy nie będą się spodziewać.-Odpowiedział .
-To nie jest czas ani pora na wymyślanie planu bitwy!Mamy ważniejsze rzeczy do zrobienia a wy wciąż kłucicie się o to samo!-Krzyknął oburzony Snape który już od dłuższego czasu przysłuchiwał się tej rozmowie.
-Dziękuje Severusie za trafną uwagę.-Odpowiedział mój tata.
-Jak zapewne wiecie Zakon Feniksa ma zamiar odnaleźć wszystkie Horkruksy i zniszczyć je.Nie możemy do tego dopuścić.Schowałem je dobrze,lecz nie spodziewałem się,że Harry Potter tak szybko wpadnie na ich ślad.-Powiedział Czarny Pan.
-Zatem jaki jest twój rozkaz panie?-Rzekł starszy pan siedzący na końcu stołu.
-Trzeba odnaleźć wszystkie Horkruksy zanim zrobi to Zakon.Severiusie,Lucjuszu będziecie odpowiedzialni za powodzenie tej misji.Radzę tym razem abyście niczego nie schrzanili.-Spojrzał na nich z groźbą.Oby dwaj skłonili się lekko.Ojciec patrzał przez chwilę na Lucjusz po czym powiedział.
-Byłbym zapomniał.Hermiono nie wiem czy wiesz ale każdy ze śmierciożerców ma swojego partnera z którym współpracuje. .-Spojrzałam na niego a ten nie odwracając wzroku rzekł.
-Ty będziesz pracować z Draconem.Mam nadzieje,że się dogadacie.-Spojrzał na mnie a ja odpowiedziałam.
-Oczywiście ojcze.-Skłoniłam się lekko po czym przeniosłam wzrok na Dracona,który patrzał na mnie z niedowierzaniem.Po chwili zapytałam.
-Co mamy zrobić?-Spojrzałam a ten odpowiedział.
-Długo myślałem co zrobić aby wykurzyć Knota ze swojego stanowiska.-Spojrzałam pytającym wzrokiem a ten dopowiedział.
-Śmierciożercy muszą przejąć kontrolę nad ministerstwem a jest to możliwe dzięki obaleniu jego dotychczasowego przedstawiciela.-Rozejrzał się po sali po czym powiedział.
-W tym roku odbędzie się turniej trójmagiczny w Dumstrangu.Weźmiecie w nim udział.Kiedy już będziecie na miejscu macie zabić Jenifer Knot.Córkę Korneliusza.Sprawcie aby cierpiała przed śmiercią.Takie są moje rozkazy.-Spojrzałam na Dracona który uśmiechnął się ironicznie do mnie po czym obydwaj odpowiedzieliśmy.
-Co tylko rozkażesz Panie.
Gdy wszystkim zostały przydzielone jakieś zadania mój ojciec ogłosił koniec zebrania.Wszyscy rozeszli się w nieznanym mi kierunku.Poczekałam aż wszyscy opuszczą salę po czym podeszłam do lustra.Mimo panującego mroku zauważyłam zmianę,która we mnie nastąpiła.Moje oczy stały się czarne i nieprzeniknione.Moje włosy były proste i sięgały mi do pasa.Moje usta nie tworzyły już prostej linii lecz lekko wygięty łuk.Zmieniłam się na lepsze-Pomyślałam.Uśmiechnęłam się do siebie po czym odwróciłam się do mego ojca który powiedział.
-Jesteś piękniejsza niż poprzednio.-Spojrzałam na niego uśmiechając się.
-To był pomysł Lucjusza prawda?-Zapytałam
-Nie wiem o czym mówisz.-Powiedział patrząc na mnie.
-Chodzi o to,że muszę pracować z Draconem.-Odpowiedziałam.
-Tak to był jego pomysł.Przepraszam Hermiono wiem ,że nie przepadasz za Malfoyem ale mam nadzieje,że teraz wasze relacje ulegną zmianie.-Uśmiechnęłam się ironicznie a ten odpowiedział.
-Przecież wiesz,że nie mogłem mu odmówić.-Westchnęłam po czym odpowiedziałam.
-Tak wiem.-Spojrzałam na niego po czym odpowiedziałam.
-Może to i dobrze,że wypadło na niego.-Tata spytał spojrzał na mnie pytająco.
-W końcu będzie musiał mnie polubić-Ojciec roześmiał się po czym powiedział.
-Masz rację.Teraz musi cię polubić.-Uśmiechnęłam się do niego po czym ten powiedział
-Idz spać Hermiono.Od jutro zaczynasz nowe życie.Musisz być wypoczęta-Uśmiechnęłam się promiennie po czym odpowiedziałam.
-Masz rację.Dobranoc.-Odwróciłam się i opuściłam pomieszczenie.Skierowałam się w stronę swego pokoju.Gdy byłam już na drugim piętrze coś przykuło moją uwagę.Spojrzałam w stronę balkonu na którym ktoś siedział.Podeszłam bliżej po czym poznałam,że to Draco Malfoy.Znalazłam w sobie siły po czym postanowiłam udać się w jego stronę.Stanęłam obok niego opierając się o poręcz.Posłał mi krutkie spojrzenie po czym znów spojrzał przed siebie.Staliśmy w ciszy pochłonięci ciemnością która nas otaczała.Żadne z nas nie chciało odezwać się jako pierwsze.Patrzałam przed siebie.Miliony gwiazd wirowało mi przed oczami.W głowie szumiało wiele wspomień związanych z Hogwartem.Przypomniałam sobie chwile w których płakałam przez Malfoya.Uśmiechnęłam się pod nosem lekko po czym usłyszałam jego delikatny głos.
-Miałaś racje.Dalsza kłutnia nie przyniesie nic dobrego.-Patrzał wciąż przed siebie.Mówił powoli i spokojnie.Po chwili dodał.
-Jesteśmy partnerami.Musimy nauczyć się współpracować.-Spojrzał na mnie swym nieprzenikliwym wzrokiem.Patrzyłam na niego uważnie.W końcu powiedziałam.
-Ciesze się,że chociaż raz mnie posłuchałeś.-Posłałam mu lekki uśmiech który dodał mu wiary w to co robi.Wyciągnęłam rękę w jego stronę mówiąc.
-To jak,zaczniemy wszystko od nowa?-Przerzucał wzrok z mojej twarzy na rękę.Wahał się przez chwilę,lecz po chwili złapał ją pewnie i powiedział.
-Zaczniesz nowe życie, a ja Ci w tym pomogę.-Uśmiechnął się do mnie po czym skierował się w stronę swojego pokoju.Była jedna rzecz która nie dawała mi spokoju więc zawołałam.
-Draco! Zaczekaj!-Zatrzymał się a ja podeszłam do niego.Stanęłam przed nim.Chwilę się wahałam lecz po chwili zapytałam.
-Zgodziłeś się tylko dlatego,że jestem córką Voldemorta czy też przemyślałeś wszystko i zrobiłeś to z własnej woli?-Spojrzałam mu w oczy.Pomimo panującego mroku potrafiłam wszystko z nich wyczytać.Po chwili odpowiedział.
-Zrobiłem to ponieważ uznałem,że dalsze kłutnie z Tobą nie przyniosą mi żadnych satysfakcji.Mogą mnie jedynie bardziej pogrążyć.-Spojrzał na mnie smutno po czym uśmiechnął się do mnie ironicznie i dopowiedział.
-Poza tym w szkole znajdę Sobie jakąś inną szlamę,której uprzykrzę życie.-Uśmiechnęłam się do niego po czym bez namysłu powiedziałam.
-A ja Ci w tym pomogę.

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

7.” Masz wrogów? Bardzo dobrze.To znaczy,że postawiłeś się w jakiejś sprawie w swoim życiu.”

09 cze

Stanęłam na szczycie schodów i spojrzałam w dół.Muzyka ucichła a setki par oczu wlepiło się we mnie.Czułam się jak ich władca gotowa do wydania niezliczonych ilości poleceń.Moje oczy przeskakiwały z jednej osoby na drugą.Spośród zgromadzonych była niewielka ilość osób,których znałam.Złapałam się delikatnie poręczy.Dłonie spociły mi się,lecz nie zważałam na to. Postawiłam nogę robiąc krok w dół.Głuchy dźwięk moich obcasów stykających się z ziemią rozniósł się po sali.Moje oczy z powodu braku oparcia błądziły po całym pomieszczeniu nie wiedząc gdzie zawiesić wzrok.Zrobiłam drugi krok.Przytłoczyła mnie niesamowita fala gorąca uderzająca od stup do głowy.Zrobiło mi się ciemno przed oczami,lecz nie pozwoliłam aby nieznana siła natchnienia wytrąciła mnie z równowagi.Nie wiedziałam w którą stronę się kierować.Byłam coraz niżej,lecz nie miałam pojęcia co dalej robić.Po chwili u podnóża schodów stanął mój ojciec.Posłał mi delikatny uśmiech,który podniósł mnie na duchu.Byłam coraz bliżej niego.Czułam na sobie przytłaczającą ilość spojrzeń.Próbowałam pomyśleć o czymś innym,lecz nic nie przychodziło mi do głowy.Gdy byłam na ostatnim schodku zatrzymałam się.Przeniosłam wzrok na tatę szukając w nim oparcia.Po chwili jego ręka wyrwana z uśpienia znalazła się obok mnie.Bez namysłu chwyciłam ją delikatnie i postawiłam ostatni krok.Gdy stanęłam obok swego taty,wszyscy oddali nam pokłon.Trzymając go delikatnie za rękę powędrowaliśmy przed siebie.Pozwoliłam aby mnie poprowadził.Zatrzymaliśmy się dopiero przy mamie,która czekała na nas w samym centrum sali.Stanęłam naprzeciw nich.Mama posłała mi uśmiech po czym tuląc mnie do siebie złożyła mi życzenia.Moje serce płakało z zadowolenia.Cała sala przyglądała się nam.Na moich policzkach pojawiły się rumieńce.Kiedy nadeszła kolej taty wszyscy wytrzeszczyli wzrok.Ojciec podszedł do mnie i tuląc mnie powiedział.
-Mam nadzieje,że będziesz grzeczną córką i nie będziesz przysparzać nam problemów.-Uśmiechnęłam się do niego a on ucałował mnie w czoło,po czym spojrzał na wszystkich zebranych.Obok nas pojawił się skrzat z kieliszkami szampana.Mama podała mi jeden z nich po czym wsłuchaliśmy się w słowa taty.
-Chciałbym podziękować wszystkim,którzy przyszli uczcić powrót mojej córki do domu.Jestem wam dozgonnie wdzięczny.Dziś ,gdy przypadają jej siedemnaste urodziny jestem niezwykle szczęśliwy,że będę mógł naprawić swój błąd który kiedyś popełniłem.Rzuciłem zaklęcie które zmieniło ją.Jej wygląd oraz charakter.Gdy zegar wybije północ naprawie to co zniszczyłem.Przywrócę dawną Hermionę,która powinna być tu teraz z nami.-Obejrzał się na mnie i posłał mi lekko zauważalny uśmiech.Na sali zapanował szmer.Wszyscy myśląc,że to koniec przemówienia wracali do przerwanych czynności.Jednak po chwili powiedział.
-Chciałbym dodać,że równo o północy wszyscy którzy tego wieczoru mają odebrać swoje wynagrodzenie w postaci napiętnowania mają stawić się w sali obrad.-Rozejrzał się po sali po czym dodał.
- Chciałbym także wznieść toast.-Odwrócił się do mnie po czym rzekł.
-Za Hermionę.
-Za Hermionę!-Krzyknęli zebrani patrząc na mnie i upijając łyk szampana.Chwilę później tata dodał.
-Możecie kontynuować zabawę!-Moje uszy znów wychwyciły rytmy muzyki.Na parkiecie pojawiło się wiele par,kręcąc się i tuląc do siebie.Wiele osób siedziało przy stołach i wraz z towarzyszącymi im znajomymi zapijali się w trupa.Po chwili podszedł do mnie tata i rzekł.
-Choć.Przedstawię Ci parę osób.-Podałam mu swoją dłoń i ruszyłam za nim.Po drodze musiałam uważać aby nie zderzyć się z nikim a ponieważ większość osób zajęta była tańczeniem bądz też piciem ,nie było to takie łatwe.Pod ścianą spostrzegłam profesora Sneypa,który pozbył się resztek tortu ze swej peleryny i znów zachwycał nas swym uwielbieniem do kruczoczarnego koloru.Niedaleko mnie przechodziła Jessica wraz ze swą mamą uśmiechając się do mnie i puszczając mi oczko.Roześmiałam się i postanowiłam spojrzeć przed siebie.Zmierzałam wraz z tatą do ostatniego stołu,który zajmował starszy pan z czarną brodą.Gdy tylko spostrzegł,że idziemy w jego kierunku wstał,wyprostował się dumnie i czekał aż do niego dojdziemy.Gdy znaleźliśmy się blisko niego skinął głową po czym powiedział.
-Witaj panie.Czy masz jakieś nowe zadanie do wykonania dla mnie?-Spojrzał na mego ojca pełen zadowolenia i pewności siebie.Tata lekko kiwną głową zaprzeczając po czym powiedział.
-Na razie nie.Informacje,które Ci niedawno przekazałem są nadal aktualne.-Spojrzał na niego mrużąc oczy po czym ukłonił się i rzekł.

-Czyli mam rozumieć,że to zadanie jest dla mnie?

-Tak.Musisz jak najwięcej dowiedzieć się na ten temat.Są to bardzo ważne informacje dla mnie,które pomogą Hermionie.-Spojrzałam na niego po czym zapytałam.

-Mi?Ale w jaki sposób i o jakie informacje Ci chodzi?-Ojciec stał z wysoko uniesioną głową.Po chwili odpowiedział.

-Musze dowiedzieć się jak powiększyć twoją moc.Będziesz moją decydującą bronią.-Rozszerzyłam oczy z niedowierzaniem.

-Ale po co mi większa moc ojcze?Nie wystarczy mi ta,którą teraz posiadam?-Zapytałam

-Moc o której muwie nie może równać się żadnej innej.Nawet mojej.Będzie Ci ona potrzebna do wykonania zadania,które już niedługo dokładnie opracuję.-Po tych słowach do rozmowy wtrącił się Patric

-Czy mam zrobić coś jeszcze panie?-Spojrzał na niego uważnie po czym odpowiedział.

-Narazie tylko to.Później przekaże Ci resztę informacji.Pamiętaj,że to tajna misja.Niepowodzenie jej może przynieść nam wiele szkód.Ufam Ci,dlatego też ty wypełnisz moją wolę.
-Rozumiem.Będę czekał z niecierpliwością na twoje kolejne rozkazy.-Tata spojrzał na niego po czym zwrócił się do mnie
-Hermiono oto Patric Forrel,który szukał Cię od dwóch lat…
-Niestety bez powodzenia-Dodał przerywając memu ojcu.Spojrzałam na niego po czym zapytałam.
-Dlaczego?-Skupił swą uwagę na mnie i dodał.
-Bardzo zależało mi na tym aby Cię odnaleźć,lecz kto inny zrobił to za mnie.Dostałem błędne informacje i szukałem nie tej osoby co trzeba.-Spojrzałam na niego z zabójczym wzrokiem.Widać musiał to zauważyć ponieważ chwilę później dodał.
-Przepraszam Cię za to pani.Nie karaj mnie.Bardzo ciesze się,że już wróciłaś pomimo tego,że to nie ja cię odszukałem.-Powiedziawszy to skłonił się nisko spuszczając wzrok.Spojrzałam zdziwionym wzrokiem na tatę lecz ten tylko obdarzył mnie lodowatym spojrzeniem.Po chwili namysłu odpowiedziałam.
-Mam nadzieje,że następnym razem bardziej przyłożysz się do zadania,które nakaże Ci wykonać mój ojciec.-Patric podniósł głowę i z nadzieją w głosie rzekł.
-Obiecuję.Obiecuję,że następnym razem nie zawiodę.-Spojrzałam się na niego po raz ostatni po czym odwróciłam się i odeszłam wraz z tatą zostawiając upokorzonego Forrela.
-Dobrze sobie z nim poradziłaś.-Powiedział gdy oddaliliśmy się od stołu.
-Nie rozumiem dlaczego trzymasz takich lizusów blisko siebie.Nie lepiej zastąpić go kimś innym?-Powiedziałam z pewnością patrząc przed siebie.Tata lekko uśmiechnął się po czym odpowiedział.
-Gdyby to zależało ode mnie z pewnością bym go zabił.Widzisz to nie ja wybieram członków bractwa.
-To kto to robi?-Zapytałam zaciekawiona.
-Naginni.Jest ona cząstką mej duszy,która wie lepiej niż ja komu należy się ten tytuł.-Spojrzał na mnie po czym dodał.
-Niedługo gdy będziesz tak potężna jak ja zrozumiesz wszystko czego do tej pory nie mogłaś pojąć.-Odwrócił wzrok ode mnie po czym zatrzymał się i spojrzał na Bellatrix,która nie wiadomo skąd pojawiła się obok nas.
-Witaj Bello-Przywitał się chłodno.Kobieta spojrzała na mnie po czym usłyszawszy słowa przeniosła wzrok na mego ojca i pokłoniwszy się mu odpowiedziała.
-Witaj Panie.
-Hermiono z pewnością znasz swą matkę chrzestną.-Spojrzałam w jej niebieskie oczy i po chwili odpowiedziałam.
-Tak miałyśmy okazję poznać się już wcześniej.-Zmrużyłam lekko oczy przypominając sobie chwile walki w Hogwarcie kiedy to Bella zaatakowała mnie niespostrzeżenie.Ojciec widząc napiętą sytuację rzekł.
-Stare porachunki odłurzcie na bok i zapomnijcie o nich.Od teraz jesteście rodziną.-Obydwie spojrzałyśmy na mego ojca po czym Bellatrix odpowiedziała.
-Nie śmiałabym zrobić krzywdy swej chrześniaczce,córce najpotężniejszego władcy i córce mej siostry.-Powiedziała jadowicie po czym ukłoniła się i odeszła.Spojrzałam na ojca a ten powiedział.
-Ona szukała Cię przez pięć lat.-Podał mi rękę a ja chwyciłam ją i ruszyłam za nim pytając.
-To ona mnie znalazła?-Ojciec uśmiechnął się lekko po czym powiedział.
-Nie to nie była ona.-Powiedział zobojętniale.Moja ciekawość zwyciężyła.Musiałam wiedzieć.
-Więc kto to był?-Spojrzałam na ojca lecz on spoglądał twardo przed siebie mówiąc.
-Zaraz się przekonasz.-Szliśmy prosto mijając upitych ludzi ganiających się po sali.Większość osób tańczyła,lecz byli i tacy którzy wybrali alkohol jako przewodnika dzisiejszego wieczoru.Rozglądałam się na boki.To mógł być każdy z nich-Myślałam.Nie wiedziałam jednak,że osoba tak przeze mnie znienawidzona przyczyniła się w największym stopniu do tego,że mogę dzisiaj być tu wraz ze swoją rodziną oraz znajomymi.Spojrzałam przed siebie.Zmierzaliśmy w kierunku Lucjusza Malfoya oraz jego rodziny siedzącej przy jednym ze stołów.To nie mogła być prawda.W duszy modliłam się aby mój ojciec zmienił kierunek.Po chwili moje błagania stały się nic nie znaczącym koszmarem.Tata ścisnął mocniej moją dłoń po czym zbliżył się do stolika Malfoyów i nie czekając aż wstaną powiedział.
-Miło mi Cię znów widzieć Lucjuszu.-Ten wyprostował się szybko po czym skłonił głowę i powiedział.
-Ja również ciesze się,że Cię widzę Panie.-Powiedział prostując się i spoglądając na mnie.Nie byłam mu dłużna i uczyniłam to samo.Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem.Tą niezręczną ciszę przerwał mój ojciec.
-Hermiono z pewnością znasz już Lucjusza oraz jego rodzinę-Spojrzałam na panią Malfoy która posłała mi delikatny uśmiech.
-Tak.Znam-Odpowiedziałam z ironią.Lucjusz przeniósł swe oczy na mego tatę a ten zapytał.
-Zastanowiłeś się już Lucjuszu czego byś chciał w zamian za znalezienie mojej córki?-Spojrzałam z niedowierzaniem na ojca a potem na Pana Malfoya.Ten nie zwracając na mnie uwagi powiedział.
-Tak,lecz chciałbym omówić to Panie na osobności.-Powiedział patrząc na mego ojca.
-Lucjuszu-Powiedziała Panna Malfoy,lecz ten tylko uciszył ją gestem ręki i czekał z niecierpliwością na odpowiedz od mojego ojca.
-Zgoda.Choć ze mną.-Powiedział po czym zwrócił się do mnie.
-Hermiono zaczekaj tu na mnie.Niedługo po ciebie wrócę.-Powiedziawszy to odwrócił się i odszedł razem z Malfoyem w stronę swojego gabinetu.Odwróciłam się i znów poczułam znajome ciepło gorąca.Niedaleko mnie stał Draco Malfoy ze swym nieprzenikliwym wzrokiem.Przyglądał mi się uważnie.Spojrzałam w jego oczy,lecz nie udało mi się nic z nich wyczytać.Jego bląd włosy lekko opadały mu na jego twarz.Chciałam przerwać tą niezręczną ciszę,lecz on zrobił to szybciej.
-Nie myśl,że to co teraz zrobię,będzie miłym gestem z mojej strony.-Powiedział mrużąc oczy i patrząc prosto na mnie.Nie wiedziałam o co mu chodzi,lecz chwilę później kontynuował.
-Ojciec kazał mi przeprosić Cię za to wszystko co zrobiłem.-Uśmiechnęłam się do niego drwiąco po czym powiedziałam.
-No więc czekam.-Spojrzał na mnie z niedowierzaniem po czym pokręcił lekko głową i powiedział.
-Przepraszam.-Nie był to żal wynikający z jego serca lecz zwykłe nic nie znaczące,puste słowo.Draco Malfoy od lat był moim wrogiem lecz wiedziałam,że muszę to zmienić.Nie chciałam kłucić się ze swoimi sprzymierzeńcami.Wiedziałam,że gdy tylko znajdę jakiś sposób to powstanie możliwość,że ja i Draco zakumplujemy się.Patrzył na mnie i czekał na jakąkolwiek reakcję.Po chwili powiedziałam.
-Słuchaj Malfoy nie mam zamiaru się z tobą kłucić.Stoimy po tej samej stronie więc myślę,że to najwyższy czas aby zakopać topór wojenny.-Spojrzał na mnie zdziwiony a ja ciągnęłam dalej.
-Wybieraj.Albo zaczynamy wszystko od nowa,lub kontynuujemy to co zaczęliśmy.Wybór należy do Ciebie.-Spojrzałam na niego i odeszłam.Byłam zadowolona z tego co powiedziałam.Z pewnością dałam mu do myślenia.Uśmiechnęłam się pod nosem po czym podniosłam wysoko głowę i udałam się w nieznanym mi kierunku.Wiele osób leżało już pod stołami.Alkohol namieszał w ich głowach nie pozwalając do samodzielnego funkcjonowania.Była godzina dwudziesta pierwsza.Dość szybko zleciał mi czas.Nie wiedziałam gdzie mam się podziać.Usiadłam przy wolnym stoliku i poprosiłam skrzata o szklankę ognistej.Po chwili moje zamówienie pojawiło się przede mną.Wzięłam szklankę do ręki i upiłam z niej duży łyk.Poczułam ciepło rozchodzące się we mnie od środka.Lekko zakręciło mi się w głowie,lecz nie zważałam na to.Wszyscy śmierciożercy bawili się dzisiaj nie martwiąc się o nic.Był to jedyny dzień od wielu lat w którym wszyscy mogli odpocząć i dobrze się zabawić.Wzrokiem wyszukałam moją mamę,która rozmawiała z Bellą śmiejąc się przy tym.Niedaleko niej stał Severus,który podobnie jak ja wybrał samotność oraz alkohol.Uśmiechnęłam się pod nosem po czym znów upiłam niewielki łyk.Po chwile ktoś dosiadł się do mnie.Podniosłam wzrok i naprzeciwko mnie zauważyłam Jessicę wraz z jakimś chłopakiem.Był to wysokiego wzrostu mężczyzna z czarnymi włosami i niebieskimi oczami.Uśmiechnął się do mnie po czym zajął miejsce naprzeciwko mnie.
-Tu jesteś Hermiono.Szukaliśmy Cie z Mattem już od trzydziestu minut.Gdzie ty się podziewałaś?-Spojrzałam na nią po czym powiedziałam.
-Kłuciłam się z Malfoyem.-Posłałam jej uśmiech a ona z niezadowoloną miną zapytała.
-Myślałam,że się pogodzicie.O co tym razem poszło?
-O całokształt-Uśmiechnęłam się do niej po czym powiedziałam.
-Jeżeli dobrze pójdzie to już niedługo się pogodzimy.-Uśmiechnęła się do mnie i zapytała.
-W jaki sposób?
-Dałam mu sporo do myślenia a poza tym jego ojciec mnie odnalazł.Musze mu podziękować.-Jessica spojrzała na mnie z wytrzeszczonymi oczami kalkulując to co jej powiedziałam.
-Lucjusz?Odnalazł Cię Lucjusz Malfoy?-Zapytała z niedowierzaniem.
-Tak właśnie on.Najbardziej znienawidzony przeze mnie śmierciożerca.Gorzej być nie mogło.-Jessica spojrzała na mnie po czym przeniosła wzrok na siedzącego obok niej przyjaciela.Stuknęła się ręką w czoło po czym powiedziała.
-Jezu gdzie ja mam głową.Przepraszam was.-Wyprostowała się i powiedziała.
-Hermiono to jest Matt Lokester mój stary znajomy.Matt poznaj He…-Nie dane było jej skończyć ponieważ chłopak wszedł jej w słowo mówiąc.
-Nie musisz mi jej przedstawiać.Chyba każdy wie kim ona jest.-Posłałam mu lekki uśmiech po czym powiedziałam.
-Miło mi cię poznać Matt.-Spojrzał na mnie i uśmiechając się powiedział.
-Ciebie również Hermiono.
Siedziałam i rozmawiałam z nimi około godziny.Przez ten czas zdążyłam dobrze poznać Matta.Bez żadnych zaprzeczeń mogłam stwierdzić,że to najmilszy chłopak jakiego do tej pory poznałam.Większość czasu opowiadał nam o swoich przygodach,które go spotkały.Jego największą wadą było samouwielbienie oraz przechwalanie się które dominowało wśród śmieriożerców.Gdy wzięłam ostatni łyk ognistej Matt wstał i zaprosił mnie do tańca.Posłałam spojrzenie Jess która uśmiechnęła się i cicho wyszeptała „Idz,zabaw się”,Zrobiłam tak jak chciała.Pozwoliłam by wziął mnie delikatnie za rękę po czym poprowadził na środek sali.Złapał mnie w talii po czym zawirowaliśmy w rytmie muzyki.Patrzałam w jego oczy.Wyrażały zadowolenie oraz swobodę,którą tak dobrze wykorzystywał w tańcu.Podczas obrotu moja sukienka zmieniła kolor na żółty.Matt zatrzymał się na chwilę po czym ponownie zakręcił mną.Tym razem moja szata przybrała odcień czerni.Uśmiechnęłam się lekko do niego a on z powrotem przyciągnął mnie do siebie.Wirowaliśmy na całym parkiecie a wszyscy ustępowali nam miejsca.Czułam się jak księżniczka balu.W tej chwili oczy wszystkich zwrócone były na mnie i Matta.Spostrzegłam też siedzącego Malfoya przy stoliku,który nie spuszczał mnie z oczu.Choć może mi się tylko zdawało?Moja suknia z każdym obrotem zmieniała kolor.Po chwili obok całego tłumu podziwiającego nasz taniec stanął mój ojciec.Uśmiechnął się do mnie a ja lekko odwzajemniłam jego gest.Podczas gdy moja odzież zmieniała kolor wszyscy napawali się zdumieniem a mój tata śmiał się cicho pod nosem.Po dłuższej chwili do tańca przyłączyło się wiele par.Na parkiecie zaczęło robić się ciasno.Przez salę przeszedł Lucjusz Malfoy z zadowoloną miną.Z pewnością zmierzał do swej małżonki,która w tym momencie wesoło gawędziła z nieznaną mi panią.Przeprosiłam Matta po czym zerwałam się biegiem w jego kierunku.Gdy znalazłam się wystarczająco blisko niego krzyknęłam.
-Panie Malfoy,proszę zaczekać.-Obrócił się i spojrzał na mnie mówiąc.
-Słucham,czego chcesz?-Spojrzałam prosto w jego oczy po czym powiedziałam.
-Ja.. chciałam podziękować za to,że mnie pan odnalazł.Gdyby nie pan z pewnością nie byłoby mnie tutaj.-Spojrzałam na niego lekko uśmiechając się po czym dodałam.
-Jestem pana dłużniczką.-Spuściłam wzrok na ręce lecz postanowiłam być dzielna i chwilę później znów spojrzałam w jego twarz mówiąc.
-Proszę o tym pamiętać.-Jego wzrok zagłębiał się w moich oczach.Patrzał na mnie ze zmrużonymi oczami po czym powiedział.
-Będę pamiętać.-Po czym pokłoniwszy się odszedł.
Zostawił mnie samą ze swoimi myślami.Czy dobrze zrobiłam?Od teraz byłam pewna jednego.Muszę spełnić dług Malfoya.Lucjusz już wiedział czego chciał od mojego ojca w zamian.Ja miałam się o tym dowiedzieć już niedługo.Lecz czy zdołam wypełnić jego wolę?Czy mój tata też ją wypełni?

 

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

6.”Posiadanie miliona znajomych nie jest cudem.Cudem jest mieć kogoś,kto stanie obok Ciebie,gdy milion innych będzie przeciwko tobie”

31 maj

Przez całe przedpołudnie siedziałam razem z Jessicą u mnie w pokoju rozmawiając i śmiejąc się w najlepsze.Po wybraniu sukienki dla Jess postanowiłyśmy poczęstować się tortem,który rano przyniosła mi mama.Okazało się,że mama miała racje mówiąc,że będzie on smakował lepiej niż wygląda.Nie chcąc dłużej siedzieć u mnie w pokoju udałyśmy się do ogrodu.Była piękna pogoda.Słońce górowało nad zenitem grzejąc niemiłosiernie.Przed domem znajdowało się wiele osób których nie znałam.Co chwile ktoś teleportował się bądz pojawiał niedaleko nas.W całym domu panował wielki ruch związany z dzisiejszym przyjęciem.Ciągły pośpiech przypominał mi o moim napiętnowaniu.Często o tym myślałam.Czy się bałam?Nie miałam czego.Wiedziałam,że jestem tu bezpieczna i nie mam się czego obawiać.Z jednej strony pragnęłam mieć na swoim przedramieniu znak węża.Chciałam w końcu odzyskać swój charakter oraz wygląd,a z tego co usłyszałam tylko napiętnowanie może mi to umożliwić.Byłam ciekawa kto dzisiaj otrzyma ten sam zaszczyt co ja.Podobno naznaczonych miało być dzisiaj siedem osób.-”Przynajmniej nie będę przechodziła przez to sama”-Pomyślałam.Usiadłam z Jessicą obok fontanny.Ściągnęliśmy buty i jak małe dzieci zaczęłyśmy chlapać się wodą.Wszyscy znajdujący się w pobliżu patrzeli na nas i z uśmiechem komentowali nasze zachowanie.Po chwili zmęczone zabawą postanowiłyśmy odpocząć.Wyczerpane usiadłyśmy na ławce i z zainteresowaniem patrzałyśmy na pobliskie zdarzenie,które przykuło naszą uwagę.Na szczycie schodów stał Snape i krzyczał na służącą,która niosąc ciasto wybrudziła go różowym kremem.Obie wybuchłyśmy śmiechem widząc różową od ciasta pelerynę profesora.Speszony swym wyglądem szybko wszedł do domu i dając upust swym emocją krzyczał na każdego kto stanął mu na drodze.Obie spojrzałyśmy na siebie i posłaliśmy sobie ciepły uśmiech.Po chwili zapytałam.
-A tak właściwie to masz chłopaka?-Jessica spojrzała na mnie speszonym wzrokiem po czym powiedziała.
-Nie, nigdy nie miałam.-Spuściła wzrok by za chwilę znów go podnieść.Nie chciałam dać za wygraną i chwilę później znów zapytałam.
-Dlaczego?-Spojrzałam na nią zaciekawiona lecz ta odwróciła wzrok i powiedziała.
-Sama nie wiem,może nie spotkałam jeszcze swojego księcia z bajki.-Odpowiedziała z goryczą w głosie a ja ciągnęłam dalej.
-A podoba Ci się któryś?-Spojrzała na mnie i przewróciła oczami po czym z uśmiechem na ustach odpowiedziała.
-Nie spotkałam jeszcze takiego,który doprowadził by mnie do szaleństwa jeżeli o to Ci chodzi.-Uśmiechnęłam się do niej a ta zapytała.
-A jak jest z tobą?-Spojrzałam na nią pytającym wzrokiem a ona dodała.
-Masz chłopaka?-Uśmiechnęłam się lekko po czym odpowiedziałam.
-Nie.Nigdy nawet nie myślałam o tym aby to zmienić.-Spojrzała na mnie zaskoczona po czym znów zapytała.
-Dlaczego?Nie chcesz mieć swojej drugiej połówki?-Odwróciłam wzrok i spojrzałam na fontannę na której przed chwilą chlapałyśmy się z Jessicą po czym odpowiedziałam
-Chcę,ale wciąż czekam na tego jedynego.-Powiedziałam patrząc rozmarzonym wzrokiem przed siebie.
-Czyli jesteśmy w takiej samej sytuacji.-Podsumowała Jessica po czym uśmiechnęła się lekko i powiedziała.
-Hermiona jeśli w przyszłości będziemy same to pozwolisz mi zamieszkać z tobą?-Spojrzała na mnie robiąc maślane oczka.Roześmiałyśmy się obie a ja odpowiedziałam.
-Ale pod jednym warunkiem-Powiedziałam z powagą.
-Co tylko zechcesz.-Odpowiedziała bez namysłu.
-Nie będziesz sprowadzać do domu chłopaków tylko dla siebie!-Ponownie roześmiałyśmy się mając przed oczami wspólną wizję przyszłości.Z uśmiechem na ustach postanowiłyśmy wrócić do domu i udać się na obiad.W jadalni nie było wielu osób.Nie zauważyłam także swoich rodziców,więc nie mogłam podziękować za prezent który mi dali.Poprosiliśmy Skippera o dwie porcje kurczaka,ziemniaków i surówkę.Nie musieliśmy długo czekać a zamówione przez nas jedzenie pojawiło się na naszych talerzach.Bez dłuższego namysłu postanowiłyśmy szybko zjeść i udać się do swoich pokoi aby przygotować się na bal.Wesoło rozmawiając nie zauważyłyśmy,że pomieszczenie w którym siedzimy zaczęło napełniać się niezliczoną ilością osób.Nieznani siadali obok mnie i lekko skinąwszy głową oddawali mi pokłon.Uśmiechałam się do nich lekko po czym wracałam do przerwanej czynności.
Po zjedzeniu obiadu rozeszłyśmy się z Jessicą do swoich pokoi.Po wejściu do swojego „apartamentu” postanowiłam udać się do łazienki i wziąć relaksującą kąpiel.Stanęłam przed lustrem i spojrzałam w swoje odbicie.Chciałam zapamiętać jak wyglądałam przed naznaczeniem.Miałam duże,piwne oczy,które pod wpływem mroku panującego w łazience zdawały się być czarne.Mój nos był niewielki i prosty.Usta małe,czerwone teraz tworzyły prostą linię.W głębi duszy pragnęłam odziedziczyć charakter po ojcu a wygląd po mamie.Byłam młodą,atrakcyjną kobietą,lecz to wciąż było dla mnie za mało.Pragnęłam być chodzącym ideałem za którym będą oglądać się wszyscy chłopacy.Chwilę później moje oczy skierowane były na włosy.Miałam długie,lekko falowane,kasztanowe włosy sięgające do połowy pleców.Przeczesałam je lekko palcami delektując się ich miękkością.Rzuciłam ostatnie spojrzenie na swoją twarz po czym podeszłam do wanny i zrzucając ubranie zanurzyłam się w ciepłej wodzie.Poczułam delikatną woń różanego olejku.Leżałam myśląc o dzisiejszym balu.Cieszyłam się,że w końcu będzie dane mi poznać najważniejszych śmierciożerców,którzy należą do kręgu czarnych braci.Jest to organizacja do której należą najgroźniejsi i zaufani ludzie mojego taty.Od wielu lat osoby należące do tego kręgu szukali mnie ponieważ było to najważniejsze zadanie dla mojego ojca.Jak na razie znałam tylko trzy osoby należące do tej organizacji.Pierwszą z nich jest mój chrzestny Severus Snape który gotów jest do największych poświęceń,byle by spełnić rządania mego taty.Następną osobą jest Bella.Moja ciotka chrzestna która nie zna litości.Ciesze się,że to właśnie oni są moimi chrzestnymi.Dają mi dobry przykład jak należy sobie radzić.Trzecią i ostatnią osobą,którą znam jest Lucjusz Malfoy.Wciąż nie mogę zrozumieć dlaczego tata nie pozbawił go stanowiska.Jest on zapatrzonym w siebie arystokratą,który nie dba nawet o najbliższych.W głębi serca miałam nadzieje dowiedzenia się kto też wpadł na mój trop i odszukał mnie.Jestem bardzo wdzięczna tej osobie i chciałabym osobiście jej podziękować.-Takie też myśli przechodziły przez moją głowę.
Gdy spojrzałam na zegarek dostrzegłam,że leżę już w wannie od trzydziestu minut.Woda lekko ochłodziła się i powoli traciła przyjemną woń olejków.Po chwili opuściłam wannę dokładnie wycierając się ręcznikiem.Wyszłam z łazienki i skierowałam się w stronę szafy w celu wybrania odpowiedniej bielizny.Zarzuciłam na siebie szlafrok i wyszłam z pokoju.Chwilę później stałam przez drzwiami Jessicy.Lekko zapukałam a gdy usłyszałam głośne „Proszę” pchnęłam drzwi i weszłam do środka.Jessica siedziała obok biurka w białej bluzce na ramiączka oraz długich fioletowych spodniach próbując dobrać odpowiednią dla siebie fryzurę.Posłałam jej uśmiech i podeszłam do niej.Moj wzrok skrzyżował się z jej rozżalonymi oczami,które prosiły mnie o pomoc.Wiedziałam,że przyszłam w odpowiednim czasie.Bez zastanowienia wzięłam różdżkę i za pomocą paru zaklęć fryzura Jessicy była gotowa po dziesięciu minutach.Postanowiłam zrobić jej koka takiego jak miałam na balu w czwartej klasie.Fryzura bardzo jej się spodobała i w celach rewanżu postanowiła zrobić mi nową fryzurę,której niedawno się nauczyła.Po długim czasie Jess ogłosiła definitywny koniec z zaplataniem włosów.Po spojrzeniu w lustro zaniemówiłam.To było coś pięknego.Dzięki tej fryzurze moja twarz zdawała się być jeszcze ładniejsza.Uściskałam Jessicę po czym wzięłyśmy się za makijaż.Miałam mały problem z dobraniem koloru na powiekach,a ponieważ moja sukienka zmieniała barwę gdy tylko wykonam trzy obroty postanowiłam zrezygnować z malowania oczu.Lekko pociągnęłam tuszem swe długie,czarne rzęsy,oraz nałożyłam błyszczyk na usta.Jessica zaproponowała,że zrobi mi kreski nad oczami,lecz nie byłam co do tego przekonana.Po długich zmaganiach efekt wyszedł powalający.Uśmiechnęłam się do Jessicy po czym pomogłam założyć jej sukienkę oraz dobrać do niej odpowiednie buty.Gdy ta była już gotowa udałyśmy się do mojego pokoju.Ubrałam swą sukienką,którą dostałam od rodziców oraz czarne buty na niewielkim obcasie.Stałam przed lustrem przyglądając się sobie.Doszłam do wniosku,że lepiej wyglądać nie mogłam.Spojrzałam uśmiechnięta na Jessicę,która siedząc na łóżku ze smutkiem spoglądała na mnie.Zrobiłam krok w jej stronę po czym spytałam
-Coś się stało?-Spojrzała na mnie po czym westchnęła i odpowiedziała.
-Chciałabym być tak ładna jak ty.-Uśmiechnęłam się do niej po czym podeszłam i przytuliłam ją mówiąc.
-A ja chciałabym być tak ładna jak ty.-Jessica spojrzała na mnie i uśmiechnęła się promiennie mówiąc.
-Zawstydzasz mnie Hermiono.-Obie roześmiałyśmy się a ja lekko uderzyłam ją w ramię w celu udawanego oburzenia.Nie wiem ile czasu siedziałyśmy i żartowałyśmy.Przypadkowo spojrzałam na zegarek i szybko zerwałam się z miejsca.Bal trwał już od dwudziestu minut.Jessica wstała za mną i po ostatnich poprawkach postanowiłyśmy zejść na dół,gdzie wszyscy na nas czekali.Gdy wyszłyśmy na korytarz odgłosy zabawy było słychać na drugim piętrze.Wszędzie było pusto.Najprawdopodobniej tylko my jeszcze nie zeszłyśmy na dół.Złapałam Jessicę pod rękę i ruszyliśmy w stronę schodów.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii